Karol Jazdon:   "Historyczne ciekawostki z życia Ludwika Jazdona"



I WOJNA ŚWIATOWA, A POWSTANIE WIELKOPOLSKIE


          Na początku I wojny światowej Ludwik Jazdon przebywał w gospodarstwie rodzinnym, gdzie od francuskiego jeńca nauczył się biegle mówić po francusku. Pod koniec wojny został powołany do pruskiej armii. Nie identyfikując się z werbującym go zaborcą postanowił nie brać w udziału w tym konflikcie zbrojnym. Udanie symulując chorobę (jak wielokrotnie nam opowiadał, smarował w tym celu nogę octem) zamiast na front został skierowany do szpitala w Berlinie. Zaczął tam zarabiać i wkrótce przesyłał pieniądze do rodzinnego domu.

          Gdy wybuchło Powstanie Wielkopolskie wziął w nim czynny udział. Na czele drużyny zwiadowczej odniósł sukces, za który udekorowano go Krzyżem Walecznych. Sprytem, unikając nierównej walki, zmusił dowództwo wrogiej kompanii do poddania całego oddziału.



Berlin rok 1918. Szpital wojskowy. Z lewej pod strzałką 20-sto letni Ludwik Jazdon.

Ostrów dnia 22 marca 1921 r.
Świadectwo

Kapral Jazdon Ludwig z 3. Kompanji jest bardzo dobrym żołnierzem, nawskroś wzorowem przełożonem względem swych podwładnych, posłusznym i taktownym wobec swych przełożonych, na funkcji kierownika oświatowego kompanji bardzo odpowiedni i zarówno jak w służbie tak i poza służbą odznacza się dzielnością swoją.
Por. i dow. komp.


Książeczka wojskowa nr 74/37 P.K.U. Kościan, poświadczająca odznaczenie Ludwika Jazdona "Krzyżem walecznych" oraz "Medalem Pamiątkowym za wojnę 1918/1921"

MEDAL PAMIĄTKOWY ZA WOJNĘ 1918-1921

Ustanowiono dnia: 21 września 1928 r.

Jego oznakę stanowi dwustronny medal o średnicy 35 mm wybity w brązie. Na awersie widnieje wizerunek Orła Państwowego wg wzoru 1927 r. Orzeł ma zawieszony na szyi, na wstędze Krzyż Orderu Virtuti Militari. Po obu bokach Orła, tuż nad szponami umieszczone są cyfry: 1918 i 1921. Na rewersie, w środku przywiązanego u dołu wstęgą wieńca z liści dębowych znajduje się napis: POLSKA SWEMU OBROŃCY.

Starosta Wolsztyna Ratajski dekoruje Ludwika Jazdona medalem Powstania Wielkopolskiego.



SPOTKANIE Z GEN. BUKOWIECKIM I PREZYDENTEM MOŚCICKIM


          Generał Mieczysław Bukowiecki szef sztabu Armii Poznań zatrudnił Ludwika Jazdona jako administratora swych dóbr ziemskich, tj. majątku Cichowo i dzierżawionego majątku Międzychód koło Dolska w 1926r. Generał Bukowiecki z wykształcenia agronom był dużym autorytetem dla Ludwika Jazdona. Poza wiedzą fachową Ludwik zyskał wiele w sferze kontaktów z ludźmi z wyższych sfer i obycia towarzyskiego. Tutaj zrodziło się w nim powołanie do angażowania się w działalność społeczno polityczną, którą kontynuował do końca życia. Bliskie sąsiedztwo Międzychodu z folwarkiem Pinka zaowocowało małżeństwem z córką Stanisława Nikla Salomeą.

