30 stycznia.

Wspomnienie Ojca Joachima Michałowskiego OMI, przyjaciela rodziny Jazdonów


WSTĘP

          30 stycznia 2007 roku mija dziesiąta rocznica śmierci Ojca Joachima Michałowskiego, OMI przyjaciela rodziny Jazdonów. Był z nami spokrewniony od strony naszej babci Józefy Rękoś, żony Wojciecha Jazdona. Ponieważ większość rodziny miała z nim styczność postanowiłem zdobyć materiały na Jego temat, za które serdecznie dziękuję sekretarzowi Ojca Prowincjała Janusza Błażejaka OMI z Toronto - o. Pawłowi Bulasowi, O. dr Piotrowi Piaseckiemu OMI, Sekretarzowi Prowincjała oraz O. dr Pawłowi Latuskowi, OMI Prowincjałowi z Poznania.

          Ojciec Joachim zmarł 30 stycznia 1997 r. w Vancouver, a pochowany jest w miejscowości Winnipeg w Kanadzie. Zamieszczone poniżej teksty w ciekawy sposób opisują najistotniejsze fragmenty Jego życiorysu. Odnalazłem ciekawy tekst w języku angielskim dotyczący Jego posługi na stronie: http://www.abheritage.ca/albertans/articles/polish_pilgrimage.html

          Wpisał się w biografię wielu z nas. Posiadam nagranie video z jesieni 1993 roku ze spotkania w naszym domu z nim i Ciocią Kwiryną Nikel, z którą się przyjaźnił. Opowiedział wówczas anegdotę jak to został zaproszony na kolację do jednego z domów. Przywitała go kobieta, która właśnie skończyła kąpać dzieci w balii z wodą. Usiadł, a ona zebrała brudne naczynia ze stołu i umyła je prędko w tej samej wodzie po kąpieli i podała ponownie. Mówił, iż może by się nie zorientował, gdyby nie fakt, że mąż po przybyciu zwrócił się do małżonki "Babo nie było to świeżej wody!" Odpowiedziała: "A gdzie to ja do stawu pójdę, jak to kawał drogi!" Stwierdził, że jedzenie nie smakowało mu wtedy tak jak zwykle. Dodał na końcu: "Nie lubię sztywnych ludzi. Ksiądz powinien być otwarty na każdego, nie napuszać się, choć wiem, że nie każdemu jest to dane". Na pewno wstawia się za nami w Niebie, a ja zarobiłem parę punktów u Niego za to wspomnienie. Z góry dziękuję! (raczej z dołu ...)
Karol


Salomea Jazdon wśród seminarzystów w Obrze. Po jej prawej ręce Ojciec Joachim Michałowski OMI

Górsko. Rok 1937. Ostatnie, pożegnalne zdjęcie Ojca Joachima przed daleką podróżną do "Kanady pachnącej żywicą". Z tyłu za jego prawym ramieniem Salomea Jazdon, przed nią Matka, która wymodliła mu powołanie i zginęła męczeńską śmiercią w Oświęcimiu. Za jego lewym ramieniem zasłonięty Ludwik Jazdon.

B. Wiliński: "Diamentowy Jubileusz Ojca Joachim Michałowski, OMI"

          Parafia św. Kazimierza i Polonia w Vancouver obchodziły 60 rocznicę święceń kapłańskich popularnego księdza oblata, który mimo wieku emerytalnego, od 15 lat wytrwale służy swoim rodakom w Vancouver.

          Ojciec Joachim Michałowski, OMI, urodził się 17 grudnia 1909 roku w miejscowości Górsko koło Wolsztyna na zachód od Poznania. Kiedy miał 12 lat zaczął myśleć o stanie kapłańskim. Trzy lata później zmarł jego ojciec Józef. Matka Józefa, wdowa z ośmiorgiem dzieci robiła jednak wszystko, by jej syn osiągnął swój cel. Od niej przejął młody Joachim swą wiarę w potęgę modlitwy. Z pomocą matki rozpoczął naukę w szkole średniej w Lesznie, a następnie przeniósł się do Liceum Ojców Oblatów w Lublińcu, gdzie wstąpił do Zgromadzenia Oblatów Marii Niepokalanej. Studia kapłańskie ukończył w Seminarium Ojców Oblatów w Obrze i tam też otrzymał święcenia kapłańskie 21 czerwca 1936 roku.

