Jazdonowie u wielkopolskich ziemian

(oprac. Karol Jazdon)


KOSZKOWO
gmina Borek Wielkopolski, powiat gostyński


      Dnia 3 sierpnia 1921 roku, za namową przyjaciela z wojska Szyftera, po 7 latach walk na różnych frontach Hipolit Jazdon przybył do Koszkowa k. Borku Wlkp., gdzie został administratorem majątku hr. Rogera Raczyńskiego - ambasadora RP w Rumunii, brata hr. Edwarda Raczyńskiego - ambasadora RP w Anglii, a następnie prezydenta RP w Londynie oraz wnuka hr. Edwarda Raczyńskiego - fundatora Biblioteki Raczyńskich w Poznaniu. Obok Koszkowa w skład dóbr hr. Rogera Raczyńskiego wchodziły także m.in. majątki w Jeżewie, Dąbrówce Wlkp., i Rogalinie.
      Majątkiem w Koszkowie administrował do wybuchu wojny w 1939 roku.
      Pierwsze wzmianki o Koszkowie sięgają roku 1391, kiedy to jego właścicielami byli do połowy XVI wieku Koszkowscy herbu Dołęga. W XVIII wieku Koszkowo należało do Będorskich herbu Wyssogota. Była to mało znana szlachta. Kroniki notują niewielu bardziej znanych Będorskich, w tym Marcina, podpisarza ziemskiego płockiego żyjącego w XVI wieku. W XVIII wieku część z nich wyemigrowała do ziemi łomżyńskiej, gdzie jeden z Będorskich został podczaszym łomżyńskim. Od 1840 roku Koszkowo znajdowało się w rękach Raczyńskich.


      W Koszkowie Hipolit i Janina zamieszkali w bardzo wygodnym (11 pokoi) domu. Ojciec administrował majątkiem (ok.600ha), na którym stale pracowało ok. 20 rodzin. Janina prowadziła gospodarstwo domowe (dom, ogród ok.5000m2 oraz inwentarz domowy) przy pomocy kucharki, dwóch pokojówek i bony do dzieci. Hipolit zarabiał 250 zł. miesięcznie+ deputat (zboże, ziemniaki, 18 l mleka dziennie, oraz na rok 2 świnie a' 100 kg). Hipolit dostawał też miesięczny dodatek za Krzyż Orderu VM. Ponadto Hipolit był zamiłowanym myśliwym (miał 12 rodzajów broni myśliwskiej), tak że nigdy nie brakowało zwierzyny z polowań - kuropatwy, bażanty, zające (a za zezwoleniem hrabiego Rogera Raczyńskiego otrzymywał także zgodę na odstrzał grubego zwierza - sarny, dziki).


Koszkowo. Lato 1930 roku. Na zdjęciu druga od lewej Janina Jazdon, ojciec Jan Ofierzyński, mąż Hipolit i dalej szwagier Ludwik. Dzieci od lewej: Aleksander, Irena i Włodzimierz.


      Na zdjęciu szwagier Ludwik Jazdon w odwiedzinach w Koszkowie. Obok niego bratowa Janina Jazdon oraz chrześniak Włodzimierz powożący wozem oraz bratanica Irena. W Koszkowie urodziły się dzieci Hipolita: Maria (24.07.1923- umiera 28.10.1924), Włodzimierz (29.08.1925), Irena (16.06.1927), Aleksander (15.03.1929), Ewa (1.12.1932- umiera przy porodzie) oraz Andrzej (15.10.1938).
      Janina prowadziła bardzo intensywne gospodarstwo ogrodnicze (6 inspektów, szparagarnia, truskawki, itp., hodowała także bardzo liczny inwentarz - ok. 200 kur, 30 indyków, 50 kaczek, 20 gęsi, perliczki).


      Roger Adam Raczyński urodził się 8 grudnia 1889r. w Warszawie, w rodzinie arystokratycznej. Był synem Edwarda Aleksandra Raczyńskiego (1847-1926), który stworzył w Rogalinie znaną galerię obrazów. Do dzisiaj zachowało się około 350 prac m.in. takich mistrzów malarstwa polskiego jak Olgi Boznańskiej, Juliana Fałata, Jana Matejki, Jacka Malczewskiego, Leona Wyczółkowskiego1. Matką była Róża z Potockich Krasińska2, a bratem Edward Bernard Raczyński (ambasador RP w Londynie do 5.07.1945r., oraz w Wielkiej Brytanii prezydent RP na uchodźstwie w latach 1979-1986).
      Po ukończeniu gimnazjum w Krakowie studiował rolnictwo w Lipsku i malarstwo w Monachium. Okres I wojny światowej spędził w Moskwie, gdzie zaangażował się w prace Polskiego Komitetu Pomocy Ofiarom Wojny. W odrodzonej Polsce wstąpił do służby dyplomatycznej. W 1919 roku pracował w delegacji polskiej na konferencję pokojową w Paryżu, a 24 maja 1919 roku został mianowany sekretarzem legacyjnym Poselstwa RP w Rzymie. Po roku powrócił do centrali, gdzie pracował w referacie mniejszościowym. Przeniesiony w czerwcu 1921 r. w stan rozporządzalności, wystąpił ostatecznie ze służby w maju 1923 r. i zajął się zarządzaniem dobrami ojca w Wielkopolsce. W zawartym w 1925 roku małżeństwie z Heleną Rohozińską3 (1892-1966) był bezpotomny.
      Działał następnie w obozie konserwatywnym i uczestniczył w zjeździe grup zachowawczych w Dzikowie. W dniu 4 października 1929r. został wojewodą poznańskim. Urząd ten sprawował do końca lipca 1934r. Od 2 sierpnia 1934r. pełnił funkcję podsekretarza stanu w Ministerstwie Rolnictwa i Reform Rolnych. Po dwóch latach podał się do dymisji i powrócił do odziedziczonego po ojcu majątku w Rogalinie.
      W 1938 r. został ponownie powołany do służby dyplomatycznej i mianowany 15 maja 1938r. pierwszym polskim ambasadorem w Rumunii. Odegrał poważną rolę we wrześniu 1939r. jako pośrednik między tworzącym się rządem na Zachodzie a politykami internowanymi w Rumunii. Po likwidacji ambasady w Bukareszcie4, w końcu października 1940r., udał się do Stambułu, a następnie do Londynu. 1 lutego 1942r. został mianowany posłem przy rządzie greckim na emigracji w Londynie, a od 1943r. w Kairze. Po wyzwoleniu Grecji urzędował do 5 lipca 1945r. w Atenach5. Tam zmarł 10 listopada 1945r.

      Jerzy Giedroyc w "Autobiografii na cztery ręce" wspomina: "Gdy do ministerstwa jako wiceminister przyszedł Roger Raczyński, z którym byłem bardzo zaprzyjaźniony, zostałem jego sekretarzem. Była to postać niezwykle interesująca: wielka inteligencja całkowicie nie skoordynowana. Miał zainteresowania artystyczne: uprawiał malarstwo. Wedle Józia Czapskiego robił to źle, ale wnikliwie malarstwo studiował. Miał też zainteresowania humanistyczne: pomagał Znanieckiemu i jego uczniom, jeśli się nie mylę, nawet finansowo.
Był bardzo mało poznański.
      Karierę zaczął w MSZ dzięki swej matce, pani Róży, osobie wyjątkowej, którą cenił Marszałek Piłsudski. Po zamachu majowym został wojewodą poznańskim i odegrał istotną rolę. Sytuacja w Poznańskiem była trudna. Było to województwo antyrządowe. Chodziło o znalezienie kogoś, kto by był człowiekiem reżimu, a zarazem nie był przywieziony w teczce, lecz pochodził z rodziny znanej na tym terenie. Roger Raczyński spełniał wszystkie te warunki. Lepszego kandydata nie można było znaleźć. (...)
      Jako wojewoda poznański Roger Raczyński wiele zajmował się m.in. sprawami polskimi na Opolszczyźnie: pomaganiem w ratowaniu zagrożonych majątków, udzielaniem jakichś cichych kredytów, itp. Następnie został wiceministrem rolnictwa. Kolejne dwa lata spędził zajmując się swoim majątkiem w Rogalinie i w 1938 roku został ponownie ściągnięty do MSZ i mianowany ambasadorem Polski w Bukareszcie.
      Moje stosunki z nim były stosunkami zarazem podwładnego i przyjaciela. Był dla mnie - a pochlebiam sobie, że i ja byłem dla niego - jednym z najbliższych ludzi. W stosunkach pozasłużbowych byliśmy na ty. Często bywałem w Rogalinie, przeważnie sam. Z żoną byłem u Rogera chyba tylko raz czy dwa razy, gdyż on właściwie domu nie prowadził. Jego żona, Helena, mieszkała w Rogalinie i rzadko bywała w Warszawie, a Roger wiódł życie raczej kawalerskie. Było to bardzo dobre małżeństwo, ale Roger był kobieciarzem; miał wielkie powodzenie i niekiedy był nawet nazbyt lekkomyślny pod tym względem.
      W Ministerstwie Rolnictwa Roger odgrywał większą rolę, niżby życzył sobie tego Poniatowski. Poniatowski był człowiekiem dość oschłym. A Roger miał dużo wdzięku i ktoś taki jak Adam Rose, który był dyrektorem departamentu ekonomicznego i filarem ministerstwa, miał z nim bliższe stosunki niż z Poniatowskim. (...)
      Raczyński był nadto człowiekiem o dużej wyobraźni politycznej. To on jako ambasador Rzeczypospolitej w Bukareszcie uratował ciągłość państwa polskiego dzięki rozwiązaniu problemu prezydentury. Była to decyzja bardzo ciężka, gdyż wymagała zagrania przeciwko Beckowi i wymówienia posłuszeństwa rządowi. Ale nie było innego wyjścia. Wszystko odbyło się zresztą jak najbardziej legalnie, za zgodą prezydenta Mościckiego.
      Rozbieżności między nami nie pamiętam. Kiedy zerwałem z Rowmundem Piłsudskim, miałem pełne poparcie Rogera. Po okresie naszej współpracy w Bukareszcie utrzymywaliśmy kontakt. Gdy Roger został posłem przy rządzie greckim i zamieszkał w Kairze, a Brygada Karpacka po Tobruku wyszła z Libii, widywaliśmy się dość często w Kairze. Ostatni raz widziałem go w okresie, gdy już zaczynałem organizować Instytut Literacki i byłem w Palestynie, gdzie likwidowałem rozmaite polskie placówki z ramienia Ministerstwa Informacji.
      Z powodu popsucia się samolotu znalazłem się przymusowo na kilka dni w Atenach. Rozmawialiśmy o sytuacji, którą oceniał, pod wpływem brata Edwarda, może nieco łagodniej niż ja, ale różnice dotyczyły tylko odcieni. Zastanawiał się, co będzie robił, i mówiliśmy nawet o tym, że przyłączy się do Instytutu Literackiego i będzie naszym ministrem spraw zagranicznych. Ale wkrótce potem Roger zmarł niespodziewani na atak serca. (...)
      Nasza przyjaźń sięgała czasów Myśli Mocarstwowej. Była to organizacja założona przez Rowmunda Piłsudkiego6, który mnie do niej wciągnął7; znałem go przelotnie z ruchu korporacyjnego, bo on był w "Regii"8. Było to w 1928 r. Wkrótce po moim przystąpieniu do Myśli Mocarstwowej Rowmund zapadł na jakąś chorobę płuc i wysłano go na kurację do Francji; przed wyjazdem błagał mnie, bym go zastąpił, i tak utknąłem w tej organizacji. Myśli Mocarstwowej zawdzięczam spotkanie z Marszałkiem Piłsudskim. Poszliśmy do niego w trójkę, Roger Raczyński, Rowmund i ja, by mu złożyć adres hołdowniczy. Rowmund bardzo o to zabiegał, więc Piłsudski zgodził się nas przyjąć. Ale gdy przyszliśmy do Belwederu, Piłsudski wyszedł, podał nam rękę i powiedział: "A ja w tym czasie idę na spacer. Do widzenia panom". I tyleśmy go widzieli. (...)
      Sosnkowski przyjaźnił się z Rogerem Raczyńskim: utrzymywali kontakty towarzyskie, polowali. Wykorzystałem to i kiedyś, gdy byliśmy tylko we trzech, poruszyłem sprawę Śmigłego i ewentualnej zmiany na stanowisku Naczelnego Wodza. "A kto pan jest?" - zapytał mnie na to Sosnkowski. Odpowiedziałem urzędowo: "Jestem sekretarzem wiceministra rolnictwa, itd.". On popatrzył na mnie i powiedział: "To są tematy, o których ja z panem nie będę dyskutować". (...)
      Roger Raczyński był zaprzyjaźniony z Żychlińskim, prezesem najbogatszej chyba instytucji w Polsce: Związku Cukrowników Poznańskich. (...)
      Na kilka dni przed wybuchem wojny, co zresztą świadczy o stopniu nieprzygotowania, Śmigły polecił Niezbrzyckiemu zorganizowanie POW, do czego Niezbrzycki zupełnie się nie nadawał i z czego nic nie wyszło. Gdy Niezbrzycki znalazł się w Bukareszcie, wymyśliliśmy, że oświadczy, iż pożyczył od Rogera Raczyńskiego na zlecenie marszałka sto tysięcy dolarów na tę robotę; było to całkiem prawdopodobne, gdyż Raczyński był osobiście człowiekiem bardzo zamożnym. Na podstawie tego oświadczenia płk Smoleński, szef Drugiego Oddziału, dość wtajemniczony w te sprawy, dał mi te pieniądze, abym zwrócił je Raczyńskiemu, a ja przekazałem je Śmigłemu. (...)
      Kandydatem Mościckiego na jego następcę był Sosnkowski, o którym nie było żadnych wieści. Ponieważ zaś Mościcki, co powiedział Rogerowi Raczyńskiemu, miał pełne zaufanie do uczciwości Wieniawy9, jak Piłsudski, (...) przeto mianował Wieniawę prezydentem10, pod warunkiem, że ustąpi na rzecz gen. Sosonkowksiego, jak tylko ten się odnajdzie. (...)
      Czapski przyszedł z propozycją przejścia do Propagandy (...) Przekonał mnie ostatecznie pokazując mi możliwości tej pracy, ale jeszcze większą rolę odegrał jego bardzo serdeczny stosunek do mnie, przyjaźń, która nawiązała się między nami prawie z miejsca; w tym okresie Czapski był dla mnie kimś niezmiernie bliskim, najbliższym po Rogerze Raczyńskim."