          Leon Bukowiecki - syn generała, dziennikarz i krytyk filmowy, o którym "Encyklopedia Kina" pod red. Tadeusza Lubelskiego pisze, iż "nikt nie widział tylu filmów, co on" - tak wspomina w swojej książce, pt. "Wspomnienia kinomana" dzień wykonania powyższego zdjęcia: "Pech chciał, że na otwarciu oddanego benedyktynom (z inicjatywy mej matki) klasztoru o. o. Benedyktynów w Lubiniu (zamkniętego przez Prusaków w 1848 roku) ojciec miał przemawiać do dostojnego gościa prezydenta Mościckiego ! Tymczasem całkowicie stracił głos. Przed wyjazdem do Lubinia zjadł 12 jaj w koglu-moglu i udało mu się, w największą suszę roku i piekielny upał, wygłosić tę mowę. Niezwykle uprzejmy prezydent wstał z fotela, a rzecz działa się pod 400-letnim słynnym kasztanem, podszedł do ojca i bardzo serdecznie podziękował. Ojciec chciał odpowiedzieć, a tu ani rusz. Trzy dni nie mówił. Super dobrze wychowany prezydent Mościcki odchrząknął i powiedział: "Bardzo wilgotne dzisiaj powietrze"... Takie to były czasy..." Ludwik Jazdon wspominał pokój Leona, którego ściany były wręcz wytapetowane fotosami z filmów i gwiazdami X Muzy. Dowcipem historii jest fakt, że to właśnie w Cichowie 72 lata później znalazła się scenografia z adaptacji "Pana Tadeusza" Mickiewicza w reżyserii Andrzeja Wajdy. Cichowo stało się Soplicowem.



W środku pod strzałką Ludwik Jazdon. Obok prezydenta Mościckiego - gen. Mieczysław Bukowiecki.

Cichowo, dnia 29. czerwca 1929r.

Cichowo
poczta Lubin
/powiat Kościan/
Stacja Bieżyn
tel. i teleg.: Dolsk2.
ŚWIADECTWO


Pan Ludwik Jazdon był rządcą gospodarczym w majątku moim od 1sierpnia 1926r.

Przez cały ten czas zachowywał się pod każdym względem wzorowo. Pracowity, sumienny, obowiązkowy, z taktem wobec pryncypała i robotników, dobrze wychowany, starający się zawsze przysporzyć doświadczenia praktycznego i wiadomości fachowych. Miał sposobność zapoznać się z intensywnem gospodarstwem, uprawą buraków cukrowych, melioracją łąk, oborą mleczną i tuczem bydła.

Podczas mego kilku miesięcznego pobytu za granicą poprowadził prace na majątku samodzielnie umiejętnie i bardzo starannie.

Opuszcza stanowisko na własne żądanie, chcąc się usamodzielnić albo znaleźć stanowisko dla żonatego, którego mu dla braku mieszkania udzielić nie mogę.

Pan Jazdon pozostawia po sobie najlepsze urodzaje, jakie od początku miał i najlepsze u mnie i w całym domu moim wspomnienie.

Życzę mu z całego serca dalszego powodzenia.
Mieczysław Bukowiecki
generał.


KOPIEC JÓZEFA PIŁSUDSKIEGO


          Tuż po rozwiązaniu umowy z wdową po Generale W.P. Alexandrą z Morawskich Bukowiecką 14 kwietnia 1934r. Ludwik Jazdon podpisał kontrakt z Panią Hrabiną Ireną Mycielską, dotyczący przejścia pod jego zarząd majątków: Komorowo, Berzyna i Tłoki. W tym czasie coraz bardziej zaczął udzielać się społecznie. Kilka miesięcy później wybrał się do Krakowa, by wziąć udział w stworzeniu pomnika upamiętniającego walkę narodu polskiego o niepodległość. Kopiec zwany Kopcem Niepodległości albo Wolności jest najmłodszym i największym ze wszystkich krakowskich kopców. Wysokość względna kopca wynosi 34 m. Został usypany na malowniczym wzgórzu Sowiniec 358 m n.p.m. W marcu 1934r. myśl usypania kopca w Krakowie podjął Związek Legionistów Polskich. Kopiec zaczęto sypać 6 sierpnia 1934r. w dwudziestą rocznicę wymarszu z Krakowa 1 Kampanii Kadrowej Legionów, dla uczczenia czynu zbrojnego podczas pierwszej wojny. Po śmierci marszałka Józefa Piłsudskiego w 1935r. postanowiono nazwać kopiec Jego imieniem. Prace zakończono 9 lipca 1937r. Jego projektantem był architekt Franciszek Mączyński.

Do 1939r. złożono w nim ziemię z wszystkich pobojowisk żołnierzy polskich z pierwszej wojny światowej, a także z różnych miejsc na świecie upamiętnionych czynami wybitnych Polaków. Szczyt kopca zwieńczono granitem z wyrytym krzyżem legionowym.

