Katarzyna Jazdon-Brodziak: Wycieczki z moim tatą


Czy wspominał swego ojca Hipolita?
Tata wypowiadał się o swoim ojcu Hipolicie Jazdonie, jako o wspaniałym oficerze wojskowym. Odwiedzaliśmy Jego grób co roku na Wszystkich Świętych. Na pewno też reprezentował ten sam typ wychowania co dziadek, gdyż równie bardzo dużą uwagę przykładał do dyscypliny w domu. Przejawiało się to np. tym, że od godziny 22.00 obowiązywała u nas w domu cisza nocna, tzn. mogło się świecić w pokoju światło, ale był zakaz rozmów. Taki rygor obowiązywał na pewno przez cały okres szkoły podstawowej.

Jak spędzał wolny czas?
Ojciec rzadko znajdował czas wolny jako urzędujący dyrektor banku, ale gdy tylko przebywał w domu to zajmował się naszym ogrodem. Uprawiał pomidory, ogórki, sałatę, rzodkiewki oraz kwiaty. To sprawiało mu przyjemność. Lubił zbierać grzyby. Jeździliśmy z nim często do lasu za Obrzycko do miejscowości Góra. Był grzybiarzem nie do pobicia. Wszędzie znajdował prawdziwki i zawsze miał w koszu najwięcej grzybów. Nikt z nas nie potrafił go w tym prześcignąć, chyba dlatego, że pędził po lesie, dzięki swoim długim nogom.


Jakie było Jego ulubione zajęcie?
Uwielbiał z nami podróżować. Co roku byliśmy z nim, albo w górach - najczęściej w Wiśle, albo nad morzem w Darłowie. Były to wczasy zorganizowane przez pracodawcę, tak więc nocleg mieliśmy zawsze przygotowany odgórnie. Zwiedzaliśmy m.in. Bieszczady, Zakopane, pamiętam wyprawę na Szrenicę. Tata lubił chodzić, dlatego lubił góry, mama zaś preferowała pobyt nad morzem. Podróżowanie było dla Ojca marzeniem, które po części zrealizował. Kiedy córki wyszły z domu jeździł z matką na grzyby do Sierakowa.


Co lubił jeść?
Ulubioną potrawą Taty były pyry z gziką. Potrafił ugotować tylko jedno danie - makaron z sosem pomidorowym.

Jakich ludzi cenił?
Autorytetami dla niego byli księża Piotr Wawrzyniak (1849-1910) i ks. Augustyn Szamarzewski (1832-1891), którzy w okresie zaboru pruskiego na terenie Wielkopolski organizowali spółdzielczość oszczędnościowo- pożyczkową i kredytową dla ochrony polskiego kapitału. W jego gabinecie nad biurkiem wisiał portret Szamarzewskiego. Starał się zawsze w pracy przypominać o tych postaciach w dniach ich urodzin, śmierci i innych jubileuszach oraz kiedy wypowiadał się na temat idei spółdzielczości bankowej. Ojciec był inicjatorem umieszczenia tablicy pamiątkowej ku czci ks. Piotra Wawrzyniaka, która jest wmurowana w ścianę kościoła św. Marcina w Poznaniu. Było to odważne jak na tamte czasy, gdyż o księżach nie mówiło się pozytywnie w Polsce Ludowej.


Czy był osobą religijną?
Ojciec zawsze rano w swoim pokoju śpiewał "Kiedy ranne wstają zorze", a wieczorem "Wszystkie nasze dzienne sprawy". Był osobą wierząca, ale nie lubił przesadnej ostentacji - wiary na pokaz.

Jakie miał sympatie polityczne?
Jeśli chodzi o politykę, to nigdy nie był członkiem PZPR co już było rzadko spotykane u dyrektorów banków. Był członkiem ZSL, ale na papierze, gdyż nie udzielał się tam. Stronił od czynnego angażowania się w politykę w czasach realnego socjalizmu, gdzie zasady demokracji nie były respektowane.

