Powyżej zamieszczono formularz.   Prosimy o wypełnienie i przesłanie   w załączniku do listu pod któryś z   adresów umieszczonych w dziale   "Kontakt"
WSPOMNIENIA
   Wykaz pozycji

A. Marszałek, A. Rękoś:


Adelajda Jazdon-Józefowska - siostra i matka swego rodzeństwa.




Jak się ubierała?

Alicja Marszałek: Długa spódnica - ciemna. Były eleganckie, czarne, obszyte na dole wąskimi, aksamitnymi wstążkami. Bluzki wiązane "pod szyję", albo stojące kołnierzyki. Moda się zmieniała, więc na fotografiach są rękawy wąskie i bufiaste. Przedłużone kabaciki, swetry ? rozpinane. Suknie "od święta" ciemne - czarne, na lato w różne wzory. Długie okrycia podobne do dzisiejszych prostych płaszczy, futrzane kołnierze. Na fotografii widać hafty, szamerowania. Zakładało się wtedy (mówiła Mamusia) chusty ciepłe. Na co dzień w kratę, a od święta w zależności od majętności. Babcia Adela pozostawiła czarny, jedwabny, grubo tkany długi szal z frędzlami. Dziadek dał go mojej Mamie, a pochodzi ten szal od Prababci Józefy Jazdon. Obecnie szal ten jest w posiadaniu mojej córki Elżbiety. Jego stan jest bardzo dobry. Na balu maturalnym Eli budził zachwyt. Jest długi, szeroki, miękki, błyszczący. Prezentowałam go na Zjeździe Rydzyńskim.

Anna Rękoś: Babcia Adela chodziła na co dzień w ubrani włościańskim. Od święta były piękne stroje. Jedwabie, koronki i gorsety. Widziałam to wszystko i nawet z kuzynką przymierzałyśmy. Dziadek Józefowski wszystko to trzymał w rzeźbionym i wybijanym atłasem kufrze. Szanował to jak skarb najdroższy. Nie pozostało nic z tych pamiątek, bo Dziadek był wywłaszczony, a Niemcy wszystko zniszczyli.

Co czytała?

Alicja Marszałek: Słyszałam o gazetach rolniczych, kościelnych. Książek czytało się w domu Józefowskich dużo. Znany był Sienkiewicz, Mickiewicz, romanse Rodziewiczówny, gehenna Mniszkówny, Ben-Hur Wallace'go, itp.

Co lubiła robić?

Alicja Marszałek: Zakupy odzieży robiła u Żyda we Wschowie. Była bardzo samodzielna. Gdy Dziadek był na I wojnie światowej to Babcia z małymi dziećmi i trzema francuskimi niewolnikami doskonale sobie radziła, a nawet do pewnych robót pożyczała Francuzów innym mieszkańcom, którzy mieli mniejsze gospodarstwa. Po latach jeden z Francuzów pisał kartki do Dziadka i dziękował, że Babcia Adela była taka dobra, wyrozumiała. Po roku 1920 kartki przestały przychodzić. Babcia Adela lubiła laki. To takie brązowo - żółto - pomarańczowe, wieloletnie kwiaty. Bardzo ładnie pachniały. Rodzeństwo przyjeżdżało lub przychodziło do Babci Adeli. Polikarp przyjeżdżał na rowerze. Najczęściej odwiedzał Adelę Ludwik - ukochany brat mojej Babci.

Czy miała ulubione zwierzę?

Anna Rękoś: Konia, którego Niemcy zabierali na wojnę. To był najpiękniejszy koń ze stajni. Ulubieniec Babci. Nie dawał się żołnierzom zabrać. Stawał dęba, kopał, kwiczał. Niemcy powiedzieli, że go zastrzelą. Wybiegła Babcia. Koń się uspokoił. Głaskała go po głowie i obydwoje płakali. Po pożegnaniu koń dał się zabrać bez oporu.

Jaka była jej specjalność w kuchni?