Po drugiej wojnie światowej nastąpiła celowa dewastacja kopca, a jego nazwę wycofano z obiegu prasowego i książkowego. Zalesiono celowo zbocze i okalającą kopiec polanę, co doprowadziło do zasłonięcia kopca oraz rozsadzenie przez korzenie masy ziemnej, która zaczęła się obsuwać. Powołany w 1980r. Komitet Opieki nad Kopcem Piłsudskiego doprowadził do odnowy kopca. W latach 1981-1985 złożono na kopcu ziemię z 95 miejsc martyrologii polskiej z okresu 1939-1945 tak w kraju jak i poza jego granicami. Z kopca rozciąga się piękny widok na okolice Krakowa i Las Wolski.



Kraków rok 1934. Usypywanie Kopca Niepodległości albo Wolności, później nazwanego Kopcem Piłsudskiego.


KARNA - POSIADŁOŚĆ WSPANIAŁYCH PATRIOTÓW


          W 1937 roku Ludwik Jazdon nabył od Skarbu Państwa resztówkę poparcelacyjną majątku ziemskiego po poprzednim właścicielu niemieckim Wenzlu z Belęcina.

          Posiadłość w Karnie została odebrana Wenzlowi w ramach częściowej reformy rolnej autoryzowanej przez Ministra Rolnictwa Poniatowskiego.

          Kazimierz Mielęcki (11 sierpnia 1837 - 9 lipca 1863) urodzony w majątku w Karnie (znanej od 1236 roku siedzibie rycerskiej). Pałac z zabudowaniami i park był dziełem jego ojca Prota Mielęckiego, kapitana wojsk napoleońskich, później majora jazdy poznańskiej w powstaniu listopadowym i Wandy Mielęckiej z Sokołowskich. Kazimierz przyłączył się do powstania styczniowego jako jeden z pierwszych ziemian. Był znanym i cenionym dowódcą powstańczym. 8 lutego uderzył na Przedecz, zdobywając magazyny wojskowe z bronią i amunicją. 10 lutego stoczył bój z kolumną rosyjską majora Nelidowa pod Cieplinami, po którym wycofał się w lasy lubostowskie. Poddawszy się pod rozkazy Ludwika Mierosławskiego przeżył klęskę pod Krzywosądzem w dniu 19 lutego i uformował nowy oddział. Po aresztowaniu Zygmunta Padlewskiego Rząd Narodowy mianował Mielęckiego pułkownikiem i naczelnikiem sił zbrojnych woj. mazowieckiego. Ciężko ranny w czasie bitwy pod Mikorzynem koło Ślesina w dniu 22 marca 1863 r. przewieziony został do Kuśnierza w Ks. Poznańskim. Zmarł w Mamliczu 9 lipca 1863 r. Dnia 13 marca na jego pogrzebie w Łabiszynie zgromadziło się ok. 10 tys. ludzi, aby przy palących się beczkach smoły oddać mu hołd.


Niesamowite zbiegi okoliczności z życia Kazimierza Mielęckiego i Ludwika Jazdona:
  1. K. Mielęcki urodził się 11.08. - dokładnie tak, jak Ludwik Jazdon.
  2. K. Mielęcki urodził się w 1837, a sto lat później w 1937r. urodził się Ludwikowi syn Ryszard.
  3. K. Mielęcki posiadał brata, który nosił imię Ludwik.
  4. Żona K. Mielęckiego miała na imię Salomea, tak samo jak żona L. Jazdona
  5. Córka K. Mielęckiego miała na imię Maria, tak samo jak córka L. Jazdona.
  6. Adam Chmielewski we wspomnieniach o Powstaniu Styczniowym pisze: "Powstańczą biografię pułkownika Mielęckiego najlepiej określa Rota składanej wówczas przysięgi, która zaczynała się od słów: "...przysięgam Panu Bogu Wszechmogącemu i Matce Jego Najświętszej i wszystkim świętym, że od tej chwili należę do organizacji narodowej i że wszystkie siły moje, mienie i życie gotów jestem poświęcić dla oswobodzenia Ojczyzny". Także Ludwik Jazdon jako Prezes Powiatowego Zarządu PSL w Wolsztynie oraz członek Prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej w Poznaniu każde swoje publiczne wystąpienie kończył zdaniem: "Pamiętajmy jednak, że czuwa nad nami Bóg, dlatego też codziennie w modlitwie prośmy o Jego błogosławieństwo".

Pałac w Karnie. Rok 1947

Karna rok 1947. Z lewej Maria Jazdon, Mama Salomea, brat Rysiu i starszy brat Adam.
W tym dniu Maria i Adam przystąpili do I Komunii Św.

Rodzina siostry Ludwika - Adelajdy Józefowskiej gości w Karnie.

