Powyżej zamieszczono formularz.   Prosimy o wypełnienie i przesłanie   w załączniku do listu pod któryś z   adresów umieszczonych w dziale   "Kontakt"
BIBLIOGRAFIA
   Wykaz pozycji


Gazeta Wyborcza Bydgoszcz 4 stycznia 2007 r.
"Wojciech Jazdon odnalazł kolegę podróżnika" (autor: Dominika Kulesza)

Poniższy tekst dostępny również pod adresem: Gazeta.pl Bydgoszcz


Wojciech Jazdon odnalazł kolegę podróżnika

Bydgoski podróżnik i urzędnik ratuszowy dzięki akcji "Gazety" odnalazł jednego z członków pierwszej polskiej wyprawy z 1986 roku, która przeszła Spitsbergen z jednego końca na drugi. - Zawsze chciałem porozmawiać z ludźmi, których śladami podążałem - mówi. - Teraz wreszcie to będzie możliwe




Odnaleziony podróżnik, Zbigniew Pietroń, mieszka w Krakowie. Oprawione zdjęcia z wyprawy, podobnie jak bydgoszczanin, przechowuje jako jedną z najcenniejszych pamiątek.
- Bardzo chętnie spotkam się z Wojtkiem Jazdonem - mówi.

Historię poszukiwań Wojciecha Jazdona opisaliśmy w pierwszym dniu naszej akcji "Odnajdźmy się". Podróżnik od dawna próbował odnaleźć członków polskiej wyprawy, która jedenaście lat przed nim przeszła Spitsbergen. - Wiosną 1997 roku wyruszyłem ich śladami - wspomina Jazdon. - 1100 km wędrówki po śniegu i lodzie. Szliśmy we czwórkę. Nocowaliśmy w namiotach, ale także w chatach traperskich. Tam oprócz drzewa do rozpalenia w piecu czy pryczy, na której można było się przespać, zazwyczaj był dziennik - taka książka wpisów. Właśnie wśród takich notatek znalazłem wpis uczestników polskiej wyprawy, którzy przed nami pokonali tę samą trasę.

Po naszym artykule oraz wpisie na internetowej stronie naszej akcji www.odnajdzmysie.pl, uaktywnili się znajomi bydgoszczanina oraz poszukiwanych podróżników. - Nie tylko ja, ale i inni ludzie zaczęli ich szukać - cieszy się podróżnik. - Tak zafascynowała ich ta historia, że w tajemnicy przede mną postanowili ustalić, co się z nimi teraz dzieje. Jedna z koleżanek, ku mojemu zaskoczeniu, nieoczekiwanie położyła mi na biurku kartkę z numerem komórki do jednego z ludzi, których szukałem - Zbyszka Pietronia.

Jak się okazało, odnaleziony polarnik mieszka obecnie w Krakowie. Nawet nie wiedział, że ktoś go poszukuje. - Cieszę się ogromnie, bardzo chętnie spotkam się z Wojtkiem Jazdonem i z innymi, którzy przeprawili się przez Spitsbergen - mówi. - Wprawdzie minęło już 20 lat, ale tę wyprawę doskonale pamiętam.
Z pewnością podróżnicy, którzy pokonywali tę trasę jedenaście lat po nas, zetknęli się z zupełnie innymi doświadczeniami. W 1986 roku zorganizowaniu tej podróży towarzyszyły koszmarne trudności. Zdobycie choćby nart polskiej produkcji graniczyło z cudem, nie mówiąc już o specjalistycznym sprzęcie. Poszukiwaliśmy go jakimiś pokrętnymi drogami - np. kombinezony, jakieś pseudogoreteksy sprowadziliśmy na lewo z Niemiec. Nie było mowy o GPS-ach czy radiach, a nie wspomnę już o ogromnych kłopotach formalnych czy finansowych.

Uradowany Wojciech Jazdon planuje spotkanie z odnalezionym kolegą. - Już widzę ogromne różnice pomiędzy ich wyprawą a naszą - mówi. - W 1997 roku nie było problemu ze znalezieniem sponsora. Mieliśmy doskonały sprzęt, śmiem twierdzić, że najlepsze narty specjalnie przywiezione z Norwegii. Jednakowe, wykonane w najnowszych technikach, kombinezony, bardzo dobre namioty, buty, czy chociażby kijki. Chociaż nie ukrywam, że to właśnie przez ograniczenie finansami przeszliśmy Spitsbergen z północy na południe i z powrotem. Nie było nas po prostu stać na wynajęcie helikoptera, który przewiózłby nas do Longyearbyen.

Obaj polarnicy przyznają, że dzięki wpisom wypraw, które szły przed nimi, mieli poczucie obecności swoich poprzedników. - Ja też czytałem zapiski Norwegów czy Węgrów i zastanawiałem się, jak przeżywali swoje przejście przez Spitsbergen - mówi Pietroń. - Teraz będzie okazja porozmawiać z tymi, którzy to samo myśleli o nas. Mam nadzieję, że na spotkanie przyjedzie nie tylko Wojciech Jazdon, ale wszyscy żyjący członkowie obu wypraw - tej z 1986 i tej z 1997 roku.

Dominika Kulesza