          Rok później młody kapłan przybył do Kanady, by tu rozpocząć więcej niż pół wieku pracy misjonarskiej. Skierowany został przez swych przełożonych do służby polskim osadnikom w północnej Albercie nad rzeką Peace. Dotychczas nie było tam kapłana, więc o. Joachim pomagał też wiernym innych narodowości. W sierpniu 1938 roku otrzymał od biskupa placówkę w Webster w tej samej okolicy. Początkowo zamieszkał w kabinie, ofiarowanej przez parafianina, bez okien i bez wody, w której dziury zalepione były gliną. Do wiernych szukających posługi kapłańskiej docierał pieszo, konno lub koleją. Z czasem wybudował w Webster kościółek i plebanię. Tam też otrzymał wiadomość, że jego matka zmarła w hitlerowskim obozie koncentracyjnym w Oświęcimiu.

          Wytężona praca w pionierskich warunkach i ostrym klimacie północnej Alberty odbiła się na zdrowiu o. Joachima. W 1951 roku został po raz pierwszy przeniesiony do parafii św. Kazimierza w Vancouver, gdzie pracował półtora roku z o. Franciszkiem Kosakiewiczem, założycielem parafii. Następnie pięć lat był wikariuszem w parafii Matki Boskiej Nieustającej Pomocy w ST. Catharines w Ontario, a w roku 1957 wysłany został do parafii św. Ducha w Winnipegu, gdzie pracował 24 lata. Do Vancouver powrócił w 1981 r.

  
  

Rok 1938. Miejscowość Webster, niedaleko Alberta nad rzeką Peace w Kanadzie.


          Dwie cechy wyróżniały służbę Bogu i bliźnim o. Joachima - zamiłowanie do modlitwy i otwarte serce. Regularnie odmawiał z wiernymi różaniec przed Mszą św., a wokresie Wielkiego Postu stale odprawiał Drogę Krzyżową i Gorzkie Żale, wieczorami do późna modlił się w kościele przed Najświętszym Sakramentem. W swej codziennej pracy zajmował się młodzieżą i harcerstwem oraz ludźmi starszymi i chorymi, których odwiedzał w domach czy instytucjach. Na każdej placówce, w Webster, Vancouver, Winnipegu, czy ST. Catharines zdobył sobie wielu przyjaciół. W 1994 roku o. Joachim odwiedził swoje pierwsze miejsce w Webster, gdzie odprawił Mszę św. Z ludźmi, którzy pamiętali go z lat, gdy tam mieszkał i pracował. Na wiosnę tego roku odwiedził swoje rodzinne strony w Polsce, gdzie w czerwcu miał okazję dziękować Bogu za łaskę kapłaństwa w kościele, w którym 60 lat wcześniej odprawiał swoją Mszę św. prymicyjną. W Przemęcie, blisko rodzinnej wioski modlili się z nim arcybiskup Poznania ks. Juliusz Paetz, ojcowie oblaci z seminarium w Obrze, 15 neoprezbiterów i dwa tysiące wiernych. Problemy zdrowotne skróciły jego wizytę w ojczyźnie i musiał wrócić do Vancouver, by leczyć się przez dwa miesiące w szpitalu.

