Józef Szymanowski: Pułkownik Kazimierz Mielęcki



Pułkownik Kazimierz Mielęcki (1837-1863)
Naczelnik sił zbrojnych Oddziału Mazowieckiego,
Kaliskiego i wszystkich oddziałów z W. Ks. Poznańskiego
w Powstaniu Styczniowym 1863 roku

           Już po I rozbiorze w 1772 roku, Naród polski zrozumiał jak cenną i ważną rzeczą dla każdego jest wolność. Odzyskanie jej jest bardzo trudne a nieraz niemożliwe. W całej rozebranej wówczas Rzeczypospolitej, a więc i na Kujawach, gdzie spoczywa nasz bohater zaborcy sprawowali tu swoje rządy 148 lat. Zrywy powstańcze ujarzmionego narodu kosztowały wiele tysięcy istnień ludzkich i zawsze upadały. Ci, którzy przeżyli emigrowali na obczyznę, a tych którzy nie zdążyli wyemigrować zamykano w twierdzach i więzieniach. Rosjanie wielu powstańców , szczególnie przywódców wywozili na Syberię. Tam w trudnych warunkach, o głodzie i chłodzie zmuszani byli do katorżniczej pracy.
           Do Ojczyzny wrócili tylko nieliczni jako niedołężni starcy, np. Piotr Wysocki, który rozpoczął powstanie listopadowe (1830) atakiem na Belweder wrócił z tej nieludzkiej ziemi dopiero po 25 latach. Kiedy wybuchło powstanie styczniowe żył jeszcze i miał wtedy 66 lat. Mimo tylu ofiar, cierpień i upokorzeń Polacy nie rezygnowali z odzyskania niepodległości. Ciała pierwszych bohaterów z powstania kościuszkowskiego (1794) już dawno obróciły się w proch, ale ich wnukowie wychowani w duchu patriotycznym chwytali za broń i ruszali z nadzieją zwycięstwa do kolejnego powstania.
           W latach 1861-62 zaczęły pojawiać się w Warszawie liczne manifestacje uliczne z transparentami, na których domagano się m.in. uwłaszczenia chłopów, przestrzegania prawa każdego narodu, itp. Policja carska w brutalny sposób rozpędzała te pochody, włącznie z użyciem broni palnej. Kościoły, w których śpiewano patriotyczne pieśni zamykano. Wnętrza ich w haniebny sposób niszczono, wiernych tam przebywających bito, kłuto bagnetami, a młode i delikatne dziewice cnót publicznie pozbawiano. Bunt przeciwko dyktatorom wzmagał się coraz bardziej, a i manifestacje nie ustawały.
           Wtedy władze carskie postanowiły rozprawić się w podstępny sposób z czerwonym "motłochem". Znalazł się na to sposób, a był nim pobór do wojska carskiego, tzw. branka. Służba była przymusowa i trwała: 10, 15 i 25 lat - mało kto wracał z niej. Pomysłodawcą tego projektu był margrabia Aleksander Wielopolski i ówczesny dyrektor Komisji Rządowej Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego oraz Komisji Sprawiedliwości, wróg ideologii powstańczej. W ten to właśnie zdradziecki sposób miano wywieźć na Ural około 11 tys. polskich rekrutów wyznaczonych imiennie i jak to twierdzono wtedy podejrzanych politycznie. Wiadomość ta, świadcząca o wielkim bezprawiu rządów carskich doprowadziła młody h i wykształconych patriotów do rozpaczy i ostateczności. Poczęli oni uciekać do lasu i tworzyć oddziały powstańcze twierdząc, że wolą od razu zginąć w walce, niż powolnie umierać w niewoli wroga.
           Ostatni narodowy zryw przeciwko Rosji Polacy rozpoczęli 22 stycznia 1863 roku. Powstanie objęło tereny Królestwa Polskiego, Litwy, Białorusi i część Ukrainy. Rodacy z pozostałych zaborów podążyli braciom swoim z pomocą. Oprócz pomocy materialnej organizowany był również werbunek ochotników z całej Wielkopolski1 i Kujaw, zasilając tam walczące oddziały. Tu także postanowił przekroczyć granicę Królestwa, w pobliżu Konar na Kujawach gen. Ludwik Mierosławski powołany przez Rząd Narodowy na dyktatora powstania. Powstało wiele oddziałów zbrojnych, które przekroczyły granicę Królestwa Polskiego i znienacka atakowały Moskali.
           Jednym z dowódców takich oddziałów był nasz bohater narodowy - Kazimierz Mielęcki. Urodził się na terenie Wielkopolskiego Księstwa Poznańskiego 11 sierpnia 1837r. w miejscowości Karna2 położonej około 10km na wschód od Babimostu, w powiecie wolsztyńskim3. Ojciec jego Prot Mielęcki (1792-1867) herbu Aulok był właścicielem majątku w Karnie, który liczył 2333 morgi, należały również do niego gorzelnia i młyn parowy. W roku 1812 Prot Mielęcki był oficerem Księstwa Warszawskiego, a w 1831 majorem jazdy poznańskiej. Matką Kazimierza była Wanda z Sokołowskich.