      Z inicjatywy Komitetu Kolonii Letnich w Gostyniu, którego przewodniczącym był kierownik szkoły Szczepan Kaczmarek w okresie od 3 lipca do 13 sierpnia 1931 roku zorganizowano kolonie letnie dla 40 dzieci z biednych rodzin. Wypoczywały one w Koszkowie na terenie majątku Wojewody Poznańskiego hrabiego Raczyńskiego. Wśród uczestników kolonii byli także harcerze z drużyny działającej przy szkole ( II Drużyny Harcerskiej im. Zawiszy Czarnego). Chłopcy mieszkali w namiotach i specjalnie zbudowanych domkach, w dolinie otoczonej wzgórzami porośniętymi brzeziną i sosną. Kolonia prowadzona była na wzór obozu harcerskiego przez Alojzego Bartza.
      Podobną inicjatywę podjęła Aleksandra z Morawskich Bukowiecka z Cichowa, którą opisuje w swych wspomnieniach syn Leon w następujących słowach: "Na następne wakacje mama zaprosiła do Cichowa 20 najbiedniejszych chłopców z rodzin bezrobotnych w Poznaniu na "wakacje dożywieniowe". Trochę bojąc się, że będą to chłopcy - łagodnie mówiąc - nie najlepiej wychowani, ryzykowała. Okazało się jednak, że przybyło 20 małych gentelmanów od lat 8 do 17, ubranych więcej niż skromnie, ale wychowanych wcale nie gorzej od nas. Umieli się ładnie przywitać, spokojnie siadać do stołu, posługiwać się nożem i widelcem jak należy i oczywiście nie palić. Byli wspaniali."

CICHOWO
gmina Krzywiń, powiat kościański

&

MIĘDZYCHÓD

gmina Dolsk, powiat śremski


      Neobarokowy dwór parterowy w Cichowie został wybudowany na zlecenie generała Mieczysława Bukowieckiego w 1908 roku przez naczelnego architekta Powszechnej Wystawy Krajowej w Poznaniu Rogera Sławskiego (1871-1963). W latach 1900-1904 pracował w ministerstwie robót publicznych w Berlinie, po czym powrócił do Poznania i otworzył własne biuro projektowe. W 1920 r. został naczelnikiem Wydziału Budowlanego w Ministerstwie byłej Dzielnicy Pruskiej, zaś po likwidacji ministerstwa przejął identyczne stanowisko w Urzędzie Wojewódzkim w Poznaniu. W 1911 roku przebudował dla Stefana Mycielskiego w formach neoklasycznych pałac Wolsztyn-Komorowo, który należał do majątku administrowanego przez Ludwika Jazdona od 1 lipca 1934 r. Poza tym według jego projektu wzniesiono skrzydło Bazaru Poznańskiego od placu Wolności w 1898 roku (rok urodzenia Ludwika) związanego z Maciejem Mielżyńskim z Chobienic, w których teraz gospodarują bracia Jazdonowie. Również do jego prac zalicza się nie istniejący już kościół ewangelicki w Zbąszyniu, w którym mieszka z rodziną Tomasz Jazdon oraz Bank Ludowy w Środzie Wielkopolskiej, o którym monografię pt. "125-lecie działalności Banku Spółdzielczego w Środzie Wielkopolskiej" napisał Aleksander Jazdon.
      Ściany zewnętrzne dworu w Cichowie prócz zachodniej stanowią zamkniętą kompozycję, tzn. mają podobną architekturę i są równie wyeksponowane pod względem estetyki i funkcjonalności. Budynek jest jednokondygnacyjny i ma powierzchnię około 564m2. Konstrukcję stanowią jakby trzy budynki połączone łącznikiem, w którym była jadalnia.


      Na zdjęciu z prawej generał Bukowiecki z prezydentem Ignacym Mościckim (1867-1946) - okoliczności powstania tej fotografii opisane w artykule, pt. "Ciekawostki historyczne z życia Ludwika Jazdona".
      Generał Mieczysław Bukowiecki urodził się 20 września 1869 w Mszczyczynie w powiecie śremskim. W 1914 został zmobilizowany do armii niemieckiej. Walczył na froncie rosyjskim. W 1916 pełnił służbę okupacyjną w Płocku. Utrzymywał sekretne kontakty z Legionami Polskimi oraz Polską Organizacją Wojskową. 11 stycznia 1919 został przyjęty do Wojska Polskiego w stopniu porucznika i przydzielony do Oddziału III Sztabu Generalnego WP. 10 marca 1919 został oficerem ordynansowym, a w czerwcu szefem Sztabu Grupy Wielkopolskiej oraz szefem sztabu 14 Dywizji Piechoty. 15 listopada 1924 został dowódcą Obozu Warownego Poznań. 7 lipca 1926 r. Prezydent RP nadał mu z dniem 30 września 1926 r. stopień generała brygady, wyłącznie z prawem do tytułu. Odznaczony Krzyżem Srebrnym Orderu Wojennego Virtuti Militari za wybitne zasługi w pracy sztabowej oraz chwalebny udział w przygotowaniu i przeprowadzeniu zwycięskich bitew 14 Dywizji Piechoty Wielkopolskiej. Dwukrotnie odznaczony Krzyżem Walecznych.
      Charakter swego ojca Leon Bukowiecki opisuje w następujący sposób: "Natomiast ojciec (20 lat starszy od matki!) był znacznie bardziej tolerancyjny od mamy i tylko dwa razy w życiu (a umarł, gdy miałem 14 lat) wściekł się do tego stopnia, że pierwszy raz przy obiedzie zamarliśmy wszyscy, a drugi raz krzyk ojca (z saloniku pod moim pokojem) obudził mnie w środku nocy. (...) Po "Cudzie nad Wisłą" i po ukończeniu Wyższej Szkoły Wojennej ojciec został Komendantem Obozu Warownego Poznań i do odległego Cichowa przybywał tylko na urlopy i święta. (...) Umarł 18 grudnia 1931 r. Był tak popularny, że do małej wioski, jaką jest Lubiń, poza delegacją wojskową i orkiestrą 14 Wielkopolskiej Dywizji Piechoty z Poznania11, przybyło 5000 osób !!!"


      Pierwsza z lewej Michalina Mościcka z domu Czyżewska (1871-1932). W latach 1920 - 1924 była przewodniczącą Ligi Kobiet Polskich. Żona prezydenta II RP Ignacego Mościckiego, z którym miała trzech synów: Michała, Józefa i Franciszka oraz córkę Helenę. Od 1926 była pierwszą damą Rzeczypospolitej.
      Po prawej Aleksandra Jadwiga Maria z Morawskich Bukowiecka urodzona tak samo jak Roger Raczyński 8 grudnia w Święto Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny roku 1891 (dwa lata po Raczyńskim).
      Była siostrą Witolda Józefa Dzierżykraj-Morawskiego, powstańca wielkopolskiego, w wojnie z bolszewikami szefa sztabu VII brygady jazdy, od 1926 roku dowódcy szwadronu w 17 Pułku Ułanów Wielkopolskich im. Króla Bolesława Chrobrego, a od 1937 dowódcy 25 Pułku Ułanów Wielkopolskich. Był odznaczony Orderem Virtuti Militari, dwukrotnie Krzyżem Walecznych i Medalem Niepodległości. W czasie II wojny światowej po dostaniu się do niewoli przeszedł przez wiele obozów jenieckich i w końcu za działalność w organizacjach podziemnych oflagów, m.in. "Odra" został aresztowany przez Niemców we wrześniu 1944 i osadzony w obozie koncentracyjnym Mauthausen, gdzie został rozstrzelany. Pośmiertnie w 1964 awansowano go do stopnia generała brygady.
      Witold Morawski odznaczał się silnym poczuciem więzi rodzinnych. Gdy jego siostra Aleksandra, wdowa po generale Bukowieckim, w latach trzydziestych a więc w okresie wielkiego światowego kryzysu gospodarczego popadła w poważne tarapaty finansowe i groziła jej utrata Cichowa, pospieszył jej z wydatną pomocą finansową, a później także nieraz ratował ją pożyczkami. Wziął także na siebie koszty kształcenia jej dzieci, wyznaczając siostrzeńcom do czasu ukończenia szkół średnich lub studiów miesięczne zasiłki, uwalniające ich od troski o potrzeby materialne.
      Aleksandra ukończyła w 1910 roku gimnazjum Urszulanek w Kołomyji - obecnie Ukraina. Kilka miesięcy później 23 października poślubiła w Oporowie generała Mieczysława Bukowieckiego i przeniosła się do Cichowa.
      W 1918r. czynnie zaangażowała się w Powstanie Wielkopolskie za co została trzykrotnie odznaczona. Udział w powstaniu przyczynił się do tego, iż zaraz po wybuchu II wojny światowej, w październiku 1939 r., okupanci aresztowali Aleksandrę, osadzając ją początkowo w Kościanie i Rawiczu, a na koniec w budzącym grozę Forcie VII w Poznaniu. Została tam zamordowana strzałem w plecy w dniu 9 kwietnia 1940 r.
      Kryzys gospodarczy oraz fakt, iż w wieku 40 lat została osiwiałą wdową z szóstką dzieci gospodarującą na około 700 ha (Cichowo 409 ha oraz Międzychód 293 ha) wywierał na nią ogromną presję psychiczną, czego nie potrafiła ukryć przed dziećmi. Syn Leon wspomina ją w tym okresie: "W innym nastroju spóźniała się pół godziny na śniadanie i szła z martwą twarzą, nie jedząc i nie pijąc, odsuwając filiżankę, talerz i sztućce, a gdy staraliśmy się nie zwracać na to uwagi, wybuchała łzami: "nie pytacie mnie, co się stało, nie widzicie, że nie jem?" Przy stole zapadała przerażająca cisza, a Mimka nagle mówiła: "miałam straszny sen, ale nieważne, bierzmy się do jedzenia" , i zaczynała opowiadać jakąś arcyśmieszną historyjkę z dzieciństwa albo licznych wyjazdów do Włoch czy Francji, po czym nagle kończyła, wstawała, szła do kancelarii z hasłem "idę pracować i wiem, że nikt mi nie pomoże". Czasem dodawała od drzwi: "Pomódlcie się za mnie, abym nie dostała bzika" .
      Portret Aleksandry z Morawskich Bukowieckiej, ziemianki z Cichowa gm. Krzywiń, namalowany w 1914 r. przez Stanisława Niesiołowskiego znajduje się w gabinecie dyrektora Muzeum Regionalnego im. dr. Henryka Florkowskiego w Kościanie Rynek 1, Ratusz 64-000 Kościan tel./fax: (65) 512-29-34 e-mail: muzeum@koscian.pl dyrektor placówki - Magdalena Lajszner.


