Powyżej zamieszczono formularz.   Prosimy o wypełnienie i przesłanie   w załączniku do listu pod któryś z   adresów umieszczonych w dziale   "Kontakt"
BIBLIOGRAFIA
   Wykaz pozycji


Gazeta Pomorska 20 lipca 2006r. "Sześć dni w kajaku" (autor: Anna Stasiewicz)

Poniższy tekst dostępny również pod adresem: http://www.pomorska.pl/
(kliknąć miasto Bydgoszcz).


PODRÓŻE. Na wysokości Hasle pojawiają się klify. Niejedna łódź zakończyła na nich swoją podróż

Sześć dni w kajaku

Kajak morski ma 5 metrów i waży 30 kilo. Czy w takiej łupinie można w sześć dni opłynąć Bornholm? Można.


Uczestnicy wyprawy na Bornholm: Jarosław Surwiło-Bohdanowicz, Tomasz Kuśmierek i Wojciech Jazdon
Archiwum wyprawy
Jarosław Surwiło-Bohdanowicz, Wojciech Jazdon, Tomasz Kuśmierek. W sześć dni opłynęli Bornholm na kajakach. Trasa, sto kilometrów. Rok temu kajakami opłynęli największą wyspę archipelagu Alandów, Fasta Aland. - Kiedy wróciliśmy z tamtej wyprawy, chyba już wiedzieliśmy, że prędzej czy później znowu popłyniemy - śmieje się Jazdon. - Kajakarstwo morskie wymaga nieustannego skupienia, koncentracji, ale tęskni się za nim.

Odporne na fale

Przygotowania do wyprawy trwały prawie rok. - Musieliśmy wybrać trasę, przygotować sprzęt i siebie - mówi Jarosław Surwiło-Bohdanowicz. - Na taką wyprawę nie da się ruszyć z marszu.
Najważniejsza rzecz: kajak. - To specjalny kajak, morski - wyjaśnia Jazdon. - Wykonany z polietylenu. Jego wielki plus to duża odporność na fale, a na morzu to bardzo ważne, szczególnie na Bałtyku, gdzie fale są krótkie, nerwowe. Minus to waga. Normalne kajaki można podnieść na jednym palcu, nasze ważą aż 30 kilogramów, są długie na 5 metrów.

Rybia łuska

Do tego strój - tzw. aquashell, czyli bluza i spodnie ze specjalnego materiału. Od spodu polar, od zewnątrz tworzywo przypominające rybią łuskę. - Dzięki temu kajakarz nie jest mokry już po kilku minutach. Woda nie wsiąka w ubranie, ale spływa po nim - opowiadają. Ważne jest też wiosłowanie. - Na morzu trzeba trzymać ręce o wiele niżej niż na jeziorze czy rzece. Wiatr może łatwo wyrwać wiosło z ręki - wyjaśnia Jazdon.

W drogę

- Najpierw dopłynęliśmy do stolicy Bornholmu, Ronne, a następnego dnia kajaki na wodę - opowiada Jazdon. - Zaczęliśmy bardzo ambitnie, chociaż teraz wygląda to na małe wariactwo - mówi Surwiło-Bohdanowicz. - Pierwszego dnia zrobiliśmy aż 30 kilometrów. - Nie wiem, skąd wzięliśmy na to siły - wtrąca Jazdon. - Po kilku godzinach spędzonych w kajaku boli praktycznie wszystko: kręgosłup, kark, łydki. Cierpną nogi, a na rękach, mimo rękawiczek, robią się rany.

Wędzony śledź i piwo

- Płynęliśmy ostrożnie, bo brzeg w tym miejscu jest bardzo groźny. Trzeba uważać na klify i wystające z wody kamienie. W zderzeniu z nimi człowiek nie ma szans - dodaje Surwiło-Bohdanowicz. Ale podróżnicy twierdzą, że piękne widoki pozwalają zapomnieć nawet o groźnych klifach. - Hammershus, czyli ruiny największego w Europie Północnej średniowiecznego zamku, domki z kamienia - dodają.

Drugi odcinek wyprawy z Allinge do Svaneke. - Cudowna nadmorska miejscowość z knajpkami, marinami i wędzarniami śledzi - opowiada Jazdon. - A wędzony śledź i piwo to jedna z najlepszych rzeczy na świecie.

Kolejny etap podróży to Snogebek. - Właśnie w tej miejscowości pogorszyła się pogoda - wyjaśnia Jarosław Surwiło-Bohdanowicz. - Zaczęło wiać i padać. Siła wiatru dochodziła do 5 stopni w skali Beauforta. Postanowiliśmy zaczekać do następnego dnia. Do stolicy Bornholmu dotarliśmy po 6 dniach machania wiosłami.

Polacy na Bornholmie

Z noclegiem na Bornholmie nie ma problemu. Można spędzić noc na przykład na campingu albo wynająć domek. Tym ostatnim zajmują się między innymi Polacy, których na Bornholmie jest sporo.

- Zdarzyło się nam spać na plaży i nikt nam nie robił z tego powodu problemów - stwierdza Wojciech Jazdon. - Trzeba jednak bardzo uważać, żeby nie wejść na prywatny teren. Szukając zasięgu w komórce, stanąłem na skrawku trawnika. Z domku wybiegła kobieta, krzycząc po angielsku "Teren prywatny, proszę odejść!"

Prawdziwy rybak

- W Somarken, niewielkiej osadzie rybackiej poszliśmy wynająć domek. Naprzeciwko nas wyszedł prawie 2-metrowy mężczyzna z sumiastymi wąsami. Prawdziwy rybak - opowiada Jazdon.

Anna Stasiewicz

20 Lipca 2006