Karna rok 1947. Na drugim zdjęciu - od lewej Maria Jazdon, Mama Salomea, brat Ryszard i brat Adam.

           Kazimierz Mielęcki uczęszczał do szkoły realnej w Poznaniu, następnie służył w pruskim wojsku w pułku huzarów. Wychowany na poezji wieszczów i tradycjach narodowo-wyzwoleńczych nie mógł pogodzić się z poddaństwem zaborców. Po zawarciu związku małżeńskiego z Salomeą Pągowską z Myśliborza przeniósł się do Królestwa Polskiego, gdzie był właścicielem majątku Nowa Wieś koło Włocławka.


Kazimierz Mielęcki

           Na wieść o wybuchu powstania styczniowego opuścił swoją posiadłość, piękną i kochającą żonę, małe córeczki - Józefę i Marię, zdobył 15.000 rubli i ruszył w lasy gąbińskie koło Żychlina organizować oddziały powstańcze. Zebrało on wkrótce około 400 powstańców i rozpoczął walkę zbrojną z odwieczny wrogiem. Już 8 lutego 1863r. objął dowództwo nad oddziałem powstańczym organizowanym przez majora Ulatowskiego i stoczył pierwszy bój z oddziałem rosyjskim. Oddział jego zdobył w Przedeczu magazyn wojskowy, a 10 lutego stoczył udany bój pod Cieplicami z oddziałem majora Nelidowa4. Następnie wycofał się do Ossowa i ukrył w lasach lubstowskich, niedaleko granicy poznańskiego. Podczas wycofywania oddział jego napadł na kasę w Kole i ogłosił w dniu 16 lutego manifest Rządu Narodowego. Miało to wszystko miejsce jeszcze przed przybyciem na Kujawy pierwszego dyktatora powstania - Ludwika Mierosławskiego.
           Kazimierz Mielęcki był pełen pogody ducha, serdeczności, staropolskiej fantazji i nieustraszonego męstwa, lubiany przez swoich żołnierzy, z którymi wspólnie sypiał w lesie i jadł z jednego kotła. Jako jeden z pierwszych ziemian przyłączył się do powstania.