Wolsztyn 16 lutego 37

ZAŚWIADCZENIE

          Niniejszym zaświadcza się, że p. Ludwik Jazdon z Komorowa pow. Wolsztyn jest nam znany jako sumienny, fachowy i postępowy rolnik, który udziela się bardzo społecznie, między innymi jako wiceprezes kółka rolniczego w Wolsztynie i który zasługuje w zupełności na uwzględnienie jego wniosku o przyznanie parceli z majętności Karna. Pan Jazdon daje gwarancję /w razie uwzględnienia jego prośby/ że poprowadzi gospodarstwo wzorowo i ośrodek ten może być gospodarstwem doświadczalnym dla doświadczeń prowadzonych przez szkołę rolniczą w Wolsztynie.

/Grajewski/
sekr. pow. WTKR
  /Perek/
wiceprezes PTKR
i Dyr. szkoły roln.
  /Niemczyk/
prezes PTKR

Od red. WTKR - Wielkopolskie Towarzystwo Kółek Rolniczych
            PTKR - Polskie Towarzystwo Kółek Rolniczych



DZIAŁALNOŚĆ SPOŁECZNO POLITYCZNA


          Po wyzwoleniu wrócił do Karny i włączył się w działalność PSL blisko współpracując ze Stanisławem Mikołajczykiem (ówcześni działacze PSL mówili o ojcu, że był na tym terenie ''prawą ręką'' premiera).

          W okresie stalinowskim nie ominęły go represje. Był wielokrotnie przesłuchiwany i inwigilowany. Pracownicy Urzędu Bezpieczeństwa usiłowali przestraszyć sąsiadów i zmusić ich do składania fałszywych donosów na Ludwika Jazdona. Syn Ryszard wspomina: "Głęboka religijność mojego ojca (nigdy nie rozstawał się z różańcem), mądrość, prawość i życzliwość wobec innych pomogły mu przeżyć tamte posępne lata i wbrew wszelkim trudnościom wykształcić dzieci. Pamiętam, że jako dziewięciolatek szedłem jedną z wolsztyńskich ulic z Ojcem. Nagle z naprzeciwka zauważyliśmy nadchodzącego jegomościa. Był to znany memu Tatusiowi (Prezes Zarządu Powiatowego PSL w Wolsztynie) - pan Bączyk członek PPR (późniejszy Dyrektor Departamentu PGR w Ministerstwie Rolnictwa). Obaj panowie przywitali się "breżniewowskim" obcałowaniem obu policzków. Po rozejściu się Ojciec zwrócił się do mnie: "Właśnie zobaczyłeś pocałunek dwóch Judaszy."


Lata czterdzieste. Ludwik Jazdon przemawia na rynku w Wolsztynie. Z lewej strony Ubek z aparatem.

Lata czterdzieste. Ludwik Jazdon przemawia na rynku w Wolsztynie.

Rok 1946. Obrady PSL z Stanisławem Mikołajczykiem, ówczesnym wicepremierem i ministrem reform rolnych, prezesem PSL. Z lewej pod strzałką Ludwik Jazdon, a pod krzyżykiem Stanisław Mikołajczyk.

Wolsztyn, dnia 14 stycznia 46 r.
Zarząd Powiatowy
Polskiego Stronnictwa Ludowego
W Wolsztynie

ZAŚWIADCZENIE

          Poświadcza się niniejszym, że Ob. Jazdon Ludwik, ur. 11/8.1898r., zamieszkały w Karnie powiat Wolsztyn jest jako Prezes Powiatowy delegatem Zarządu Powiatowego P.S.L. na Kongres Polskiego Stronnictwa Ludowego w Warszawie w dniach 19-go do 21-go stycznia br.

          Ob. Jazdon legitymuje się dowodem osobistym wystawionym przez Starostwo Powiatowe Wolsztyńskie 49/41/ob. z dnia 12/IX.35r. wraz z legitymacją Prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej w Poznaniu.

Zarząd Powiatowy P.S.L. w Wolsztynie
Wiceprezes
Mag. T. Wojciechowski
  Instruktor
Jankowiak

Dyplom uznania za wybitną pracę około zorganizowania Wystawy Hodowlanej i pomysłowego umieszczenia eksponatów inwentarza żywego na Wystawie Ogrodniczej i Targów Owocarskich oraz Przeglądu Hodowlanego w Wolsztynie w dniach 18-20.IX.1937 otrzymuje W. Pan Dyrektor Ludwik Jazdon z Komorowa. Za Komitet Wystawowy (podpisani) sekretarz, przewodniczący, wiceprzewodniczący. Wolsztyn, dnia 21.IX.1937r.