Alicja Marszałek: Kiedy dziadek Piotr był u nas na Wielkanoc to Mamusia w chlebowym piecu piekła indyka, który był obłożony na półmisku powidłami, itp. W pewnym momencie zwróciłam uwagę, że właśnie dziadek powiedział: "Upiekłaś jak Delcia". Zapanowała kłopotliwa cisza (były to lata 50-te). Mama dostała czerwone oczy, ale zaraz potem wjechały na stół inne gorące dania i przy stole było już przyjemnie. Z dziada-pradziada zachował się zwyczaj, że była gotowana czernina, kaczka smażona z jabłkami, nadziewane kurczaki, kluchy na parze i wiele innych. Drobiu było zawsze bardzo dużo, więc na Boże Narodzenie obowiązkowo złociste, ociekające tłuszczem gęsi i po każdym świniobiciu "kwaśna podróbka" (gotowane kawałki wątroby, serca, mięso, płuca, przyprawy, liście, ziela, itp. z "zaklepajką na kwaśno"). Po Babci Adeli Mamusia umiała piec taki placek drożdżowy - cieniutki, pulchny, nakładany sezonowymi owocami, albo serem i grubą kruszanką jak nikt. Nigdy u nikogo nie jadłam takiego dobrego ciasta drożdżowego. Podobno Babcia Adela piekła wyśmienite pierniki na miodzie, które się nie psuły i były pulchne przez więcej niż pół roku. Mówiono, że do Wielkanocy. Ale na Wielki Post Babcia Adela wyparzała garnki z tłuszczu i jadło się żur na zakwasie z ziemniakami, biały ser - gzik z pyrami, albo ziemniaki obierane z łupin z olejem i solą, zalewajki, polewki z kluskami, placki ziemniaczane, kluski.

Czy była patriotką?

Alicja Marszałek: Cały czas żyła pod zaborem pruskim, ale duch narodowo-wyzwoleńczy, patriotyczne przekonania o konieczności życia w wolnym kraju musiał być wielki skoro dzieci uczyła po polsku, starsi członkowie rodziny brali udział w powstaniach, zrywach narodowo-wyzwoleńczych, itp.
Babcia to chyba chodzący, żyjący anioł. Nigdy od żadnej cioci, wujka, mojej Mamy i Dziadka Piotra nie słyszałam nic, ale to nic złego. Wszyscy (obcy też) mówili, że to była wyjątkowo dobrana para, zakochana bez pamięci w sobie, dobra, wyrozumiała, dbająca o siebie, dzieci, dom, służbę. Nawet francuscy niewolnicy, którzy pracowali u Babci kiedy Dziadek był na I wojnie światowej byli zaprzyjaźnieni z całą rodziną. Jak dzieci coś zbroiły to spokojnie upominała, z książeczki do nabożeństwa uczyła starszych pisać, czytać, bo pod zaborami chodzili do niemieckiej szkoły. Mam taką książeczkę od I komunii św. mojej Mamusi. Pisała już po polsku. Był 1914r. lub 1910, ale chyba 1914. Pismo zamazane.

Czy była pobożna?

Alicja Marszałek: Modlitwa rano, wieczorem na klęczkach przy łóżku. W niedzielę msza św. (chyba suma) i nieszpory. Nabożeństwa majowe, różańcowe. Modlitwy w domu z całą rodziną i służbą przed obrazami świętych i przy świecach, kiedy była burza, pioruny. W 1910 roku w żniwa cała wieś się spaliła. Ogień zatrzymano i ugaszono na gospodarstwie Józefowskich. Stąd jedna część Brenna była po 1910 r. murowana, a pozostała druga połowa murowanych i drewnianych, ale pod strzechą.

Anna Rękoś: Była głęboko wierząca i praktykująca. Czytała Biblię. Do kościoła chodziła co niedzielę razem z mężem i dziećmi. Wszyscy byli przez nią lubiani i Ona przez wszystkich. Nigdy się nie złościła. Była usposobieniem dobroci.