Tereny Kujaw i Wielkopolski objęte działaniami Mielęckiego

           Po przybyciu L. Mierosławskiego Mielęcki oddał się jego rozkazom, a 21 lutego oddział jego liczący około 500 ludzi wraz z niedobitkami spod Krzywosądzy poniósł klęskę pod Nową Wsią5. W tym czasie kiedy żołnierze Mielęckiego przelewali krew, L. Mierosławski siedział najspokojniej w Płowcach u Biesiekierskiego i jadł smaczny obiad. Nie podążył z pomocą Mielęckiemu, a widząc wycofujących w popłochu powstańców uciekł wystraszony ogromnie za granicę Królestwa, a później do Paryża. Niedobitki spod Nowej Wsi uprowadził Mielęcki w lasy kazimierzowskie. Po tej klęsce drogi tych przywódców rozeszły się na zawsze. L. Mierosławski będąc już w Paryżu wystąpił z publicznym protestem przeciwko dyktaturze M. Langiewicza, który zajął jego stanowisko, tj. został dyktatorem powstania.
           Taka postawa Mierosławskiego odbiła się niekorzystnie dla powstańców, bo władz pruskie wzmocniły czujność nad organizacjami wspierającymi powstańców. Wśród tych okoliczności Tytus hr. Działyński miał większe trudności w przygotowaniu i uzbrojeniu nowych ochotników. Młodzież jednak nie chciała dugo czekać i pod wybranym przez siebie dowódcą płk Antonim Garczyńskim, dawnym wojskowym przeszła granicę Królestwa i połączyła się z oddziałem Mielęckiego drugiego marca pod Biniszewem, w lasach kazimierzowskich.
           Kazimierz Mielęcki zachwycony zwycięską potyczką z wojskami rosyjskimi, przywitał przybywających krótkim, żołnierskim przemówieniem: "Witam was młodzi! Przychodzicie pod dobrą gwiazdą, bo właśnie przed godziną obiłem okropnie dupę Moskalom. Da Bóg, jutro im z waszą pomocą jeszcze poprawię!".
           Umówiono się, że nad połączonymi oddziałami dowodził będzie Kazimierz Mielęcki, którego Tymczasowy Rząd Narodowy mianował pułkownikiem i naczelnikiem sił zbrojnych woj. mazowieckiego. Przejął on dowództwo po Zygmuncie Padlewskim, którego Rosjanie aresztowali w kwietniu i niebawem rozstrzelali w Płocku. Jednak współpraca Mielęckiego z Garczyńskim nie układała się pomyślnie. Jeszcze tego dnia, około północy Garczyński zwinął swój obóz i cichaczem pomaszerował ku Mieczownicy, leżącej w pobliżu granicy pruskiej.
           Kazimierz Mielęcki zdziwiony taką postawą pospieszył szybkim krokiem, by się z nim połączyć, ale po przybyciu do Dobrosołowa został zaatakowany przez oddział rosyjski i poniósł tam ciężki straty. Natomiast Garczyński został pokonany przez drugi oddział rosyjski pod Mieczownicą. Obydwa oddziały ścigane przez nieprzyjaciela podążały ku granicy pruskiej.
           Chcąc opóźnić pościg Rosjan i przeszkodzić im w manewrze oskrzydlającym - Mielęcki wyznaczył pluton strzelców pod dowództwem Nepomucena Marczyńskiego do obsadzenia przydrożnego cmentarza i rozkazał bronić dostępu nieprzyjaciela tak długo, jak tylko będzie to możliwe. Chciał on zapewnić reszcie powstańców czas na bezpieczne wycofanie się i uniknięcie tragedii. Pluton osłonowy wywiązał się ze swojego zadania i dopiero wtedy, kiedy wszyscy obrońcy padli lub zostali ranni, cmentarz dostał się w ręce atakujących. Dragoni rosyjscy rozwścieczeni zaciętą obroną dobili na miejscu rannych powstańców, jeden z nich zdołał się ocalić. Był to uczeń z gimnazjum trzemeszeńskiego - Klemens Wiśniewski. Wycofujące się pospiesznie ku granicy oddziały polskie tuż przed jej przekroczeniem zostały dopędzone przez jazdę rosyjską i wycięte szablami. Inni uczestnicy bitwy pod Dobrosołowem i Mieczownicą, którzy zdążyli przekroczyć granicę Wielkiego Księstwa Poznańskiego skierowali swe kroki na miejsce uprzedniej koncentracji oddziału Garczyńskiego w lesie ruchocińskim, lecz tam wojsko pruskie urządziło na nich zasadzkę i pochwyciło kilkunastu powstańców. Następnie przewieziono ich do Gniezna i tam umieszczono na kilka tygodni w więzieniu. Ogółem straty polskie w bitwie pod Dobrosołowem i Mieczownicą wyniosły około stu zabitych i rannych. Wśród ofiar znaczny procent stanowili gimnazjaliści trzemeszyńscy.
           Wiadomość o tragicznym przebiegu bitwy rozeszła się szybko po Wielki Księstwie Poznańskim, wywołując powszechny żal, a jednocześnie potępienie dla sprawcy tragedii A. Garczyńskiego. W nim to bowiem i w jego egoistycznym postępowaniu, wszyscy dopatrywali się źródła klęski. Powszechność potępienia zmusiła Garczyńskiego do opuszczenia Księstwa na zawsze. Osiadł w Galicji i tam doczekał śmierci. Patriotyczna postawa i udział gimnazjalistów w powstaniu doprowadziły do zamknięcia przez Prusaków trzemeszeńskiego gimnazjum.


Ryc. Artur Grottger

           Kazimierz Mielęcki przedostając się szczęśliwie przez granicę nie zrezygnował z dalszej walki. Wkrótce po tej tragedii rozpoczął formować nowy oddział z ochotników w rejonie Leśniewa. Nazwisko jego było znane i bardzo popularne, to też na wieść o tworzeniu oddziału garnęli się młodzi patrioci i w tajemnicy przed pruskim zaborcą uczyli się wojennego rzemiosła. Naczelnik Mielęcki w obawie przed wykryciem jego oddziału i pochwyceniem go przez władze pruskie, opuścił 14 marca potajemnie Wielkie Księstwo Poznańskie i udał się na teren pow. konińskiego, w lasy kazimierzowskie.
           Niebawem dołączył do niego Edward Callier6 ze swym 85 osobowym oddziałem. Mielęcki mianował go dowódcą całej piechoty, którą podzielono na trzy kompanie. Dowodzili nimi kap. Sikorski, Michał Zieliński oraz Klepaczewski. Cały oddział Mielęckiego liczył około 500 powstańców, w tym 250 strzelców, 145 kosynierów i około 100 jazdy, nad którą komendę objął W. Miśkiewicz.
           Już 16 marca Mielęcki zaatakował Rosjan pod Goliną w pow. konińskim, a 17 marca wypędził ich z Lądka. Po tych starciach zaszył się na kilka dni w lasy kazimierzowskie, gdzie prowadził szkolenie i zagrzewał powstańców do walki. 21 marca doszło do starcia z tylną strażą oddziału Mielęckiego pod Goraniem koło Sławęcinka. Po kilku dniach od przekroczenia granicy Królestwa, tj. 22 marca 1863r. oddział Kazimierza Mielęckiego stoczył ostatni krwawy bój z oddziałem rosyjskim, którym dowodził pułkownik Emil de Seyn Wittgenstein-Berleburg, przyjaciel wielkiego księcia Konstantego. Powstańcza walka trwała kilka godzin. E. Callier ze swymi strzelcami wypędził wroga z pobliskiego tartaku, gdzie proch donosił im (powstańcom) miejscowy 12-letni chłopiec. W tej zaciętej i nierównej walce pod Pątnowem nazywanej później przez Callier pod Olszakiem nie było pokonanych. Jednak z braku amunicji Polacy musieli się wycofać z dalszej walki.