          Dlatego cieszyliśmy się bardzo, kiedy w niedzielę 27 października w południe czcigodny Jubilat odprawił w kościele św. Kazimierza swoją Mszę Dziękczynną w asyście 14 księży. Wśród nich byli: ks. Arcybiskup Vancouver Adam Exner, OMI, o. prowincjał Tadeusz Nowak, OMI, o. prowincjał oblatów w Vancouver Raymond L'Henaff, dwóch byłych proboszczów parafii św. Kazimierza o. Kazimierz Krystkowiak, OMI i o. Zygmunt Musialski, OMI, o. Marek Czyżycki z ST. Catharines w Ontario, proboszczowie z sąsiednich parafii: ks. Stanisław Frytek z Our Lady of Lourdes, ks. Zenon Zgudziak z Holy Cross, ks. Macdonald z ST. Mary's. W przepełnionym kościele były też siostry służebniczki, Rycerze Kolumba i harcerstwo. Chór parafialny z udziałem solisty Opery Wrocławskiej p. Józefa Walczaka śpiewał pieśni przygotowane na tę okazję. Piękne kazanie o kapłaństwie Jubilata wygłosił o. Marian Mróz, OMI, kapelan Domu im. Kopernika w Vancouver. Przemawiali również arcybiskup Exner i o. prowincjał Nowak.

          Bezpośrednio po Mszy św. odbył się bankiet w Sali szkolnej św. Kazimierza. Zebranych przywitał proboszcz o. Roman Majek, OMI i przewodniczący Rady Parafialnej Edward Twaróg. Smaczny obiad przygotowały panie ze Stowarzyszenia Katolickiego pod kierownictwem Aliny Jacek. Pomagały harcerki… Program artystyczny wykonali: dzieci Szkoły św. Kazimierza, p. Walczak, harcerstwo i Zespół Liturgiczny. Nastąpiło składanie życzeń i prezentów od księży, sióstr, organizacji parafialnych i świeckich. Zebranym dziękował o. proboszcz Majek i sam Jubilat, który zakończył uroczystość słowami poety: "Miej serce i patrz w serce". Program prowadziła p. Jadwiga Runcewicz.

          Tak Polonia w Vancouver uczciła Jubileusz 60-lecia ofiarnej służby Bogu i bliźnim Kapłana-Misjonarza, Ojca Joachima Michałowskiego.




Głos Wolsztyński nr 4 (229) 22.II-7.III.1997
"Kanadę lubił, ale kochał Polskę"

          Ojciec Joachim Michałowski - misjonarz ze Zgromadzenia Oblatów Maryi Niepokalanej urodził się w Górsku, parafia Brenno (dawny powiat wolsztyński) w roku 1909 jako syn rolnika. Studia ukończył w Obrze. Święcenia kapłańskie otrzymał z rąk arcybiskupa Walentego Dymka w roku 1936. Rok później wyjechał do Kanady, by jako duszpasterz służyć mieszkającym tam rodakom. Pełnił tam swoją misję nieprzerwanie przez równe 60 lat.

          W czasie swojego długoletniego życia w Kanadzie kilkakrotnie odwiedzał Polskę, swoją rodzinną wieś Górsko, parafię Obrę i wiele innych miejscowości. Wszędzie miał bardzo wielu przyjaciół. Piszę przyjaciół, a nie znajomych, bowiem tak już było, że każdy nowo poznany - stawał się wnet Jego przyjacielem.

          Był niezwykłym człowiekiem. Urzekał wszystkich szczery uśmiech, serdeczność i bezpośredniość Ojca, ale przede wszystkim zachwycał swoją głęboką wiarą, która umiał przekazać, zarazić, umocnić. W każdym człowieku widział bliźniego i autentycznie potrafił mu służyć, a szczególnie tym "najmniejszym" potrzebującym, zgnębionym i chorym. Wystarczyło wspomnieć w niedzielne popołudnie przy podwieczorku i miłej pogawędce, że gdzieś jest ciężko chory - niewidomy, a Ojciec wstawał od stołu oznajmiając "tam trzeba nam jechać". Błyskawicznie organizował środek lokomocji i już jechał 100 km samochodem w upalny dzień, aby choremu nieść pociechę i ulgę.