Jak wyglądał dzień kiedy umierała?

Anna Rękoś: Nadchodzący wieczór był cichy i spokojny. Ludzie wracali z pól do domu. Brama na podwórku była otwarta. Szedł ksiądz. Ludzie z wozów schodzili i klękali. Na podwórzu gęstniał tłum. Ludzie modlili się i płakali. Z kościoła dobiegł dźwięk dzwonów bijących na Anioł Pański. Pogrzeb był uroczysty. Przyszło całe Brenno i Wijewo.

Alicja Marszałek: Było lato 1919 roku. Mała, parotygodniowa Andzia leżała w kołysce, a Babcia Adela roztaczała wizje przyszłości mniej więcej tak: "Po żniwach wezmę was dziewczęta (mówiła do Maryni i do Heli) do Poznania lub do Leszna i kupię kostiumy. Jesteście już duże, macie 14-15 lat i nie będziecie chodziły w "jaczkach" i kabatach. Do kościoła dostaniecie sznurowane trzewiki i płaszcze. Nauczę was gotować, piec ciasto. Musze tylko trochę przyjść do zdrowia. Dziadek Piotr Józefowski mówił kiedyś, że po narodzeniu Anny Adela gorączkowała. Nie wyzdrowiała. Wszystko wskazuje, że zmarła na żółtaczkę, albo kamienie żółciowe. Mamusia i Ciocia Hela mówiły zgodnie, że miała boleści i że po śmierci "była żółta jak cytryna".

Gdy Babcia Adela zmarła - Dziadek Piotr odciął długi warkocz i kazał z włosów żony misternie spleść dewizkę do kieszonkowego, kopertowego, złotego zegarka. Końcówki włosów były fachowo ujęte przez złotnika w metalowe uchwyty, mocno obejmujące zakończenia dewizki z zapinkami do dziurki w kamizelce i do zegarka. Zegarek był chowany do kieszonki kamizelki. Dziadek opowiadał o tej pamiątce bardzo wzruszony, mając około 70-75? lat. W czasie II wojny światowej "polski Niemiec" z niemieckim żandarmem przyszli do Józefowskich, zabrali zegarek, obrączki (dziadek miał to w szufladce stolika). Dewizka widnieje na powojennych zdjęciach Dziadka, ale nigdy o to nie zapytałam, czy to ta sama... Była pleciona. Wyglądała oryginalnie, ładnie. Nie wiem co się z dewizką stało. Kiedyś Ciocia Bronia mówiła, że "polski Niemiec" też ją zabrał. Innym razem mówiła coś innego. Co jest prawdą? Nie wiem.

Są też w naszym posiadaniu zdjęcia Babci i portret w oryginalnej ramie, dużych rozmiarów.

Najstarsza córka miała 15 lat. Reszta dzieci mała. Najmłodsza Andzia - 3 miesiące. Nie doczekała się wnucząt. W duszy mam jakąś drzazgę. Nie znałam żadnej Babci. Zazdroszczę najstarszej siostrze Ani, że przytulała ją Prababcia - Matka Dziadka Józefowskiego. Ania też nie zna żadnej Babci.

Od red.
  • Adelajda Jazdon Jóżefowska (Ur.12.12.1880r. - zm.2.10.1919 w wieku 39 lat!) :
    pierworodne dziecko drugiego małżeństwa Wojciecha Jazdona, zawartego z Józefą Rękoś.
    Po śmierci swej rodzicielki Józefy w 1913r. stała się matką dla młodszego rodzeństwa.
  • Alicja Marszałek: córka Marianny Józefowskiej Rękoś, która była pierwszym dzieckiem
  • Adelajdy Jazdon Józefowskiej
  • Anna Rękoś: córka Marianny Józefowskiej Rękoś, która była pierwszym dzieckiem Adelajdy Jazdon Józefowskiej