Ryc. Artur Grottger

           Data 22 marca 1863r. przeszła do historii jako wydarzenie, w którym stoczono jedną z największych bitew powstania styczniowego, a dowodził nią Kazimierz Mielęcki. Wittgenstein w swoim raporcie zapisał, że walka pod Olszakiem nie była z "bandą", ale ze zdyscyplinowanym, dobrze uzbrojonym oddziałem wojskowym, i że rzadko widzi się tak zaciętą walkę.
           Trzeba jednak z żalem stwierdzić, że był to początek tragedii naczelnika powstania na Kujawach. Rannych w tej bitwie zostało po obu stronach około 15% składu osobowego oddziału, a wśród nich K. Mielęcki i E. Callier. Callier raniono w nogę, ramię i policzek. Przyjaciele zawieźli go do Pątnowa i ukryli u zarządcy majątku. Tam leżącego w izdebce Calliera znaleźli Rosjanie, ocalał on jednak dzięki wspaniałomyślności księcia Wittgensteina. Powstańcy pozbawieni dowódcy i znużeni kilkugodzinną walką, ruszyli pod komendą Miśkiewicza, byłego oficera rosyjskiego w kierunku Ślesina. W tym odwrocie zostali oni niespodziewanie zaatakowani przez drugą kolumnę rosyjską, którą dowodził major Nelidow. Rezultatem tego spotkania było całkowite rozbicie powstańców, którzy w bezładzie i popłochu podążali do granicy zaboru pruskiego szukać po drugiej jej stronie schronienia.
           Mielęcki znany Rosjanom ze swej zawziętości i waleczności był przez nich pilnie śledzony i poszukiwany. Rannym pułkownikiem zajęli się natychmiast jego przyjaciele i towarzysze broni, a szczególnie jego adiutant - Stanisław Szczawiński. Podtrzymywał on pochylonego na koniu rannego w kręgosłup Mielęckiego i doprowadził go z trudem do domu Stanisława Budziszewskiego. Tam ostrożnie ułożono rannego na wozie i przewieziono do Mikorzyna. Następnie pułkownika przeprawiono przez jezioro do wsi Wąsosze. Droga rannego była długa i pełna niespodzianek.
           Następną miejscowością, do której wieziono naczelnika była Góra - majętność Juliana Wieniawskiego (brata wielkiego skrzypka). Julian Wieniawski był serdecznym przyjacielem Kazimierza Mielęckiego. Z jego więc inicjatywy zajęto się przemyceniem rannego pułkownika za kordon graniczny. W tym domu przebrano Mielęckiego za kobietę i karetą przewieziono przez granicę Królestwa w pobliżu Wilczyna. Żona Mielęckiego, prześliczna Salomea z niecierpliwością oczekiwała męża i martwiła się o stan jego zdrowia. Do ich spotkania doszło w Kuśnierzu, w domu Bolesława Moszczeńskiego. Po wzruszającym spotkaniu udzielono rannemu pomocy lekarskiej. Stamtąd przyjaciele ekspediowali pułkownika do wsi Mamlicz położonej około 4km od Barcina, w byłym powiecie szubińskim. Szybka decyzja o przewiezieniu Mielęckiego do tej miejscowości uchroniła go przed aresztowaniem.
           W tym bowiem czasie doszło do dekonspiracji Komitetu Działyńskich i rozpoczęły się poszukiwania dzielnych i odważnych powstańców oraz ich obrońców. Władze carskie aresztowały więc Bolesława Moszczeńskiego, a wkrótce również Juliana Wieniawskiego za pomoc i maskowanie rannego naczelnika. Po upadku powstania zesłano J. Wieniawskiego na Sybir, ale wybronił go jednak z tej okrutnej niewoli jego brat - Henryk, który często koncertował na dworze carskim.
           W Mamliczu znajdował się jeden ze szpitali powstańczych na dwudziestu chorych. Jego założycielem był znany lekarz poznański dr Teodor Matecki, szwagier Karola Libelta. W powstaniu listopadowym K. Libelt odznaczony został krzyżem Virtuti Militari, za męstwo i odwagę. W organizowaniu szpitali powstańczych pomagały Mateckiemu: Mielżyński z Iwna, Melania Skórzewska z Lubostronia, ale przede wszystkim Emilia Sczaniecka7, wielka patriotka i samarytanka z wielu powstań (krewna Skórzewskich). Po przywiezieniu Mielęckiego do Mamlicza ówczesny właściciel tej majętności Władysław Dąbski zameldował go u władz pruskich jako oficjalistę, by nie budzić żadnych podejrzeń co do jego osoby.