większe

CICHOWO, dnia 22 grudnia 1929r.
C I C H O W O
poczta: L U B I N
(pow. kościański)
stacja: Bieżyn
telef. i telegr.: Dolsk 2.
      Pan Jazdon w Międzychodzie pobierać będzie:
    1/ Pensji miesięcznie 225.-zł.
    2/ Pan Jazdon płaci wszystkie świadczenia społeczne według przepisów.
    3/ Ordynacja: 18.ctr. żyta, 10. ctr. pszenicy, 10 ctr. jęczmienia, 2 ctr. grochu,
        Ziemniaki, opał i światło wolne, 8. ctr. pośladu dla drobiu, 16 ltr. mleka, 6 ctr. tucznika na reprezentację, 4 ctr. żyta i 1 ctr. tucznika, na utrzymanie rzemieślników pracujących w dominium pobiera Pan Jazdon 4.-zł. dziennie.
M. Bukowiecki


      Na górnym zdjęciu po lewej stoją Ludwik Jazdon oraz siostrzenica Helena Rękoś z mężem Anzelmem. Jako administrator Ojciec korzystał z pomocy córek Adelajdy, szczególnie Heleny, która gospodarowała mu. Helena była Jego gosposią do momentu kiedy się ożenił. Na drugim zdjęciu plecami oparty o ganek Ludwik Jazdon.
      Zdjęcie współczesne wykonane 18 lipca 2005r. przedstawia dwór, na tle którego stoi wnuczka Marii Jazdon-Gałuszki - Aleksandra Chmielińska. Fotografia autorstwa Ryszarda Jazdona.
      Parterowy dwór w Międzychodzie (gm. Dolsk) zbudowany na początku XIX wieku przez Ignacego Sczanieckiego z Łaszczyna, uczestnika powstania poznańskiego z 1848 roku. Budynek przebudowano w 1846 r., a rozbudowano o piętrowe skrzydło w 1870 r. Wokół znajduje się park krajobrazowy z XVIII wieku z dużą ilością pomników przyrody m. in.: 11 dębów szypułkowych o obwodzie 695 - 300 cm. Jako wieś szlachecka Międzychód wzmiankowany był w 1398 r., często zmieniając właścicieli, którymi byli Chłapowscy, Mańkowscy i Sczanieccy.


Na zdjęciu po lewej Helena Rękoś (1906-1978) z mężem Anzelmem (1898-1965) i synem Jerzym (1933-1989). Pierwszy z lewej siedzi szwagier Hipolita i Ludwika - Piotr Józefowski (1875-1960). Helena wyszła za Anzelma Rękosia, który za namową Ojca w 1937 roku otworzył sklep kolonialny w Karnie, obok gospodarstwa Ludwika. Zaopatrywał przybywających do Karny osadników, którzy budowali się na swoich działkach. Było 90 osad przy drogach, których długość wynosiła 10km. Dzieci Anzelma były rówieśnikami Adama i Ryszarda, tak więc razem z nimi się wychowywali. Po wojnie Jurek Rękoś bardzo często przyjeżdżał ze swoją żoną. Anzelm niezwykle ciekawie opowiadał o swych przeżyciach, szczególnie w czasie podróży do Ameryki Południowej.


Numer 208 rejestru notarialnego na rok 1932.

      Ja, niżej podpisana wdowa Aleksandra z Morawskich Bukowiecka, zamieszkała w Cichowie powiat Kościan, udzielam niniejszemu Ludwikowi Jazdonowi, urzędnikowi gospodarczemu, zamieszkałemu w Międzychodzie, powiat Śrem pełnomocnictwa w następującym zakresie:
      Pełnomocnik mój uprawniony jest do zaciągania zobowiązań wekslowych, do podejmowania za mnie kwot pieniężnych i kwitowania z nich, do dokonywania zakupów i sprzedaży płodów rolnych, maszyn, paszy i sztucznych nawozów i to dla Majętności Międzychód.
      Powyższe pełnomocnictwo podlega jednakowoż temu ograniczeniu, że w każdym poszczególnym wypadku zobowiązanie przyjęte przez pełnomocnika mego nie może przekraczać kwoty 10.000,- dziesięć tysięcy - złotych względnie, że przedmioty ktoremi mój pełnomocnik dysponuje, nie mogą przekraczać wartości 10.000,- dziesięć tysięcy - złotych.

Poznań, dnia 18 marca 1932 roku.
Aleksandra Bukowiecka

Powyższy, własnoręcznie przede mną wykonany podpis
wdowy Aleksandr Bukowieckiej, zamieszkałej
w Cichowie powiat Kościan
niniejszym uwierzytelniam z tem, że tytułem opłaty stemplowej
wymierzyłem i pobrałem gotówką kwotę 3,- złote oraz 10% dodatek
w kwocie 0,30 złotych, co uwidoczniono pod pozycją 171
we wykazie wpływów na dochód Ministerstwa Skarbu za
miesiąc kwiecień 1932 roku.
Numer 208 rejestru notarialnego na rok 1932.
Poznań dnia 20 kwietnia 1932 roku
adwokat zastępca notariusza na obwód Sądu Apelacyjnego w Poznaniu
Dr Stefana Piechockiego


      Leon Bukowiecki zauważa w swojej książce: "Ojciec zawsze wspominał, że gospodarowanie w uczciwych niemieckich czasach było dalece łatwiejsze. Ceny były ustabilizowane, zwiększyły się tylko podczas wojny, ale na korzyść rolników, gdyż cesarstwo niemieckie, aby utrzymać wojsko płaciło coraz więcej za zboże i inne płody ziemne. Oboje moi rodzice przepojeni gorącym patriotyzmem, nie byli jednak ślepi i nie stracili poczucia realizmu, widzieli jak kiepsko gospodarują Polacy w porównaniu z precyzyjnymi i w gospodarce bezkonfliktowymi Niemcami.
      Poznańskie, o przeważających słabych ziemiach, musiało zużywać dwa do trzech razy więcej nawozów niż kresy wschodnie, słynące z czarnoziemu, a ceny różniły się niewiele, przeto majątki ziemskie w Poznańskiem z bardzo bogatych stały się ledwo zamożne. Ojciec nie chciał zrezygnować z wysokiej kultury ziemi, przeto nie zmniejszył ilości i jakości nawozów sztucznych, droższych niż za czasów "niemieckich", przeto po I wojnie światowej ziemia przynosiła połowę dochodów przedwojennych, a obowiązki, wraz z przychodzeniem na świat nowych dzieci i dorośleniem starszych, rosły coraz bardziej."


Zbiórka siana nadzorowana przez Ludwika Jazdona - drugi od prawej. We "Wspomnieniach kinomana" Leon Bukowiecki przypomina okres wrześniowej zawieruchy w 1939roku: "Mama dobrnęła do wspaniałego pałacu naszych krewnych Kościelskich w Miłosławiu, ale na widok rozbebeszonego wozu drabiniastego z dziesięciu kufrów i "jędzą" z rozpuszczonymi, siwymi włosami, nie przypominającą w niczym mej matki, dumny jak paw lokaj, nie chciał jej i pozostałych "cyganów" wpuścić do pałacu. Wtedy Mimka wstała na samym szczycie słomy i warknęła: generałowej Bukowieckiej z Cichowa też nie wpuścicie? Lokaj wykrzyknął: Jezus Maria, przeżegnał się i podbiegł, aby podać mamie rękę i pomóc jej zejść z tych wysokości. (...) Życie we dworze toczyło się jako tako normalnie, zbierało co się dało na polu, ale niestety pozostało niewiele, gdyż na rozkaz Śmigłego wojsko spaliło w Poznańskiem wszystkie stogi. W Cichowie najwięcej od początku kryzysu - 19! Był to najczęściej podawany przez Niemców pretekst do usunięcia nas z naszych włości. Skoro dopuściliście do spalenia zbiorów, nie będziemy was karmić - mówili."


Kwadratowy dziedziniec wewnątrz dworu w Cichowie z uwiecznionymi na pamiątkowej fotografii gośćmi uroczystości (może dożynkowej?). Z tyłu pod oknem stoi między dwoma benedyktynami Ludwik Jazdon, a po lewej, obok przeora, Czecha Linusa Prochaski generał Mieczysław Bukowiecki, przed zakonnikiem po prawej chowa się przed uwiecznieniem na zdjęciu przykucnięta Aleksandra Bukowiecka. Leon Bukowiecki12 w swoich "Wspomnieniach kinomana" z 1997 r. tak opisuje spożywanie posiłków w rodzinnym Cichowie: "Ojciec mój - chociaż wojskowy, generał - nie pił, matka tym bardziej, nikt z krewnych odwiedzających nas też nie. Obok naszej wielkiej sali jadalnej była biblioteka i tam wyłącznie przed uroczystym obiadem lokaj Franciszek wnosił na tacy jakiś bardziej wyskokowy napój (oczywiście w kafarce albo i dwu) z kieliszkami "25" (kto taki dzisiaj zna?) i zebrani tam wyłącznie panowie pili po jednym, najwyżej dwu takich kieliszkach i dopiero potem otwierały się drzwi do salonu z jednej strony, tam siedziały i rozmawiały panie, i do jadalni z drugiej, dokąd całe towarzystwo przychodziło, a my dzieci, rozmieszczone u końca długiego na 6 lub 8 metrów, szerokiego na 2 metry stołu staliśmy za krzesłami wyznaczonych nam miejsc z obiema rękami na oparciach. Czekaliśmy póki dorośli nie usiądą. Potem wchodził lokaj z wazą zupy oraz jego pomocnik z drugą i nalewali - bardzo zręcznie - do talerzy. Póki mówili dorośli, dzieciom nie wolno było się odzywać, ale szeptem mogły komunikować się ze sobą, nie przeszkadzając dorosłym w rozmowie. Po zmianie talerzy były "entremets", czyli zakąski, po dalszej zmianie główne półmiski i salaterki, półmiski podawane przez lokai, salaterki z jarzynami, kartoflami czy makaronem krążyły z rąk do rąk. Dorosłym podawano wino, nam wodę z sokiem, po dalszej zmianie talerzy był deser, przy deserze wolno było dzieciom zwracać się do dorosłych O ILE NIKT ZE STARSZYCH NIE MÓWIŁ.
      Na dzisiejsze czasy "dyscyplina" nie do zniesienia, ale wtedy wszyscy uważaliśmy to za całkiem naturalne i nie mieliśmy pretensji do "całego świata" ani do nikogo.
      W bardziej uroczyste dni (czyjeś imieniny czy urodziny: matki, ojca, sióstr ojca), gdy zjeżdżało się "całe społeczeństwo", nieraz z wojewodą poznańskim, na pewno właścicielami sąsiednich majątków, bywało, że z odległych o 30 kilometrów, starostą Narajewskim z Kościana, przeorem Prochaską z pobliskiego klasztoru o.o. Benedyktynów - nie mieściliśmy się w dużej sali jadalnej (było nas sześcioro plus nauczycielki i bony - co najmniej 10-12 osób), jedliśmy osobno w tak zwanej latarce, czyli drugiej sali jadalnej, oddzielonej od dużej niewielkim pokoikiem. Tam swoboda panowała zupełna, ale menu i sposób zachowania był ten sam, zwłaszcza, że nauczycielki były groźniejsze od rodziców."