TEATR, CZYLI NIESPEŁNIONY AKTOR


          Ludwik Jazdon był wielbicielem teatru. Alicja Marszałek w "Kwestionariuszu Jazdona" wspomina: "Ciocia Hela (Rękoś) i moja Mamusia opowiadały jak wujek Ludwik je rozśmieszał, potrafił wymyślać i robić śmieszne miny. Opowiadał, że chciałby grać w cyrku. Kiedy po 1945 r. rozmawiałam z wujkiem Ludwikiem to opowiadał mi o swoich zainteresowaniach teatrem." Jego umiłowanie aktorstwa przejawiało się również w wielu codziennych sytuacjach z najbliższą rodziną. Był pogodnego usposobienia. Zawsze skłonny do zabaw. Bardzo łatwo nawiązywał kontakt z młodzieżą, o czym po wielokroć mogłem się przekonać - pisze Ryszard Jazdon. Jako syn pamiętam Go bardziej z kazań wychowawczych jakie prawił nam w niedzielne poranki. Nie lubiliśmy ich, ale stricte przestrzegaliśmy przekazywane zasady w życiu.

          Gdy miałem 16 lat paliłem po kryjomu papierosy. Z reguły tylko do połowy. Niedopałek chowałem do pudełka zapałek, a dalej do marynarki wiszącej w kuchni na wieszaku. Ojciec dozgonny palacz, szukając zapałek potrząsał marynarkami i w końcu wyciągnął z mojej kieszeni pudełko. Gdy zauważył, że tkwi tam "pet" wezwał całą rodzinę, postawił mnie na piedestał i pokazał wszystkim mówiąc: "Patrzcie jak oszczędny jest nasz synuś. Nie wyrzuci nawet peta!" Jaki to był wstyd, to świadczy fakt, że do dziś pamiętam ten moment z detalami.

          Kiedyś w żniwa pracowaliśmy w stodole, już na bardzo wysokim poziomie. Trzeba było się natrudzić, żeby zejść na dół. Przyszedł Ojciec i zawołał: "Chodźcie, chodźcie! Coś ciekawego wam pokażę!" Trochę się namęczyliśmy, żeby zejść i kiedy byliśmy już na dole okazało się, że tą ciekawostką była zwykła żaba! Tatuś pod nosem się uśmiechał i badał dyskretnie nasze opanowanie w ukrywaniu dezaprobaty.

          Gdy moja siostra Jadzia miała 3 lata Ojciec przebrał się za gwiazdora. Ucharakteryzował, ubrał, zmienił sposób mówienia jak przystało na prawdziwego aktora. Jadzinka odmówiła z przejęciem paciorek, skoczyła przez rózgę, uśmiała się do łez, gdy gwiazdor wszystkich pozostałych domowników poczęstował rózgą. Ale gdy opuścił już dom w pewnym momencie zauważyła: "Ale ten gwiazdor miał takie ręce jak nasz Tatuś!"

          Słynna jest anegdota, gdy córka Maria, studentka politechniki wrocławskiej odwiedziła Ludwika Jazdona w sanatorium Szczawno Zdrój. Chodzili razem uliczkami, a uradowany Ojciec zwierzył się: "Gdybyś ty wiedziała jak te wszystkie chłopy mi zazdroszczą, gdzie ja taką młodą dziewczynę poderwałem!" Postanowił to wykorzystać w czasie jazdy tramwajem we Wrocławiu. Z córką zaczęli udawać zakochanych. Ludwik obcałowywał pieszczotliwie dłoń córki. W tramwaju prócz zgorszonych spojrzeń zaczął rozlegać się szum prowadzonych przez pasażerów komentarzy oburzenia. W decydującym momencie Ludwik spuentował sytuację iście aktorskim gestem. Mianowicie, wywołując szok, na oczach wszystkich zdjął przed młodą damą kapelusz, spod którego zabłyszczała kompletna łysina. W całym tramwaju rozbrzmiało jednocześnie westchnienie :ŁŁŁOOOOOOŁ!!!


Ludwik Jazdon w inscenizacji jednej ze sztuk teatralnych.

Notatki Ludwika Jazdona na temat "Pana Tadeusza" i "Lilii Wenedy" Słowackiego.