           Mamlicz dominium z przyległościami, tj. domem leśnika oraz folwarkami: Gulczewo, Czarne Błota i Cielupki należały kiedyś do dóbr klucza Łabiszyn, a od 1764r. do rodu Skórzewskich. Władysław Dąbski pracował przez pewien czas u Arnolda hr. Skórzewskiego jako oficjalista. Później kupił tę majętność i stał się jej właścicielem - dziedzicem Mamlicza. W jego to więc majętności znalazł schronienie i opiekę lekarską ranny naczelnik powstania styczniowego na Kujawach.
           W czasie choroby opiekowała się Mielęckim jego żona i cała służba szpitalna. Rekonwalescencja jego trwała ponad trzy miesiące. Mimo choroby kierował on nadal powstaniem. Kontaktował się z E. Callierem, który został jego zastępcą, a w połowie maja awansował go na pułkownika. Po wyleczeniu się z ran Callier przedostał się do Królestwa i przez dwa miesiące prowadził różne operacje bojowe we wschodniej Wielkopolsce i na Mazowszu. Mielęcki był również w kontakcie z szefem sztabu - Aleksandrem Guttrym, który zajmował się dostawą broni dla powstańców, sprowadzał ją z zagranicy, z Belgii.
           Ciągnąca się choroba i powolna jej poprawa niecierpliwiły Mielęckiego rwącego się ponownie na święty i krwawy bój. Mimo zakazu lekarzy i prośby kochającej go żony, Mielęcki rozpoczął ujeżdżać swego wierzchowca. Przejażdżki miały miejsce w ojrzanowskim lesie, który znajdował się wówczas między Mamliczem a folwarkami Ojrzanowo i Łabiszyn. Kilka lat po upadku powstania las ten wykarczowano, a na jego miejscu powstały dwie nowe osady - Augustowo oraz Nowiny zwane dziś Ojrzanowem.
           W tym to starym sosnowym lesie, usłanym licznymi pagórkami i małymi sadzawkami oraz mokradłami Kazimierz Mielęcki spadł nieszczęśliwie z wierzchowca i pogorszył swój stan tak dalece, że 8 lipca 1863r. zmarł w mamlickim szpitalu na rękach swojej żony. Miał on wówczas nieukończone 26 lat kiedy zakończył swój żywot pełen czynów i zasług dla kościoła i Ojczyzny. Osierocił małe córeczki i pogrążył w żałobie młodą żonę, która go nigdy kochać nie przestała. Wiadomość o jego śmierci okryła żałobą nie tylko Kujawy, ale całą Wielkopolskę.
           Melania hr. Skórzewska - wdowa po Arnoldzie postanowiła razem z przyjaciółmi wystawić trumnę Mielęckiego na widok publiczny. Uznano, że miejscem tym będzie pałac Skórzewskich w Lubostronia. Tam w rotundzie, na intarsjowanej posadzce z orłem i pogonią, wśród korynckich kolumn stała na katafalku jasno orzechowa trumna, a w niej bohater narodowy w mundurze powstańczym z ryngrafem na piersiach. Melania Skórzewska z dziećmi i służbą przygotowała pałac lubostroński do uroczystości żałobnej bardzo starannie. Przy alei wjazdowej na dziedzińcu pałacowym paliły się po obu stronach znicze. Migocące płomienie majestatycznie unosiły się z mosiężnych naczyń, które osadzone były na kamiennych kulach (niektóre z nich zachowały się do dziś). Przy zmarłym trzymano warty honorowe, cały pałac był, jak to wtedy mówiono rzęsiście oświetlony.