      Na zdjęciu zejście przez park ze wniesienia, na którym znajduje się dwór z folwarkiem do jeziora Mórka (dawniej cichowskie) oraz widok z dołu na zabudowania. Leon Bukowiecki wspomina: "Wychowywałem się więc jeszcze w resztkach XIX wieku, jeśli chodzi o otoczenie dziecka z dużego dworu, gdzie - poza naszą trójką chłopców (dalsze dzieci urodziły się po I wojnie światowej) - była stale matka, najczęściej dwie ciotki, siostry ojca, lokaj ojca i lokajczyk, panna służąca matki (żona lokaja), co najmniej trzy służące, gosposia i co najmniej trzy "elewki", czyli dziewczyny uczące się u niej znakomitej kuchni, i zaraz po ukończeniu praktycznego kursu rozchwytywane przez sąsiednie i nawet dalekie dwory, bona dla mnie, nauczycielka do starszych braci, słowem dwór, wtedy jeszcze "zaledwie" 15 - pokojowy, był nader pełny.
      Podstawą naszego wychowania były dobre maniery i cisza. Przypominam, że nie śniło się jeszcze o radiu, a jedyny "obcy" hałas odzywający się od czasu do czasu - to był telefon - uznawany ciągle jako "nowość" - oraz co godzinę poważne uderzenia zegara, zwanego - nie wiem czemu - "Antkiem", którego wielbiłem zarówno za wielką "złotą" tarczę, jak i wyraźne czarne liczby i posuwające się ruchem ciągłym wskazówki, jak i za piękną "gdańską", wysoką na 2 i 1 metra szafę.
      Nie wiem, czy zegar ten sam swym istnieniem "przyczyniał się" do regularnego utrzymywania rytmu naszego życia, czyli punktualnych śniadań (obfitych) drugich śniadań, nieobowiązkowych, punktualnych obiadów, podwieczorków i kolacji.
      Wtedy jeszcze we dworach i zamożniejszych domach mieszczańskich panował słuszny - moim zdaniem - zwyczaj, że dziecko do lat siedmiu musiało leżeć godzinę po obiedzie - chociaż do zasypiania nikt nie zmuszał - oraz iść spać o 19 do lat 5 i o 20 do opuszczenia domu w celu nauki w gimnazjum. (...) Gdy skończyła się pierwsza wojna światowa, ojciec nie wrócił do domu, bo groziła krajowi nawała bolszewicka, przeto mama z pomocą pana Dunina nadal zarządzała majątkiem, powiększonym o zakupiony Międzychód (12 km od nas)."


Po prawej "willa" dla urzędnika w Cichowie, w której mieszkał Ludwik Jazdon. Leon Bukowiecki wspomina: "Po śmierci ojca nasz majątek stanął u progu bankructwa (...) Skąd się wzięły gigantyczne długi? Istniały dwa sposoby prowadzenia majątków ziemskich: z wiarą w niezachwianą pozycję rolnictwa (reprezentantem był mój ojciec) i niewiarą. Ci, co wierzyli, stale inwestowali (ojciec dokupił Międzychód, wziął w dzierżawę Czachorowo, z ośmiopokojowego dworku zrobił 30-pokojowy "pałac", zbudował nowe podwórze, stawił "willę" dla urzędnika, postawił znakomite jak na tamte czasy nowoczesne domy dla 6 rodzin na wsi, w tym dwumieszkaniową "willę" dla kowala i stelmacha z rodzinami . Każdy trzy pokoje, kuchnia i stryszek z czwartym pokoikiem mieszkalnym na szczycie). Inni odkładali pieniądze w banku, niczego nie ulepszając. Ci pierwsi "teoretycznie zbankrutowali", gdy ceny zboża spadły poniżej kosztów produkcji, ci drudzy doskonale przeżyli kryzys, czerpiąc pieniądze z wkładów złożonych w Banku Ziemstwa Kredytowego, a nawet czasem żyjąc z samych procentów. I te majątki pod koniec kryzysu popadły w długi, ale niewielkie, i łatwo spłacalne, gdy w 1936 roku koniunktura zaczęła się poprawiać. (...)"


Ś W I A D E C T W O

    Pan Ludwik Jazdon, był urzędnikiem w Cichowie od 1 sierpnia 1926r. do 1 lipca 1929r. a w Międzychodzie od 1 stycznia 1930 do chwili obecnej.
    Rozstajemy się jedynie z powodu kryzysu gospodarczego, bo Pan Jazdon pragnie polepszyć sobie byt.
    Zaznaczam, że rozstajemy się w najlepszej przyjaźni.
    Pan Jazdon wykazał przez cały czas współpracy z nami trzy wielkie zalety:
    1. Zupełnie wyjątkowa uczciwość, skrupulatność i sumienność. - Rzadko się spotyka urzędnika tak obowiązkowego i zamiłowanego w gospodarstwie.
    2. Wielką znajomość roli, dobre uprawy, pieczołowite dbanie o czystość gruntu i wydajność plonów oraz znajomość fachową na koniach, bydle i trzodzie.
    3. Takt i dobre wychowanie w stosunku do przełożonych, podwładnych, władz i kupców i.t.d.
    Gdyby się moje ciężkie finansowe stosunki korzystniej ułożyły Pan Ludwik Jazdon zawsze u mnie posadę otrzyma, bo jest urzędnikiem bez zarzutu.
    Dodaję, że Pani Jazdonowi, obywatelska córka jest osobą wyjątkowo skromnie i dobrze wychowaną i że osobiście mogę ją każdemu w jak najlepszym świetle przedstawić.
    PP. Jazdonowie zasługują w całej mierze na zaufanie przyszłych pracodawców.
    Zaznaczam specjalnie, że w czasie pożaru połowej podwórzy w Cichowie w roku 1928 i epoce śmierci ś.p. męża mego w roku 1931 Pan Jazdon okazał dużo życzliwości, talentu organizacyjnego i sprawności.
    Za charakter PP. Jazdonów sumiennie odpowiadać mogę i życzę im jak najlepszego powodzenia na co ze wszechmiar zasługują.-
Szczęść Boże.
    Cichowo, dnia 1 października 1933 r.
Aleksandra z Morawskich Bukowiecka
wdowa po Generale W.P.


Z lewej sześciodniowa przepustka umożliwiająca poruszanie się po okupowanym terenie Ludwikowi Jazdonowi od 29 czerwca 1940 do 4 lipca 1940 roku. Weine oznacza Wijewo, a Lichtenhain - Karna.
Leon Bukowiecki w momencie wybuchu II wojny światowej miał 23 lata, a hitlerowski najeźdźca wydał nakaz egzekucji wszystkich właścicieli ziemskich w wieku powyżej 24 lat. Tak też się stało. Bukowiecki uratował się, ale stracił kilkunastu bliskich krewnych, właścicieli okolicznych majątków, którzy zostali rozstrzelani na rynkach powiatowych miast Wielkopolskich. Również w pierwszym rzędzie poszukiwano byłych powstańców wielkopolskich, dlatego skazany przez nazistów Ludwik Jazdon niechybnie zginąłby, gdyby nie ratunek znajomego Niemca Wenzla, właściciela ziemskiego. Leon Bukowiecki stracił matkę zastrzeloną w Forcie VII w Poznaniu, brata Augusta (ur.1911), który zginął w Oświęcimiu, drugiego brata Ignacego (ur. 1912) podporucznika, który zginął pod Brochowem, gdzie w Kampanii Wrześniowej wojsko polskie pod dowództwem gen. Romana Abrahama zmusiło do wycofania się niemiecką 4. pancerną dywizję i 2. lekką dywizję pancerną.


Zaraz po II wojnie światowej kiedy Leon Bukowiecki znalazł się w Cichowie i po wstępnym rozejrzeniu się na terenie dworku spisał na czterech stronach zestawienie zrabowanych rzeczy, m.in. muzeum broni - zbiory Bukowieckich od XVI wieku, galerię obrazów, stylowe meble i wyposażenie domu. Ocalały książki z biblioteki uniwersyteckiej z Rygi, które znalazły się w Cichowie za sprawą tamtejszego profesora Hahna, który był właścicielem Cichowa przez 5 lat i nie zdołał wywieźć księgozbioru liczącego 3000 pozycji. W końcu Bukowiecki skontaktował się z Uniwersytetem Poznańskim i część poloników z Rygi przekazał swemu dawnemu nauczycielowi historii, profesorowi Karolowi Górskiemu (ok. 50 książek). Na reszcie wyposażenia dworu łapę położyła bezpieka i Leon zmuszony był opuścić Cichowo z małą walizeczką w ręce oraz maszyną do pisania "Continental" którą spisał 50 lat później cytowane przeze mnie wspomnienia. Jak pisze pozostawiał dom "zbudowany wielkim wysiłkiem ojca, za pieniądze matki, wyposażony w olbrzymie skarby kultury polskiej, a skazany na zagładę i ruinę" . Zniszczone zostały portrety rodzinne, których nie wolno było wywieźć, galeria sztychów z epoki napoleońskiej oraz serwisy porcelanowe. Urząd Bezpieczeństwa został usunięty z majątku Cichowo w 1957 roku i zgodnie z życzeniem Bukowieckiego dwór przejął Szpital dla Nerwowo Chorych w Kościanie i umieścił tam dzieci z zaburzeniami rozwoju umysłowego. Przeprowadzono remont na gigantyczną wówczas kwotę 13 000 000 zł. Do niedawna w dworze mieścił się ośrodek oazowy ruchu "Domowy kościół".


Za sprawą mieszkającego w Cichowie pana Marka Pinkowskiego, zajmującego się na co dzień tresurą zwierząt dla potrzeb filmu, wieś zyskała nie lada atrakcję turystyczną. Po zakończeniu zdjęć do filmu Pan Tadeusz w reżyserii Andrzeja Wajdy, w 1999 r. dekoracje z planu w Józefowie pod Warszawą trafiły właśnie do Cichowa, gdzie ponownie zostały złożone i przystosowane do zwiedzania. Tak więc w Wielkopolsce znalazła się namiastka dawnej litewskiej wsi.


Folwark Soplicowo to drewniane budynki stajni, stodoły, lamusa, spichrza i kurnika, Zosiny ogródek i stary sad, porykujące krowy, szczypiące trawę koniki, dostojnie przechadzający się bocian i gdaczące kury. Trwają prace nad budową dworu Sopliców. Krzywińskie Towarzystwo Kulturalne, które zarządza filmowym skansenem w Cichowie, organizuje tu liczne wystawy i imprezy poświęcone życiu i twórczości Adama Mickiewicza.