Czy był patriotą?
Na pewno był patriotą. Nigdy nie słyszałam z jego ust narzekania na ojczyznę typu "W tym kraju jest nie tak, a gdzie indziej jest lepiej", chociaż wyjeżdżał w tamtym czasie i miał porównanie. Był wówczas w Hiszpanii i Francji (zapisał się nawet do Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Hiszpańskiej). We Francji byli zaproszeni w latach 70-tych przez tamtejszy bank i zwiedzali zamki nad Loarą. W jednym z nich urządzili im niezapomnianą ucztę z homarami i płonącymi lodami, którą wspominał i która na nas robiła ogromne wrażenie w tamtych czasach w PRL-u. U nas w tym czasie banany trudno było kupić. Był lokalnym, wielkopolskim patriotą, gdyż mimo okazji awansu i wyjechania do Warszawy pozostał przy pracy w Poznaniu. Cenił solidną, uczciwą, organiczną pracę Poznaniaków ku chwale ojczyzny, których uważał za trzon narodu. Żył ideałami pozytywistycznymi. Bardzo cenił Józefa Piłsudskiego za jego mądrość i zmysł polityczny. Z uwagą słuchał zawsze przemówień Lecha Wałęsy, którego również szanował.


Jak przejawiała się jego uczciwość w życiu codziennym?
Przykładem jego prawości jest np. sytuacja jaka powstała w banku, kiedy nastała "Solidarność" i cała załoga chciała wybrać go na dyrektora naczelnego. Ojciec jednak cenił swego zwierzchnika, który mimo, iż należał do PZPR był wg Taty porządnym człowiekiem i uznał, że nie było by to uczciwe wobec osoby ówczesnego przełożonego. Myślę, że w dzisiejszych czasach taka postawa jest rzadko spotykana. Był osobą skromną i nigdy nie wstydził się przed sąsiadami mimo dyrektorskiego stanowiska przebrać w zwykłe portki i pracować w ogrodzie. Zawsze mówił, że żadnej pracy nie należy się wstydzić, gdyż każda uczciwie wykonana jest wartością samą w sobie.

Jak wychowywał swoje dzieci?
Jako Ojciec był dla nas dosyć surowy, ponieważ rzadko okazywał uczucia i nieczęsto chwalił. Zawsze wymagał od nas szacunku wobec starszych osób, a szczególnie wobec matki. Sam był osobą bardzo skrytą. Natomiast we wczesnym dziecięctwie lubił się z nami wygłupiać, np. chwytał mnie do góry z nogi i podnosił do góry. Na imieninach i innych uroczystościach był duszą towarzystwa. Jako dziadek mniej cierpliwości do swych wnuków, gdyż jako ojciec córek nie zaznał tej przyjemności wychowywania chłopców. Nie wiedział jak zachowują się mali chłopcy, ale bardzo ich kochał.


Czy miał ulubione powiedzonka?
Lubił wtrącać zwroty typu "Panie dzieju" lub "Wie pan…"

Kogo cenił?
Cenił sobie bardzo szacunek zwykłych ludzi, rolników przed którymi często przemawiał z racji jubileuszy jakichś banków i sprawiało mu przyjemność fakt, iż słuchali go z zainteresowaniem.

Co go rozśmieszało?
Lubił polskie seriale komediowe jak np. "Czterdziestolatek", "Alternatywy 4", "Zmiennicy". One go rozśmieszały i pozwalały się zrelaksować. Sam lubił żartować - skomentować jakąś sytuację w dowcipny sposób.

Jak umarł?
Ojciec bardzo cierpiał, a w pierwotnym szpiatlu państwowym oszczędzano mu morfiny ze względu na jej koszt. To nas zmotywowało do przeniesienia go do prywatnego ośrodka. Ojciec zmarł w prywatnym szpitalu "Certus". Kuzyn mego męża był dyrektorem tej placówki, stąd nasza decyzja o umieszczeniu go tam. Od początku był źle leczono, gdyż nie stwierdzono u niego nowotworu tylko wrzody żołądka i leczono go na serce. Mogłabym tomy napisać na temat błędów popełnionych przez służbę zdrowia w trakcie leczenie mego Taty.