           Miejsce wiecznego spoczynku wyznaczono K. Mielęckiemu - cmentarz parafialny w Łabiszynie. Stał tam bowiem grobowiec familijny Edmunda Mielęckiego, ówczesnego dzierżawcy Ściborza, pow. inowrocławski (liczył on 622,38 ha i był własnością Bronisława Gąsiorowskiego). W grobowcu tym stała od 4 lat tylko jedna trumna, a na froncie grobowca widniał, do dziś zachowany napis: "Eleonora z Mlickich Mielęcka ur. 1827 zm. 1859". Był to jedyny napis na tym grobowcu do 1963 roku. Spoczywająca w nim osoba była prawdopodobnie żoną Edmunda Mielęckiego oraz krewną Marii Trzebińskiej - dziedziczki Będzitowa również z Mlickich.
           Uroczystości pogrzebowe odbyły się 11 lipca 1863 roku w godzinach wieczornych przy palących się świecach i pochodniach. Na wzgórzu kościelnym mieszczanie łabiszyńscy palili beczki ze smołą, a kondukt żałobny, który dwa dni wcześniej wyruszył z Mamlicza do Lubostronia podążał teraz z setkami pochodni do kościoła pw. św. Mikołaja w Łabiszynie. Proboszczem tej parafii był wówczas ks. Stanisław Zientkiewicz. Trumnę pułkownika nieśli na przemian mieszczanie i chłopi. W uroczystościach żałobnych uczestniczyło 52 księży oraz tysiące wiernych z wielu miast i okolicznych wsi, było ich około 10 tysięcy. Za trumną zmarłego prowadzono według rycerskiego obyczaju ulubionego konia zmarłego. Pogrzeb Mielęckiego stał się wielką manifestacją patriotyczną i ujarzmionego narodu polskiego.
           Władze pruskie widząc tak liczne zgromadzenie zabroniły wygaszania jakichkolwiek przemówień. W ciszy więc i wielkiej zadumie żegnali naczelnika powstania kujawscy patrioci. Po odprawieniu mszy za duszę zmarłego przez ks. Szymańskiego z Rynarzewa trumna pozostała w kościele przez całą noc. Wartę trzymali przy niej chłopi, mieszczanie i szlachta. Przebieg całej uroczystości pogrzebowej fotografował p. Caspari z Bydgoszczy, który później sprzedawał zdjęcia naszego bohatera leżącego w trumnie z napisem "Kasimir von Mielencki der brawe Insurgenten fuhrer". W dniu następnym trumnę ze zwłokami Kazimierza Mielęckiego przeniesiono w żałobnym orszaku na cmentarz i złożono w grobowcu Edmunda Mielęckiego. W ostatniej jego drodze towarzyszyli mu żona, rodzina i przyjaciele. Nad złożoną do grobowca trumną mowę pożegnalną wygłosił sławny kaznodzieja ks. Chryzostom Janiszewski, proboszcz z Kościelca.
           W księdze zmarłych znajdującej się do dziś w kościele pw. św. Mikołaja w Łabiszynie zapisano w języku łacińskim: "Casimirus Mielęcki dux Polonarum, vir generosus et pro Patria admodum meritus", to znaczy "Kazimierz Mielęcki wódz polski, mąż szlachetny i wielce dla Ojczyzny zasłużony". Tak kończy się szlachetna droga bohaterskiego przywódcy powstania styczniowego na Kujawach płk Kazimierza Mielęckiego.
           W tym miejscu warto przypomnieć dla potomnych to stare powiedzenie łacińskie - "Jak słodko i chwalebnie umierać za Ojczyznę". Od tego czasu w grobowcu stały już dwie trumny, a po jakimś czasie przybył trzecia, ale napis na grobowcu nadal widniał ten sam i dotyczył tylko Eleonory z Mlickich Mielęckiej. Pamięć o bohaterze tamtych dni szybko jednak została zapomniana przez mieszkańców Łabiszyna i okolicy. Jak tylko sięgam pamięcią, jeszcze w latach 30-tych napis na grobowcu był w dalszym ciągu ten sam. Wiele razy zatrzymywałem się przy jego żelaznej kracie, za którą znajdowały się dwuskrzydłowe drzwi. Prawe skrzydło było zawsze uchylone i widać było stojące na podłodze, z szerokich desek trzy trumny. Nikt jednak wówczas nie potrafił mi powiedzieć kto w nich spoczywa (z wyjątkiem trumny E. z Mlickich Mielęckiej). Grobowiec stał bezimiennie przez wiele dziesiątek lat. Zmieniający się w parafii proboszczowie nie przekazywali swoim następcom prawdy historycznej o szlachetnym wodzu i miejscu jego spoczynku.