WOLSZTYN - KOMOROWO
gmina na miejscu, powiat wolsztyński


      Hrabina Irena Mycielska, właścicielka pałacu w Wolsztynie, która zatrudniła Ludwika Jazdona do zarządzania wymienionymi w zamieszczonym poniżej piśmie majątkami była córką Stefana Mycielskiego (1863-1913). Ukończył on szkołę średnią we Wrocławiu, gdzie również odbył służbę wojskową w pułku kosynierów. Był wszechstronnie wykształconym samoukiem, głęboko religijnym i bardzo inteligentnym, obdarzonym znakomitą pamięcią. W 1884 r. kupił dobra Wolsztyn z folwarkami - Komorowo, Tłoki, Barłożnia i Berzyna ze 100 hektarowym jeziorem i pałacem od Stefana Gajewskiego. Do połowy XIX wieku Gajewscy zadowalali się drewnianym dworkiem wybudowanym dwieście lat wcześniej przez Piotra Powodowskiego na niewielkim wyniesieniu nad jeziorem Wolsztyńskim. W roku 1857 w pobliżu został zbudowany nowy pałac - już murowany Jako dobrze wykształcony i zamiłowany w ziemi rolnik, stworzył w Wolsztynie pierwszorzędny majątek.
      Majątek hr. Mycielskiej liczył 1295 hektarów, miał gorzelnię, torfiarnię i młyn parowy.


większe

K o n t r a k t
      Pomiędzy Panią Hrabiną Ireną Mycielską z Wolsztyna a p. Ludwikiem Jazdonem z drugiej strony został zawarty następujący kontrakt:
Pan Jazdon obejmuje z dniem 1 lipca 34r. do 1 lipca 1935 r. zarząd majątków: Komorowo, Berzyna i Tłoki pod ogólną dyspozycję właściciela.
Za czynność powyższą pobierać będzie:
1/. W gotówce zł. 200,- miesięcznie
2/. W naturze: pszenicy 10 ctr., żyta 20 ctr., jęczmienia 10 ctr., grochu 2 ctr., pośladu 10 ctr.,
3/. 1 morgi pod ogród względnie warzywo wydawane przez ogrodnika
4/. Kartofli 100 ctr.
5/. Owocu 2 ctr. (gruszek i jabłek)
6/. Tucznika 6 ctr.
Wolne utrzymanie 3 krów na pańskiej oborze.
7/. Wolne światło, opał i mieszkanie w Komorowie.
8/. Lekarz i apteka według norm obowiązujących obecnie w rolnictwie, składki Zakładu Pracowników Umysłowych jak ustawa przewiduje.
9/. Podatek dochodowy od całego wynagrodzenia potrąca się miesięcznie z pensji.
10/. Wypowiedzenie obopólne 3 miesięczne tj. na 1 kwietnia 1935 r.
11/. Zezwala się chować drób w ilości 40 sztuk (kury i kaczki), których wyżywienie obowiązuje się p. J. pokryć ze swej ordynarji.
12/. Na zasługi dla dziewczyny otrzymywać będzie p. J. 15 zł. miesięcznie.

W O L S Z T Y N, dnia 14 kwietnia 1934 r.
Irena hr. Mycielska


      Ludwik Jazdon z ulubionym foksterierem przygotowują się do objazdu powierzonego mu do administrowania majątku ziemskiego: Komorowo, Berzyna i Tłoki. Przeciwieństwem życiowej postawy Ludwika był administrator literackiego Komorowa - Nikodem Dyzma - bohater powieści Tadeusza Dołęgi-Mostowicza. Drobnomieszczanin, mały, bezrobotny, prowincjonalny urzędniczyna, przez przypadek zostaje mężem stanu, dygnitarzem, bogaczem, prezesem banku, "mocnym człowiekiem", którego dewiza brzmi: "Za mordę tych drani (tj. masy) trzeba trzymać!". Bohaterka książki hrabina Koniecpolska zaprasza pana Nikodema na tajne "posiedzenie loży wolnomularskiej". Bierze w nim udział dwanaście dam z towarzystwa, natchnionych i roznegliżowanych oraz on, jedyny mężczyzna - Wielki Trzynasty. Generał broni Wojska Polskiego Michał Tokarzewski-Karaszewicz (1893-1964) i jego zgromadzenie, zostali sparodiowani przez Tadeusza Dołęgę Mostowicza w panoramie polskiego dwudziestolecia międzywojennego, jaką jest "Kariera Nikodema Dyzmy". Przyszły komendant Służby Zwycięstwu Polski był także jedną z najbardziej znaczących postaci polskiej masonerii13.


W o l s z t y n, dnia 28 sierpnia 1935r.
Zarząd Dóbr Majętności WOLSZTYN

Zachodnie - Polskie Zjednoczenie Spirytusowe
P o z n a ń
      P. dyr. Ludwik Jazdon przedłoży JWPanom prośbę naszą w związku z udzieleniem nam kredytu wekslowego.
      Proszę JWPanów uprzejmie o pójście nam na rękę i o udzielenie wszelkich informacji p. L. Jazdonowi.
Z poważaniem
Stefan Michałowski


Wolsztyn, dnia 1 marca 1938r.
Zarząd Majętności Wolsztyn
Telefon Wolsztyn 21
WPan Dyrektor
Ludwik Jazdon
K o m o r o w o

      Ponieważ w dniu dzisiejszym otrzymałem podpisany kontrakt następcy WPana więc dla porządku piśmiennie potwierdzam przyjęcie Pańskiej prośby o zwolnienie z posady dotychczas zajmowanej z dniem 1 lipca br.

Z poważaniem
Stefan Michałowski


Wolsztyn, dnia 12 września 1938r.
Ś w i a d e c t w o

      Pan Ludwik Jazdon pełnił w tutejszej majętności funkcję administratora rolnego od 1.VII.1934 do 1.VII.1938r. Pan Ludwik Jazdon wykazał przez okres swojej pracy w tutejszej majętności wielką znajomość swego fachu. Objął gospodarstwo zaniedbane i w ciągu trzech lat swej intensywnej pracy zdołał Pan Ludwik Jazdon zdać całe gospodarstwo rolne swemu następcy w stanie bardzo dobrym tak pod względem upraw roli jak również pod względem inwentarzy.
      Przez cały czas swego urzędowania nie dał Pan Ludwik Jazdon powodu do niezadowolenia ze strony właściciela, był bardzo pracowity, w szczególności sumienny, uczciwy i oddany. Odchodzi na własne życzenie.
      Życzę Panu Ludwikowi Jazdonowi powodzenia w dalszej Jego pracy.

Zarząd Majętności Wolsztyn
poczta, stacja kol. w/m. tel. Wolsztyn 21
Stefan Michałowski


      W Komorowie 20 marca 1937 roku urodził się Ryszard Jazdon, który został sfotografowany wewnątrz i na tle pałacu wolsztyńskiego 3 lipca 2005r. w czasie postoju z powrotu z uroczystości koronacji papieskimi koronami figury Matki Bożej Ucieczki Grzeszników w sanktuarium maryjnym w Wieleniu Zaobrzańskim. Gotycka figura otrzymała już korony w 1993 roku. Była to jednak koronacja na prawie diecezjalnym, na którą zgodę wydaje biskup. Nałożone 12 lat wcześniej przez arcybiskupa Jerzego Strobę korony zostały skradzione w 2003 roku. Wierni złożyli się szybko na nowe korony, a arcybiskup Stanisław Gądecki wystąpił do Papieża o zgodę na nową koronację - tym razem na prawach papieskich. Do Wielenia przybyło kilkadziesiąt tysięcy pielgrzymów. Jak napisał Ryszard Jazdon w tekście o "Wilkowie Polskim - kolebce Jazdonów", nasi przodkowie co roku uczestniczyli w wieleńskim odpuście. Wyrzeźbiona w drewnie kopia figury Matki Boskiej Wieleńskiej autorstwa Romana Jazdona znajduje się w Niemczech.
      W 1911 roku na zlecenie Stefana Mycielskiego pałac w Wolsztynie przebudowano wg projektu Rogera Sławskiego, nadając mu formę klasycystyczną. Przebudowa polegała m.in. na powiększeniu go od strony wschodniej i południowej przez co łączna powierzchnia przyziemia wzrosła do 880m2. W środku schody prowadzące z hallu na piętro były wykonane z marmuru i sąsiadowały z kaplicą. Biura majątku oraz kasa znajdowały się przy bocznej klatce schodowej. W 1945 roku pałac został spalony przez żołnierzy Armii Czerwonej. Odbudowano go w tej samej formie w latach 60-tych.


      Wesele Katarzyny Jazdon i Janusza Cadera. Również w pałacu w Wolsztynie rodzina Jazdonów świętowała zaślubiny Sylwii Barskiej z Andrzejem Jazdonem.
      Uczestnicy uroczystości ze strony rodziny Jazdonów: 1.Katarzyna Jazdon 2.Janusz Cader 3.Adam Jazdon 4.Gertruda Jazdon 5.Adaś Jazdon 6.Filip Jazdon 7.Jadwiga Jazdon-Wajdzik 8.Leszek Wajdzik 9.Daniel Wajdzik 10.Sylwia Barska-Jazdon 11.Andrzej Jazdon 12.Elżbieta Jazdon 13.Tomasz Jazdon 14.Julia Jazdon 15.Janina Jazdon 16.Anna Jazdon 17.Katarzyna Chmielińska (córka Marii Jazdon-Gałuszka) 18.Jacek Chmieliński 19.Adam Wajdzik 20.Agnieszka Wajdzik 21.Tadeusz Nickel 22.Barbara Jazdon 23.Jakub Jazdon 24.Mikołaj Jazdon 25.Renata Wajdzik (żona Daniela) 26.Karol Jazdon

CHOBIENICE
gmina Siedlec, powiat wolsztyński


      Klasycystyczny pałac w Chobienicach został zbudowany ok. 1765 roku dla Józefa Mielżyńskiego. Najwcześniejsze wzmianki o istniejącym w Chobienicach dworze sięgają lat 1669 i 1689. Pierwszy budynek wykonany był zapewne z drewna w sąsiedztwie przylegającego folwarku. W latach siedemdziesiątych XIX w. pałac rozbudowano poprzez dostawienie ciągu pomieszczeń od strony parku. Pałac poprzedzony był dziedzińcem honorowym z bocznymi dwupiętrowymi oficynami z II poł. XVIII w. oraz stajnia z XVIII w. Po 1945r. mieściły się tu mieszkania pracowników PGR, stołówka i przychodnia lekarska. W 1983 r. rozpoczęto remont pałacu, przerwany po pięciu latach, a opuszczona budowla ulega powolnej dewastacji. Wokół pałacu roztacza się park krajobrazowy z pomnikowymi drzewami, m.in. platanami i lipami o powierzchni 18 ha o cechach charakterystycznych dla układu regularnego parków z XVIII w.


      W pierwszej połowie XIX wieku pałac został przedłużony z obu stron, a przed fasadą dostawiono czterokolumnowy portyk z herbem Mielżyńskich Nowina oraz umieszczono napis "Nie sobie, lecz następcom". Następcy urodzeni w pałacu w Chobienicach, gdzie znajdowała się porodówka to kolejno: Tomasz Jazdon (14.04.1964), Andrzej Jazdon (16.04.1965), Jakub Jazdon (01.06.1966).
      Opis fotografii naniesiony przez Zbigniewa Gałuszkę: "Rok 1965. Rysiek Jazdon i Ludwik Gałuszka przed pałacem hr. Mielżyńskich w Chobienicach. Miejsce urodzenia Małgosi Gałuszka."