          Posiadał niezwykły charyzmat. Najpierw wysłuchał chorego, porozmawiał, przytulił i pocieszył, a potem kładł mu ręce na głowie i modlił się żarliwie. Chory doznawał ulgi w cierpieniu i… pokoju wewnętrznego. Ksiądz Joachim potrafił wnieść w jego smutne życie jakiś promyk nadziei i radości.

          Zawsze tryskał humorem i dowcipem. To się udzielało. Stwarzał wokół pogodny i radosny nastrój - nawet w trudnych sytuacjach.

          Z Ojcem Michałowskim korespondowałam przez 30 lat. Wspomniała kiedyś w liście o naszym wspólnym znajomym, nie żyjącym już Joachimie Mrozkowiaku z Wolsztyna, który po wylewie miał częściowo uszkodzony słuch, co bardzo utrudniało mu kontakt z otoczeniem. Minęły dwa tygodnie, gdy otrzymałam wiadomość z Warszawy od zupełnie nieznajomych mi osób, że jest u nich do odebrania przesyłka od Ojca Michałowskiego. Odbierając paczkę dowiedziałam się od tych ludzi, że Ojciec przyjechał na lotnisko w Kanadzie szukając osób lecących do Polski. Znalazł ich przypadkowo i poprosił, aby zabrali tę przesyłkę wraz z "załącznikiem" na konto dalszego leczenia chorego.

          Takich przykładów z życia Ojca Joachima było bardzo wiele.


Plebania w parafii św. Ducha w Winnipegu. Ojciec Joachim wpatrzony w figurkę św. Jana Marii Vianneya patrona księży proboszczów. Na ścianie portret Stefana kardynała Wyszyńskiego.

Życzenia Bożonarodzeniowe z 1950 roku z księdzem Joachimem siedzącym na kanadyjskich schodkach. "Wesołych Świąt Bożego Narodzenia i Szczęśliwego Nowego Roku (ang.) - Życzenia te dla Adasia, Marylki i "mego Rysia" oraz Jadzinki od księdza Joachima w stroju i charakterze budowniczego. B. Narodzenie 1950 r."

          W listach Ojca Michałowskiego oprócz spraw bieżących i dzielenia się swoimi przeżyciami, wyczytać było można Jego ogromną tęsknotę i troskę o Ojczyznę. Miłował Ojczyznę ponad wszytko. Zwykł mówić: "Kanadę lubię, ale Polskę kocham". Kochał rodzinne miasta, wsie, pola, krajobrazy. Ubolewał kiedyś, że cała wieś polska jest zeszpecona prostokątnymi "piętrówkami" i bardzo brzydkimi, nieestetycznymi tunelami foliowymi, które w latach 1960-70 powstawały jak grzyby po deszczu. "Nie można by tego procesu foliowania wsi jakoś zatrzymać?"- pytał żartobliwie.

          Kochał przyrodę i podziwiał jej piękno. Wiedząc o tym, mieszkańcy Górska witali go często wręczając bukiet polnych kwiatów - a On wkładał płatki modraków lub maków polskich, między karteczki brewiarza i zabierał ze sobą hen tam do odległej Kanady.

          Ostatni raz przyjechał do Polski z okazji 60-lecia swojego kapłaństwa. Uroczystości jubileuszowe odbywały się w kościele filialnym w Przemęcie, gdzie dostojny jubilat był ochrzczony przed 87 laty.

          Ojciec Joachim miał zamiar jeszcze uczestniczyć w uroczystościach odpustowych w Wieleniu, gdy niespodziewanie zachorował i znalazł się w wolsztyńskim szpitalu. Tak się złożyło, że mimo najszczerszych chęci nie mogłam uczestniczyć w uroczystościach jubileuszowych. Odwiedziłam Ojca w szpitalu. Tam to właśnie z wielkim wzruszeniem i z wdzięcznością w sercu opowiadał o przebiegu wszystkich uroczystości związanych z Jego jubileuszem. Dzielił się radością, że w Przemęcie ta piękna barokowa świątynia była po brzegi wypełniona wiernymi, że w czasie Mszy św. uczestniczyło piętnastu nowo wyświęconych tu księży Oblatów z Obry. Przyjechał również arcybiskup Juliusz Paetz - co było dla jubilata zaskoczeniem i niespodzianką. Wspomniane okolicznościowe kazanie wygłosił ks. Dziekan Majka.