Cmentarz parafialny w Łabiszynie (parafia pw. Św. Mikołaja)

           W latach 1934-1961 proboszczem tej parafii był ks. kanonik dziekan Brunon Schmidt. On to w 1953r. postanowił grobowiec Mielęckich przeznaczyć na kostnicę. Z jego więc polecenia, grabarz tego cmentarza - Feliks Chojnacki razem z kościelnym Mieczysławem Wągrowieckim wystawili z grobowca trzy trumny, zerwali w nim podłogę, potem wykopali tam dość głęboki dół, wstawili rozpadające się już trumny i zasypali ziemią. Przedtem jednak z ciekawości zdjęli wieka trumien by zobaczyć co też po tylu latach zostało z człowieka. Zdziwienie było ogromne, ponieważ w jednej trumnie (środkowej) spoczywał dobrze zachowany Kazimierz Mielęcki. Ubrany był on w zielonkawy mundur powstańczy, a do piersi jego przypięty był blaszany ryngraf. Po tym niecodziennym odkryciu proboszcz decyzji nie zmienił i grobowiec przeznaczono na kostnicę. Służył on nieboszczykom przez kilkanaście lat.
           Pamięć o bohaterze powstańczym została nie tylko zapomniana ale całkowicie zignorowana. Kiedy w roku 1963 zbliżał się setna rocznica jego śmierci zaczęły napływać do parafii łabiszyńskiej listy z zapytaniami czy na tamtejszym cmentarzu spoczywa Kazimierz Mielęcki. Pierwszy list datowany na 7 lutego 1963 r. nadesłała redaktorka z Ilustrowanego Kuriera Polskiego z Bydgoszczy p. Waleria Drygałowa. Ale nowy proboszcz Łabiszyna ks. Maksymilian Perski nic o tym nie wiedział. Dopiero po przejrzeniu ksiąg zgonu przekazał następujące informacje o Kazimierzu Mielęckim:
  1. Zmarł 8 lipca 1863r. w Mamliczu;
  2. Przy nazwisku dopisek: dux Polonarum, vir generosus et pro Patria admodum meritum
  3. Powód śmierci: volneretus in pugna aput Olszak contra Moscovitos
  4. W uwagach: Josepha 2, Maria 6 - to znaczy Józefa liczyła 2 lata, a Maria 6 lat
O miejscu spoczynku natomiast ks. Perski nie był w stanie dać konkretnej odpowiedzi.
           Drugi list, bardzo ciekawy i cenny nadesłał wnuk Kazimierza Mielęckiego, tj. ks. Stanisław Wężyk ze Stęszewa (poznańskie). Był on synem Józefy Wężyk, córki Kazimierza Mielęckiego i Salomei z Pągowskich. Po przybyciu do Łabiszyna ks. prałata Stanisława Wężyka i zlustrowaniu miejscowego cmentarza, odszukał on miejsce wiecznego spoczynku swojego dziadka. Dopomógł mu w tym proboszcz ks. M. Perski i oczywiście ówczesny grabarz Feliks Chojnacki. Jak już wiemy był nim murowany, ale już pusty grobowiec, na którym zachowało się do dziś nazwisko Eleonory z Mlickich Mielęckiej. W tym to grobowcu - "kostnicy" spoczywał bezimiennie 100 lat naczelnik powstania styczniowego na Kujawach, pułkownik Kazimierz Mielęcki.
           W 1963 r. Wojewódzka Komisja Upamiętniania Miejsc Męczeństwa Polaków postanowiła umieścić na grobowcu tablicę pamiątkową. Napis na białej płycie marmurowej jest następujący: "Tu spoczywa płk Kazimierz Mielęcki, naczelnik sił zbrojnych oddziału mazowieckiego, kaliskiego i wszystkich oddziałów z W. K. Poznańskiego przychodzących, dowódca Powstania Styczniowego na Kujawach, ur. 1837r. w Karnie pod Wolsztynem, zmarłego w Mamliczu 8.7.1863r. z ran odniesionych w bitwie pod Olszakiem. Bohaterowi wieczna chwała".
           Tablicę umieszczono dzięki staraniom p. redaktor Walerii Drygałowej i Pawła Dzianisza. Wnuk Kazimierza Mielęckiego ks. Stanisław Wężyk i ówczesny proboszcz ks. Maksymilian Perski chcieli trumny wykopać i ustawić ponownie na dawnym miejscu, ale jakoś do tego nie doszło. Grobowiec stoi więc pusty, a w okresie wczesnowiosennym, kiedy zaczynają się roztopy gromadzi się w nim woda.



Pomnik powstańców 1863 roku we Lwowie z wyrytym na tablicy pamiątkowej nazwiskiem Kazimierza Mielęckiego fot. ze zbiorów rodziny Mielęckich w Kawnicach wykonana w lipcu 1931 roku



Herb szlachecki Aulok przypisany tylko nazwisku Mielęckich



1 Ogółem w latach 1863-1864 w powstaniu styczniowym walczyło 6-7 tys. ochotników z Wielkiego Księstwa Poznańskiego pod dowództwem: Kazimierza Mielęckiego, Edmunda Taczanowskiego, Edmunda Calliera, Antoniego Garczyńskiego oraz Franciszka Budziszewskiego. Z Wielkopolski pochodził także Marian Langiewicz. Wśród ochotników z Poznańskiego najwięcej było drobnomieszczan oraz młodzieży ziemiańskiej i inteligenckiej. W walkach powstańczych polegli m.in.: Kazimierz Mielęcki, syn Karola Libelta - Karol, syn Maksymiliana Jackowskiego - Mieczysław, syn Macieja Palacza - Wawrzyniec.

2 Pałac w Karnie wybudowany został przez Prota (Piotra Piusa) Mielęckiego, kapitana wojsk napoleońskich, później majora jazdy poznańskiej w powstaniu listopadowym. Karna była własnością rodziny Mielęckich od 1752roku. Jan Andrzej Mielęcki, pułkownik wojsk koronnych, sędzia pokoju powiatu babimojskiego oraz kawaler Orderu św. Stanisława był właścicielem Karny od 1796 roku. 28 lipca 1827 roku sprzedał Karnę swemu synowi Protowi.