      Maciej Józef Franciszek Mielżyński urodził się 15 września 1799 w Winnej Górze jako najstarszy syn starosty klonowskiego Józefa (zm. 1824), właściciela Miłosławia oraz Franciszki z Niemojowskich, która dożyła sędziwej starości i zmarła w roku wybuchu powstania styczniowego. Do czternastego roku życia uczył się w domu, m.in. pod kierunkiem Jana Mottego, zanim został wysłany na siedem lat do Berlina (gimnazjum francuskie, następnie uniwersytet). Konserwatysta i patriota - tak najkrócej można określić jego przekonania, zresztą podobnie jak zdecydowanej większości ówczesnej arystokracji pod zaborem pruskim. W młodości bliskie mu były hasła niepodległościowe, toteż należał do Związku Kosynierów14, co zaprowadziło go w 1826 roku na szesnaście miesięcy do miejsca odosobnienia. Wkrótce ruszył przez granicę i wziął udział w powstaniu listopadowym, wędrował na Litwę u boku Chłapowskiego, by zakończyć kampanię w stopniu majora. Kolejny etap biografii to krótka zresztą emigracja we Francji (ogłosił tam po niemiecku opis wspomnianej wyprawy, mający na celu obronę dobrego imienia generała z Turwi, później we fragmentach wydany również po polsku), a następnie - po powrocie - 9 miesięcy twierdzy i wysoka grzywna oraz utrata stanowiska radcy Ziemstwa Kredytowego. Wreszcie ponowne aresztowanie z powodu kontaktów z powstańcami i kolportowanie książek emigracyjnych (1833).
      Należał do przyjaciół i najbliższych współpracowników Karola Marcinkowskiego. Po jego śmierci kontynuował program wszechstronnych prac społecznych - zawdzięczał mu w znacznym stopniu swe powstanie Bazar, a także Towarzystwo Naukowej pomocy, po zmarłym lekarzu przejął kierownicze funkcje w tych organizacjach i potrafił je - wraz z innymi - utrzymać w najbardziej groźnych chwilach, kiedy ich byt wydawał się zachwiany. Zaangażował się (1842) w sprawę Opieki Teatralnej, która postawiła sobie za zadanie utworzenia stałej sceny polskiej w Poznaniu, a kiedy do tego nie doszło, dbała przynajmniej o przedstawienia amatorskie.
      Dobrze prosperujące majątki pozwalały Mielżyńskiemu żyć na odpowiedniej stopie i zapewnić przyszłość licznemu potomstwu - nie licząc dwojga zmarłych w niemowlęctwie, pozostawił siedmioro dzieci, w tym synów Józefa (1824-1900), Jana (1831-1863) i Karola (1838-1904). Był też w stanie łożyć na cele społeczne, wspierał artystów i studentów, pomagał osobom znajdującym się w szczególnie trudnej sytuacji. Podobnie jak Tytus Działyński i tylu innych, zatrudniał u siebie rzemieślników polskich, niejednemu rodakowi zapewniając w swych majątkach egzystencję. Był długoletnim współtwórcą, darczyńcą i pierwszym prezesem Towarzystwa św. Wincentego a Paulo.
      W sobotę 2 kwietnia 1853 roku błogosławiony Edmund Bojanowski zanotował w swym dzienniku: "Z naszych zaś trzech Domów sierot: poznańskiego, wolsztyńskiego i gostyńskiego, poszło podanie do arcybiskupa, aby zechciał dopomnieć się o fundusz ten, do właściwej części, dla sierot katolickich, i aby z takowego utrzymać je w powyższych trzech Domach. Podanie to podpisali: Maciej Mielżyński za Poznań, Stanisław Plater za Wolsztyn, Stanisław Chłapowski za Gostyń."
      Okres 1831-1848 to dla niego czasy wewnętrznego przełomu. Doszedł wówczas do wniosku, że przyszłość ma wyłącznie praca organiczna, natomiast odrzucał spiski i powstania. Dlatego reprezentanci idei walki zbrojnej, którzy tak jak on na własnej skórze nie doświadczyli klęski i represji, uważali go za odstępcę od sprawy narodowej. On tymczasem sądził, że przyszłość ma legalna droga walki o prawa narodowe, liczył w 1848r. na autonomię Wielkiego Księstwa Poznańskiego. W marcu nie odmówił jednak swego udziału w wystąpieniach przeciw zaborcy - choć nie wierzył w sukces, udał się do Berlina w składzie delegacji domagającej się podziału prowincji według zamieszkujących je dwu narodowości. Odmówił wówczas przyjęcia stanowiska prezesa regencji poznańskiej, nie zgodził się też na propozycję inną - naczelnego prezesa przewidywanej polskiej części Wielkiego Księstwa.
      Przeciw ruchowi zbrojnemu wystąpił, popadając w konflikt z Karolem Libeltem i Ludwikiem Mierosławskim. Mielżyński narobił sobie wielu wrogów i nie został włączony do Ligi Polskiej. Żywot jej był jednak krótki, wracały czasy reakcji i wówczas mógł znaleźć dla siebie miejsce pan na Chobienicach. Niektóre jego funkcje miały jednak charakter bardziej formalny niż faktyczny - i tak dożywotni od 1850 r. prezes Towarzystwa Naukowej Pomocy pozostawał w cieniu zastępcy, Hipolita Cegielskiego, który zresztą nieraz irytował się bezczynnością hrabiego. Nie bardzo przemawiały do niego nowe hasła gospodarcze - czas jego aktywności należał do przeszłości - a za to doskonale czuł się w klimacie religijno-społecznym, kiedy współtworzył Towarzystwo św. Wincentego a Paulo.
      Posłował na sejm pruski z powiatu kościańskiego, był czołową postacią Koła Polskiego a przez kilka lat jego prezesem. Zabierał wówczas głos w obronie zagrożonych praw Polaków. Umiarkowanie postępowy, przeprowadził w swych nowych dobrach uwłaszczenie chłopów jeszcze przed ustawą rządową, ostatnie osiem lat spędził poza Poznańskiem, w majątkach odziedziczonych po matce w guberni kaliskiej. Również tam budował młyny parowe, fabryki, wprowadzał mechanizację rolnictwa. Idea roku 1863 była mu obca, czasy powstańcze należały w jego biografii do bezpowrotnej przeszłości.
      Zmarł 5 marca 1870r. w Kazimierzu Biskupim i dopiero zwłoki wróciły do grobów rodzinnych w Woźnikach pod Grodziskiem.


      Maciej Mielżyński w wieku 21 lat ożeniony z Konstancją de domo Mielżyńską, wraz z jej ręką objął dobra chobienickie i uczynił je wzorowym gospodarstwem (uprawa ziemi, hodowla bydła i owiec, nowoczesne łąki) idąc za wzorem Dezyderego Chłapowskiego. Na polach dawnej majętności chobienickiej do dziś widoczne są pozostałości pasów wiatrochronnych, podobnych do sadzonych przez Chłapowskiego w Turwi. W XIX w. w Chobienicach istniała owczarnia, licząca 3 tys. owiec i dająca najlepszą wówczas w Wielkim Księstwie Poznańskim wełnę.
      Nowe modele maszyn produkcji Hipolita Cegielskiego w latach 60-tych XIX wieku - żniwiarek, młockarni, sieczkarni, lokomobili na kołach służącej do poruszania innych maszyn - wypróbowano w majątkach rolników postępowych, zaprzyjaźnionych z Cegielskim. Czymś w rodzaju poligonów doświadczalnych były pola uprawne m.in. w majątkach: Chobienice - Macieja Mielżyńskiego, Turew - Dezyderego Chłapowskiego i Gola - Gustawa Potworowskiego.
      Hipolit Cegielski z posiadającym niemałą fortunę Maciejem Mielżyńskim współpracował w wielu dziedzinach. Mielżyński wspierał inicjatywy i działania Hipolita na polu tworzenia polskiej prasy codziennej. Obaj należeli do komitetu Zakładu św. Wincentego dla sierot na Śródce w Poznaniu. Wspólnie realizowali testament Karola Marcinkowskiego w zakresie rozwijania pracy organicznej. Hipolit Cegielski był przez 18 lat (1850-1868) "duszą" Towarzystwa Pomocy Naukowej, w którym - w roli wiceprezesa - zastępował prezesa Macieja Mielżyńskiego.


      Na zlecenie Macieja hrabiego Mielżyńskiego z Chobienic powstały okrągłe czapki z niewielkim daszkiem, które od jego imienia zostały nazwane "maciejówkami". 30 kwietnia 1848 roku w granatowych maciejówkach przybyli do Miłosławia15 z odsieczą insurgentom Ludwika Mierosławskiego kawalerzyści jazdy pleszewskiej. Szarża 140 ułanów skutecznie zaskoczyła pruskich żołnierzy generała Blumena i zmusiła ich do odwrotu. "Maciejówka" stała się symbolem narodowym Polaków we wszystkich trzech zaborach, a w odradzającej się Polsce spopularyzował ją sam marszałek Józef Piłsudski (na zdjęciu w okopach z legionistami oraz ich duchowym piastunem, biskupem polowym Władysławem Bandurskim - odznaczonym Krzyżem Srebrnym Orderu Wojennego Virtuti Militari oraz czterokrotnie Krzyżem Walecznych).


      Według "Księgi adresowej gospodarstw rolnych województwa poznańskiego" z 1926 roku majątek Chobienice liczył wówczas 2032 hektary, miał gorzelnię, cegielnię i torfiarnię.
      Na zdjęciu pierwszym widoczny z prawej strony fragment stajni, a po lewej budynek mieszkalny w pełni funkcjonalny i przepięknie wyremontowany - szczególnie wewnątrz. Z rowerem Aleksandra Chmielińska i Filip Jazdon. Na środkowym zdjęciu od lewej: Filip Jazdon, Julia Jazdon, Aleksandra Chmielińska oraz Janina Jazdon. Obszerny dziedziniec przylegający do zabudowań folwarcznych posiada szeroki, ogrodzony wybieg, na którym pasą się hodowane z inicjatywy Arkadiusza Chmielaka w Chobienicach konie. Duży ogrodzony teren gospodarstwa umożliwia swobodne i bezpieczne poruszanie się dzieci na rowerach. Jakub Jazdon w ekologiczny sposób przerabia resztki jedzenia na koński obornik.

CIĄŻEŃ
gmina Lądek, powiat słupecki


      Pod zarząd Biblioteki Uniwersyteckiej im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, której dyrektorem jest dr Artur Jazdon podlega również dawny pałac biskupów w Ciążeniu. Znajdują się tam zbiory Samodzielnej Sekcji Zbiorów Masońskich Biblioteki UAM w Poznaniu. Jest to drugi co do wielkości w Europie zbiór publikacji masońskich i poświęconych masonerii, a także wszelkim ruchom paramasońskim oraz organizacjom, których legenda wpłynęła na myśl i symbolikę masońską. Podstawą dla tych obszernych zbiorów archiwalnych stały się zrabowane dla Heinricha Himmlera (Specjalna Biblioteka Reichsfuhrera) przez jednostki specjalne SS zasoby bibliotek i poszczególnych lóż i obediencji masońskich z Niemiec i okupowanych krajów. Połowa z przechowywanych 80 tysięcy woluminów wydanych jest w języku niemieckim, angielskim i francuskim. Opracowane do tej pory zbiory liczą ok. 70 tys. pozycji i należą do największych w Europie.
      Pałac wybudowano w latach sześćdziesiątych XVIII wieku dla biskupa poznańskiego i warszawskiego Teodora Czartoryskiego. Ukończono go pod koniec lat dziewięćdziesiątych z inicjatywy biskupa Ignacego Raczyńskiego. Letnia rezydencja biskupów została odebrana Kościołowi w 1818 roku i przeszła na własność hr. Wacława Gutakowskiego (1790-1882) ożenionego z Józefą Grudzińską - siostrą Antoniny, która była małżonką Dezyderego Chłapowskiego z Turwi.
      W 1996 roku w Ciążeniu odbyła się doroczna sesja Europejskiego Stowarzyszenia Muzeów Wolnomularskich.
      Na zdjęciu Joanna, Mikołaj i Agnieszka Jazdonowie zwiedzają przylegający do pałacu park w sierpniu 2007 roku.