          "Jakże jestem bardzo wdzięczny Panu Bogu, że dał mi tego dożyć"- mówił ze wzruszeniem Ojciec Joachim. Mając przeczucie, że widzę księdza Michałowskiego po raz ostatni skłoniłam Go do wspomnień, które chciałam opublikować. Zgodził się, ale równocześnie poprosił, abym w "Głosie Wolsztyńskim" nie zapomniała podziękować lekarzom, a w szczególności dr R. Zielińskiemu, pielęgniarkom i całemu personelowi szpitalnemu za fachową i bardzo troskliwą opiekę. Napisz - mówił, "że życzę im wszystkim wiele zdrowi i sił, aby mogli dalej z sercem spełniać swoje niełatwe obowiązki, ale również niech mają satysfakcję, że czynią coś dobrego dla braci bliźnich."

          Ojciec Joachim powiedział, że powołanie kapłańskie zawdzięcza w szczególności swojej matce - Józefie. "To Matka mi je wymodliła- mówił - a potem przez całe życie codziennie wieczorem zwracała się w kierunku północy i błogosławiła pracującego gdzieś tam daleko swojego Syna". Tę głęboką wiarę przypłaciła śmiercią męczeńską w Oświęcimiu.

          Pierwsze lata misyjnej pracy to północno-zachodnia Kanada. "Była to kanadyjska - Syberia, pachnąca żywicą, jak pisał o niej Arkady Fiedler, ale również przesiąknięta krwią jej pierwszych osadników. Byłem tam z nimi w osiedlu polskim w Webster. Zamiast plebani mieszkałem w kabinie leśnej. Pierwszy kościółek miał tylko dach - nie miał sufitu, ani wewnętrznych ścian. Kiedyś ten dach uszczelniałem i spadłem. Cudownie wówczas ocalałem".


Ojciec Joachim Michałowski, OMI ze Sługą Bożym Stefanem kardynałem Wyszyńskim PRYMASEM TYSIĄCLECIA

MODLITWA O BEATYFIKACJĘ STEFANA KARDYNAŁA WYSZYŃSKIEGO PRYMASA TYSIĄCLECIA

Boże w Trójcy Świętej Jedyny, Ty w swojej niewypowiedzianej dobroci powołujesz ciągle nowych apostołów, aby przybliżali światu Twoją Miłość. Bądź uwielbiony za to, że dałeś nam opatrznościowego Pasterza Stefana kardynała Wyszyńskiego, Prymasa Tysiąclecia. Boże, źródło wszelkiej świętości, spraw, prosimy Cię, aby Kościół zaliczył go do grona swoich świętych. Wejrzyj na jego heroiczną wiarę, całkowite oddanie się Tobie, na jego męstwo wobec przeciwności i prześladowań, które znosił dla imienia Twego. Pomnij, jak bardzo umiłował Kościół Twojego Syna, jak wiernie kochał Ojczyznę i każdego człowieka, broniąc jego godności i praw, przebaczając wrogom, zło dobrem zwyciężając. Otocz chwałą wiernego Sługę Twojego Stefana Kardynała, który wszystko postawił na Maryję i Jej zawierzył bez granic, u Niej szukając pomocy w obronie wiary Chrystusowej i wolności narodu. Ojcze nieskończenie dobry, uczyń go orędownikiem naszych spraw przed Tobą. Amen. Pokornie Cię błagam, Boże, udziel mi za wstawiennictwem Stefana kardynała Wyszyńskiego tej łaski, o którą Cię teraz szczególnie proszę...

Jedno z ostatnich zdjęć Ojca Joachima zamieszczone dzięki uprzejmości księży Oblatów