3 Posiadał liczne rodzeństwo, trzech braci: Jana, Seweryna i Ludwika (osiadłego w Kawnicach) oraz dwie siostry Emilię i Franciszkę.

4 Bitwa rozpoczęła się rankiem 10 II 1863 r. z inicjatywy Rosjan przeważających pod względem uzbrojenia i wyszkolenia. Wymiana ognia prowadzona była z odległości około 80 kroków. W strzelaninie padł między innymi dowódca 7 roty wojsk rosyjskich, kapitan Jankowski (Polak z pochodzenia). Początkowo inicjatywę przejęli powstańcy po rzuceniu do ataku przez Ulatowskiego kolumny kosynierów. Rosjanie nie mogąc swej przewagi wykorzystać w lesie, zaczęli się wycofywać na polanę, gdzie już swobodnie mogli zaatakować ogniem atakujących kosynierów. Po tej akcji kosynierzy wpadli w panikę i zaczęli uciekać. Mielęcki jednak zachował się przytomnie i od południa zaatakował jazdą Rosjan.

5 Przywołajmy tutaj wspomnienia Adama Chmielewskiego. "Kiedy ruch rewolucyjny w naszej okolicy coraz się więcej rozszerzał, kiedy coraz więcej młodzieży opuszczało domy, aby brać w nim udział, naraz, pamiętam, rozchodzi się rozgłos lotem błyskawicy, że generał Mierosławski wkroczył z oddziałem z Księstwa Poznańskiego na Kujawy. Taki wtenczas radosny szał młodych ogarnął, że zdawało się nam, że już żadna siła Moskali nie obroni, że muszą z kraju uchodzić. Entuzjazm ten trwał na nieszczęście, tylko kilka dni. Dowiedzieliśmy się bowiem, że stoczył nieszczęśliwą bitwę pod Krzywosądzą na Kujawach, że masa inteligentnej młodzieży, która z nim przyszła i opuściła szkoły wojskowe i wyższe zakłady naukowe we Francji, do których uczęszczała, przeważnie z Księstwa Poznańskiego, zostało zabitych. Między innymi, pamiętam, zginęło tam trzech rodzonych braci Czajkowskich z Księstwa. Mierosławski cofnął się ku lasom lubstowskim, a Moskale dwór w Krzywosądzy zamożnej rodziny państwa Modlińskich zrabowali i doszczętnie zniszczyli. Bitwa ta pod Krzywosądzą była okropna. Kiedy po rozbiciu oddziału Moskale ścigali uciekających, kilkudziesięciu biedaków wpędzili do jeziora w Dobrem i strzelając jak do kaczek, wszystkich wystrzelali. Jeden tylko mój znajomy, Tadeusz Pągowski, rodzony brat Kazimierzowej Mielęckiej, cudem ocalał. A jak sam opowiadał, zanurzony tak, aby mógł tylko oddychać, nakrył głowę pęczkiem trzciny, który mu popadł pod rękę. Kule ze wszystkich stron koło niego padały w wodę; widział, jak drudzy ugodzeni kulami tonęli, a gdy Moskale nie mając już do kogo strzelać, bo go nie widzieli, odeszli, a już też dobrze ściemniało, po godzinnym prawie siedzeniu w wodzie - a było to w lutym -przepłynął jezioro, dopadł folwarku, ukrył się w owczarni i cały zakopał się w mierzwę, w której leżał do rana. I tym też pewno się uratował, że mu nic nie było i był zdrowy."

6 E. Callier w swojej książce "Trzy ustępy z powstania polskiego" (wyd. Poznań 1866) wspomina: " (...) Zdanie powszechne o zdolnościach wojskowych Kazimierza Mielęckiego nie było wprawdzie zbyt korzystne, lecz natomiast nikt mu nie zaprzeczy wielu przymiotów bohaterskich, którym tylko zbywało się na dłuższym szeregu doświadczeń wojennych, aby z nich wyrósł wódz wszechstronnie wyrobiony i bohater na wieczną cześć i wdzięczność gnębionej ojczyzny zasługujący. Obywatel polski, właściciel dóbr w Kongresówce, syn zamożnych rodziców, mąż pięknej i młodej małżonki, ojciec małych dzieci, porzucił on wszystko, aby z letargu budzącą się ojczyznę do życia powołać, aby walczyć."

7 Po Wielkim Księstwie Poznańskim krążył wierszyk: "Kto rządzi Księstwem, mówimy bez przekąsów: doktór, kobieta i para wąsów". Ową kobietą była panna Emilia (pozostałymi osobami - Karol Marcinkowski i Maciej Mielżyński).