ŚMIEŁÓW
gmina Żerków, powiat jarociński


      Pałac w Śmiełowie, w którym przebywał w 1831 roku Adam Mickiewicz. Piękne widoki okolicznych pól oraz pasma wzgórz miały go zainspirować do słynnych opisów przyrody z pierwszej księgi "Pana Tadeusza". Ówcześni właściciele Śmiełowa Gorzeńscy starali się pobyt poety urozmaicić. Z tego co wiadomo, to polował, bywał na grzybobraniach, a także odwiedzał okoliczne dwory.
      Nieznana jest dokładna trasa ostatniego etapu podróży poety w tamtym czasie ze stolicy Saksonii do Wielkiego Księstwa Poznańskiego. Przypuszcza się, że miała dugość 240 km i wiodła przez takie miejscowości jak Cottbus (Chociebuż), Gubin, Krosno Odrzańskie, Zieloną Górę, Sulechów do Wolsztyna. Przemawia za tym bliskość punktów przerzutu podróżnych do Warszawy. Znajdowały się one w majątku Chobienice, gdzie akcją taką kierowała żona właściciela Macieja Mielżyńskiego, oraz w Wolsztynie, gdzie mieszkała rodzina Gajewskich, z której pochodził znany Mickiewiczowi Apolinary - przyjaciel i kuzyn Garczyńskiego oraz siostra tego ostatniego - Eleonora.
      W dniach od 8 marca do 21 maja 2006 r. w Montrealu miała miejsce wystawa Polonii "Dialog", na której pokazano szerokiej kanadyjskiej publiczności fragment historii związanej z losami polskiej arystokracji osiadłej w Quebeku. Wystawiona została srebrna czarka Adama Mickiewicza ze zbiorów Mycielskich w Wolsztynie i Tarnowskich w Maliniu. Irena Mycielska z Wolsztyna była matką Marii Tarnowskiej z Malinia - żony Elgina Scotta. Cenna pamiątka zdobi dziś dom rodzinny Scottów w Rawdon.
      W Cichowie, organizuje się liczne wystawy i imprezy poświęcone życiu i twórczości Adama Mickiewicza w związku z powstaniem tam skansenu Soplicowo. W sąsiadującym Lubiniu benedyktyni propagują ustne tradycje pobytu Mickiewicza w Lubiniu (w krużganku klasztornym umieszczono tablicę upamiętniającą przypuszczalny pobyt wieszcza w Lubiniu, a w jednym z pomieszczeń urządzono "pokój Mickiewicza").
      Z kolei 18 października 1931 r. w Śmiełowie, odsłonięto brązowy medalion z płaskorzeźbą głowy Mickiewicza projektu Władysława Marcinkowskiego. Wmurowany został w blok kamienny, na którym widniał napis: "Wieszczowi Chełkowscy". Na uroczystość, której przewodniczył wojewoda poznański Roger hrabia Raczyński, zjechało dużo znamienitych gości.
      Na zdjęciu drugim zgromadzone w pałacu w Śmiełowie masonika: fartuszek wolnomularski (ze skóry cielęcej)16; rytualne młoteczki17 masońskie z XIX wieku; znak loży masońskiej "Carl zu den drei Adlern" w Erfurcie - krzyż mosiężny z emalią, wstęga z rypsu; insygnium wolnomularskie w formie klucza18 mosiężnego zawieszonego na szarfie z mory.


Krajowy Ośrodek Badań i Dokumentacji Zabytków


Koszkowo
    - zespół dworski, 1 poł. XIX:
    - dwór, nr rej.: 195 z 22.02.1968
    - park, nr rej.: 958 z 16.01.1979
    - zespół folwarczny, XIX, nr rej.: 1305/A z 19.05.1992:
    - spichlerz
    - stodoła
    - budynek folwarczny
Cichowo
    - zespół pałacowy, XIX-XX:
    - pałac, 1908, nr rej.: 1399/A z 24.02.1973
    - park, nr rej.: 1664/A z 21.12.1974
Międzychód
    - zespół dworski, nr rej.: 1940 z 8.06.1984:
    - dwór, 1840
    - park, XVIII/XIX
Chobienice
    - zespół pałacowy, pocz. XIX, nr rej.: 118/A z 12.04.1961:
    - pałac
    - oficyna
    - park - szkoła, ob. dom mieszkalny, XIX, nr rej.: 1008/A z 11.03.1970
Wolsztyn
    - zespół pałacowy, nr rej.: 414/Wlkp/1-2 z 28.11.1968 i z 12.04.1973:
    - pałac, poł. XIX, 1897
    - park, k. XVIII-XIX

Przypisy

  1. Przed wybuchem wojny, jeżeli myślano o zabezpieczeniach różnych kolekcji i skarbów narodowych, to albo wybierano różne formy zabezpieczenie i ukrycia ich na miejscu, choćby poprzez zamurowanie w piwnicach, filarach kościelnych lub podziemiach, albo decydowano się na przekazanie tych rzeczy w depozyt do dużych placówek muzealnych, objętych przynajmniej teoretycznie ochroną prawa międzynarodowego. Ten drugi sposób zabezpieczenia wybrał Roger Raczyński dla swych zbiorów z Rogalina, dla tamtejszej galerii obrazów i zbrojowni. W maju 1939 roku zwiózł je do Warszawy i powierzy ł pracownikom Muzeum Narodowego i Muzeum Wojska w Warszawie, aby odpowiednio ukryli je w magazynach. Ten sposób zabezpieczenia wybierali zwłaszcza ci kolekcjonerzy, którzy z różnych powodów, funkcji politycznej, działalności społecznej czy też pochodzenia mogli się obawiać zainteresowania funkcjonariuszy niemieckiej tajnej policji państwowej.

  2. Podobnie jak ojciec i dziad, jego życie osobiste było pełne perypetii. Zakochany w swojej kuzynce Róży z Potockich, na skutek nacisków rodziny zerwał związek i poślubił w 1877 roku hrabiankę Marię Beatrix Krasińską, córkę wieszcza Zygmunta Krasińskiego. Jednocześnie Różę Potocką wydano za mąż za brata Marii, Władysława Krasińskiego. Oba małżeństwa okazały się nieudane i krótkotrwałe, gdyż Maria Beatrix podobnie jak jej brat chorowała na dziedziczną gruźlicę, a w dodatku była uzależniona od morfiny. Edward Raczyński poślubił swoją dawną miłość, Różę z Potockich 1. voto Krasińską w 1886 roku w Krzeszowicach. Z pierwszego małżeństwa zawartego w 1877 w Warszawie z Marią Beatrix hr. Krasińską (1850-1884) był ojcem Karola Rogera Raczyńskiego (1878-1946). Z drugiego małżeństwa zawartego w 1886 w Krzeszowicach z Różą z Potockich 1. voto Krasińską był ojcem Rogera Adama Raczyńskiego i Edwarda Bernarda Raczyńskiego.

  3. Kazimiera Iłłakowiczówna, pierwsza dama poezji w Dwudziestoleciu i jedna z najwybitniejszych poetek XX wieku była autorką m.in. zbiorów wierszy "Obrazy imion wróżebnych" (1926), "Popiół i perły" (1930), "Szeptem" (1960). Studiowała w Genewie, Oksfordzie i Krakowie. Podczas I wojny była sanitariuszką w Rosji. Drugą wojnę światową spędziła w Rumunii i na Węgrzech. Zmarła w Poznaniu 16 lutego 1983r. O jej życiu prywatnym wiemy tyle, ile sama chciała powiedzieć. Do dziś snuje się domysły, co naprawdę łączyło ją z Piłsudskim (była jego sekretarką w Ministerstwie Spraw Wojskowych w latach 1926-1935). Dlaczego przerwane zostały jej zaręczyny z arystokratą Rogerem Raczyńskim? Wypowiadała się rzadko na temat odrzucenia jego oświadczyn.

  4. W latach 1923-1926 funkcję attache wojskowego w Bukareszcie pełnił brat Aleksandry Bukowieckiej z Cichowa Witold Józef Dzierżykraj-Morawski. Również w Bukareszcie w latach 1919-1920 radcą i chargé d'affaires poselstwa w Rumunii był wuj Aleksandry - Kazimierz Marian Dzierżykraj- Morawski, masonoznawca, który pochodził z osiadłej w Galicji gałęzi wielkopolskiego rodu. Był jednym z inicjatorów, zwołanego 11 VI 1938 w Domu Katolickim w Warszawie, Zjazdu Prasy Polskiej, którego rezultatem stało się utworzenie Agencji Antymasońskiej, powołanej celem systematycznego informowania opinii publicznej o celach i działaniach związków tajnych oraz skoordynowania badań masonoznawczych.

  5. Polacy natomiast pierwszą organizację polonijną w Grecji utworzyli już w połowie lat czterdziestych. Założona przez Rogera Raczyńskiego "Wspólnota Polska" z siedzibą w Atenach, niosąca pomoc materialną rodakom przyjeżdżającym do Hellady, stopniowo nabierała charakteru religijno-charytatywnego. W połowie dekady ta kierowana przez Marię Krakus organizacja skupiała jednak zaledwie 50 osób.

  6. Rowmund (1903-1988) był dalekim krewnym Józefa Piłsudskiego. Należał do linii szyłełsko-czabiskiej rodu Piłsudskich, marszałek zaś do wileńskiej. Linie te rozeszły się w końcu XVII wieku. Zarówno bowiem w okresie międzywojennym, jak i na emigracji często sądzono, że Rowmund był bratankiem Marszałka. Sam Rowmund Piłsudski nigdy nie dementował tych opinii, jakby celowo utrzymując wokół siebie nimb tajemniczości.

  7. Rogera Raczyńskiego Giedroyc poznał w stowarzyszeniu Myśl Mocarstwowa - Akademicka Młodzież Państwowa, niewielkiej organizacji neokonserwatywnej założonej w końcu 1926 roku przez Rowmunda Piłsudskiego. Myśl Mocarstwowa działała w środowiskach studenckich i zmierzała do zwiększenia wpływów konserwatystów wśród młodzieży studiującej i młodej inteligencji. Chodziło przede wszystkim o to, by pozbawić Stronnictwo Narodowe dominującej roli na uniwersytetach i skuteczniej zwalczać ideologię nacjonalistyczną. Organizacja nie zdobyła większych wpływów w środowisku akademickim. W końcu 1931 r. liczyła 510 członków. Była przede wszystkim ośrodkiem refleksji politycznej.

  8. Loża wolnomularska. Wg św. Józefa Sebastiana Pelczara: "Masoneria polska zaprawdę nie tchnęła takim fanatyzmem antyreligijnym jak francuska, czy angielska (...) Bywało, że jej członkowie chodzili do kościoła, należeli do bractw kościelnych, przyjmowali przed śmiercią sakramenty święte i robili zapisy na rzecz klasztorów." Wielu z nich, będąc członkami lóż niższych stopni, nie znało całej ideologii ruchu masońskiego, a uważali go za związek filantropijny, patriotyczny i humanitarno-towarzyski. 6.XI.1926r. na Zjeździe Katolickim w Poznaniu Prymas Polski August Hlond stwierdził: "A przede wszystkim zerwać powinna Polska z masonerią, której ostatecznym celem jest systematyczne usuwanie Ducha Chrystusowego z życia narodu. Tym więcej zaś musi zerwać z nią Polska, że masoneria to konspiracja zagraniczna, której nie tylko na Polsce nie zależy, ale która potężnej Polski nie chce."

  9. Na 6 prezydentów II Rzeczypospolitej (wraz z okresem emigracyjnym) 4 było masonami: Narutowicz, Wieniawa-Długoszowski, Raczkiewicz, Zalewski. Naczelnik państwa Józef Piłsudski informowany był przez czołowych wolnomularzy - W. Baranowskiego i R. Radziwiłła - o przebiegu prac organizacyjnych polskiej obediencji wolnomularskiej. Skierował do pracy w lożach masońskich pewną liczbę swoich ludzi. Rozkazał także oficerom o meldowaniu faktu wstąpienia do lóż. Sam jednak, pomimo otrzymanych propozycji nie wstąpił do masonerii. Wolnomularze niezaprzeczalnie podkreślają fakt, iż masonem jest się raz i do końca życia. Tadeusz Cegielski - historyk, profesor nadzwyczajny Uniwersytetu Warszawskiego, specjalista w dziedzinie historii nowożytnej oraz historii idei, autor i recenzent podręczników historii, członek masonerii od 1987r., a od 1993r. posiadacz 33 stopnia w Szkockim Dawnym i Uznanym Rycie stwierdził autorytatywnie, że: "raz inicjowany profan staje się masonem do końca swego życia, a więc do momentu przekroczenia ostatniej bramy". Często wiąże się śmiertelne wypadnięcie z okna w Nowym Jorku Bolesława Wieniawy-Długoszowskiego z jego przynależnością do wolnomularstwa. Upozorowane samobójstwo lub farmaceutycznie wzbudzony zawał serca jest najczęstszą formą rozwiązywania umowy braterskiej z niesfornym członkiem loży.

  10. Giedroyc uczestniczył w zabiegach Raczyńskiego mających na celu skłonienie internowanego prezydenta Ignacego Mościckiego do wyznaczenia Nowego następcy i rezygnacji ze stanowiska. Misja Raczyńskiego zakończyła się pomyślnie. Mianowanie prezydentem Władysława Raczkiewicza pozwoliło powołać we Francji rząd RP na uchodźstwie.

  11. Dywizję sformowano 19 stycznia 1919 roku pod nazwą 1 Dywizja Strzelców Wielkopolskich. Początkowo składała się z czterech pułków piechoty: 1 pp (późniejszy 55 Poznański pp), 2 pp (późniejszy 56 pp), 3 pp (późniejszy 57 pp im. Karola II króla Rumunii) i 4 pp (późniejszy 58 pp Wielkopolski). 10 grudnia 1919 roku rozkazem Ministerstwa Spraw Wojskowych dywizję przemianowano na 14 Dywizję Piechoty Wielkopolskiej. Dowództwo dywizji mieściło się w Poznaniu. 8 maja 1919 roku Hipolit Jazdon otrzymał przydział do 9 kompanii 3 pułku Strzelców Wielkopolskich, przemianowanego następnie w 57 Pułk Piechoty Wielkopolskiej im. Karola II Króla Rumunii, który wchodził w skład 14 dywizji piechoty i do 1939 roku stacjonował w Poznaniu (ul. Szylinga).

  12. Leon Bukowiecki (ur. 9 sierpnia 1916 w Cichowie, zm. 2 maja 2005 w Warszawie) W 1946 osiadł w Łodzi, gdzie wspólnie z Jerzym Giżyckim i Zbigniewem Piterą powołał do życia tygodnik "Film"; był pierwszym sekretarzem redakcji. Po przeprowadzce do Warszawy pisał recenzje filmowe m.in. do "Rzeczypospolitej", "Przeglądu Socjalistycznego", "Robotnika", "Trybuny Ludu". Przez 25 lat prowadził kino studyjne "Bajka" w Warszawie, potem kino "Muranów". Był również społecznym kuratorem dla nieletnich sądu warszawskiego.

  13. Mistycyzm teozoficzny był mocno inspirowany kulturą Indii. Jednym z ważniejszych symboli jest w niej swastyka. I właśnie symbolizujący słońce, a kojarzący się współcześnie w Europie ze zbrodniami znak teozofowie umieścili na swojej pieczęci. Na okrutną ironię zakrawa fakt, że jako wyznawca teozofii, przyszły przywódca antynazistowskiego oporu - generał Michał Tokarzewski-Karaszewicz był jedną z trzech osób w Polsce mających prawo do noszenia srebrnej swastyki. Zainteresowanie teozofią nie mogło nie mieć wpływu na jego religijność. W 1925 roku został członkiem, a 14 listopada 1926 roku kapłanem związanego z Towarzystwem teozoficznym, kościoła liberalno-katolickiego. W 1924 roku działał w lożach: "Tomasz Zan", "Święty Graal" i "Św. Michał Archanioł". Trzynaście lat później osiągnął najwyższy, 33. stopień wtajemniczenia w Rycie Szkockim.

  14. Związek Kosynierów uformowany został w Wielkopolsce przez generała Mielżyńskiego i podzielony na gminy, czyli był podobny do związku Karbonariuszy. Wysłany stamtąd do Warszawy generał Umiński sprawił, że 1-go maja 1821r. wolnomularstwo narodowe połączyło się z Kosynierami w jeden tajny związek, mający nazwę Towarzystwo Patriotyczno Narodowe. Organizacja tego związku była karbonarska, tj. podstawą jej była gmina z 10 członkami; 10 gmin tworzyło gminę okręgową, a kilka okręgów gminę prowincjonalną; co do działania zaś podzielono całą Polskę na siedem prowincji, w których miała się rozpocząć propaganda patriotyczna. (na podstawie św. bp Józef Sebastian Pelczar "Masoneria. Jej istota, zasady, dążności, początki, rozwój, organizacja, ceremoniał i działanie.")

  15. 10 kwietnia 1848r. do Poznania dotarł pieszo, bo wjazd dyliżansem był wzbroniony - Juliusz Słowacki. 28 kwietnia w Miłosławiu Komitet Narodowy, w którego skład wchodzili Stefański, Libelt, Andrzejewski i inni (frakcja lewa) ogłosili swoim wodzem Mierosławskiego i oświadczyli, że bić się będą o Polskę demokratyczno-republikańską. Tak więc przyjazd Słowackiego do Poznania nastąpił w chwili mało dla powstańców pomyślnej. Młodzi towarzysze Juliusza ruszyli w pole, on sam, chory już i zgorączkowany, pozostał w mieście, gdzie zamieszkał u rodziny Bukowieckich na Piekarach. Jeden z synów gospodarza tak po latach opisuje pierwszy wieczór pobytu Juliusza w tym domu: "Staję u progu, poeta w czarnym ubraniu, wsparty na obu dłoniach, tak głęboko zaczytany, że nie widzi, nie słyszy głośnych ukłonów. Podchodzę do niego - widzę jego blade, ciemne oblicze pochylone nad księgą... - to Pismo Święte. Onieśmielony szepnąłem zlecenie, a gdy spojrzał i odezwał się do mnie, tom czuł, że mu dziecinnie przerywam rozmowę, jaką on w tej chwili z samym Bogiem toczył, rozmowę o Ojczyźnie, której próg po tylu latach po raz pierwszy przestąpił z tak silnie bijącym sercem. Czułem, że mię ogarnia bojaźń i wstyd i wybiegłem". Nazajutrz po Wielkanocy w mieszkaniu starego majora Bukowieckiego zjawił się patrol, który polecił Słowackiemu opuszczenie Poznania. Poeta ruszył w stronę postoju dyliżansów, ale wstąpił jeszcze do cukierni Prevostiego, by pokrzepić się winem przed podróżą. Spotkał tam młodego Bukowieckiego, któremu miał wypowiedzieć ostatnie wówczas zdanie na poznańskiej ziemi: "Gdy znowu wlokę się w daleki świat, a wiem, że na zawsze, więc strzemiennego polskim obyczajem. Gorzki to kielich pożegnania, wychylam go za wszystkich w twoje ręce, do wszystkich twoich, do wszystkich. Powiedz im o tym - gdy ich zobaczysz!".

  16. Na środku fartuszka widoczny wyraźnie znak graficzny "pentagram" - satanistyczny symbol przedstawiający gwiazdę pięcioramienną, której każde z ramion wyobraża inny element wszechświata. Gwiazda ma symbolizować ludzkość, a jej punktem szczytowym jest ludzkość sięgająca nieba, natomiast punkty na dole to ludzkość stojąca okrakiem nad światem przyrody. Pentagram w sposób graficzny i symboliczny odzwierciedla głowę kozła - rogatą kozę Mendesa z mitologii starogermańskiej, kozła Baphometa, któremu rzekomo oddawali cześć templariusze, jeden ze sposobów wyśmiania ofiary Chrystusa - Baranka (niekiedy znak ten przybiera postać gestu - złożenia dłoni z wystawionymi 2 palcami na kształt rogów). Reprezentuje on Siły Ciemności w połączeniu z rozrodczą płodnością kozła. Widoczny nad pentagramem topór, który w wolnomularstwie oznacza przedmiot do zabijania ofiarnych zwierząt uzyskuje tym samym rangę symbolu władzy i godności. Wolnomularze informują swych adeptów, iż pentagram oznacza pięć ran Chrystusa i klucz do królestwa niebieskiego oraz że symbolizuje wszechwiedzę i inteligencję. Znajdująca się w środku litera "G" oznacza Geometrię, która jest fundamentem nauk ścisłych, a także rządzącą ruchem ciał i materii Grawitację i wiedzę ezoteryczną - Gnoza. Odchodzące płomienie między ramionami gwiazdy symbolizują ogień, którego znaczenie wolnomularze odnoszą do zasady wszechrzeczy Heraklita: "Tego świata, jednego i tego samego świata wszechrzeczy, nie stworzył ni żaden z bogów, ani żaden z ludzi, lecz był on, jest i będzie wiecznie żyjącym ogniem zapalającym się według miary i według miary gasnącym." (Prawdopodobnie nie jest to opis piekła i takie skojarzenia są nie na miejscu :)

  17. Młotek symbolizuje masonom władzę, siłę i moc. Uderzenie nim inicjuje i kończy posiedzenie loży. W przeciwieństwie do młotka używanego do cięcia kamienia, który oczyszcza wnętrze człowieka - młotek drewniany zyskał znaczenie symbolu śmierci oraz sumienia wolnomularza. Na wystawionych młotkach sprofanowana "Gwiazda Dawida", która umieszczona w okręgu symbolizuje przeplatanie się świata ludzi ze światem bogów - poszczególne światy symbolizują trójkąty, będące magicznymi trygramami. Dwa złączone trójkąty równoboczne oznaczają połączenie ducha z materią. Wolnomularze nazywają "Gwiazdę Dawida" heksagramem, który symbolizuje makrokosmos, podczas gdy pentagram mikrokosmos. Do heksagramu nawiązują splecione cyrkiel i węgielnica.

  18. Klucz w wolnomularstwie oznacza milczenie i roztropność. W Piśmie Świętym jest symbolem władzy nad bramami nieba i piekła: "I widziałem anioła zstępującego z nieba, mającego klucz do piekła" (Apok. 20, 1) Mówi Syn Człowieczy: "Mam klucze śmierci i piekła" (Apok. 1, 18). Złoty klucz jest dla masona emblematem wiedzy filozoficznej, oczyszczenia, władzy, potęgi, nadświadomości. Dogryzający katolikom John Milton (1608-1674) - autor "Raju utraconego", w którym bohaterem uczynił szatana i jego zwolenników stwierdził w jednym z utworów: "Przecież niektórzy dążą właściwymi krokami do tego, by położyć sprawiedliwe dłonie na złotym kluczu, co otwiera pałac Wieczności" (Comus 12)