Andrzej Jazdon, Irena Kordzińska:


Obrońca Rzeczypospolitej, czyli historia Hipolita Jazdona




Hipolit Jazdon urodził się 10 sierpnia 1884r. w Wijewie k. Wschowy.


Działalność do 1919 roku

          W latach 1891-1899 (1900?) uczęszczał najpierw do szkoły podstawowej w Wijewie, a następnie do szkoły rolniczej we Wschowie, uzyskując zawód agronoma.
          W roku 1903 (lub 1904) został powołany i odbył służbę w wojsku niemieckim. W latach 1906-1914 zdobył praktykę i wiedzę rolniczą. Pracę rozpoczął jako elew w gospodarstwie pp. Hertlów w Drzewcach pod Lesznem, a następnie pomagał prowadzić gospodarstwo rolne k. Środy Wlkp., należące do Niemki (radczyni). Gospodarzył bardzo dobrze i podupadły majątek wyprowadził z zadłużenia. Właścicielka majątku bardzo szanowała Ojca, otaczała go opieką, dbała o dalszy rozwój zawodowy, a także kulturalny (np. wyjazdy do Poznania do teatru i opery). W 1914 roku po wybuchu I wojny światowej został wcielony do wojska niemieckiego i walczył na froncie zachodnim. W 1916 roku został ranny pod Verdun we Francji. Służbę wojskową zakończył w stopniu sierżanta. Powrócił do majątku k. Środy Wlkp.
          30 lipca 1916 roku (polecony przez w/w Niemkę) podjął pracę jako kierownik gospodarstwa w Łaziskach k. Wągrowca. Tu zastał go wybuch Powstania Wielkopolskiego, w którym brał czynny udział (w końcowej fazie powstania).
          23 kwietnia 1919 roku został skierowany do szkoły oficerskiej w Biedrusku k. Poznania.
          8 maja 1919 roku otrzymał przydział do 9 kompanii 3 pułku Strzelców Wielkopolskich, przemianowanego następnie w 57 Pułk Piechoty Wielkopolskiej im. Karola II Króla Rumunii (z okazji jego pobytu w Polsce i objęcia honorowego szefostwa pułku). Pułk ten wchodził w skład 14 dywizji piechoty i do 1939 roku stacjonował w Poznaniu (ul. Szylinga), kiedy to otrzymał przydział do Armii Poznań.


W górnym rzędzie, pierwszy od prawej Hipolit Jazdon

Szkolenie oficerów 3 pułku Strzelców Wlkp. Zdjęcie wykonane prawdopodobnie w Poznaniu przed koszarami przy ul. Szylinga, w maju lub czerwcu 1919 roku. Hipolit na zdjęciu, w drzwiach z tyłu, drugi od prawej

Wojna polsko-bolszewicka

          W maju 1919 roku pułk został ostatecznie sformowany i odszedł do Ostrowa Wlkp.
          29 lipca 1919 roku Hipolit Jazdon odjechał w stopniu podporucznika na front litewsko-białoruski. Twierdzę Bobrujsk zdobył wraz z pułkiem 28 czerwca 1920 roku, a 30 lipca 1920 roku pod wsią Iwanowce pułk bagnetami utorował sobie drogę odwrotu. Następnie pułk wszedł w skład grupy uderzeniowej gen. Edwarda Rydza-Śmigłego. Do linii Płyczy dotarł 14 października 1920 roku.
          Naczelny Wódz Józef Piłsudski 6 grudnia 1920 roku udekorował sztandar pułku Srebrnym Krzyżem Orderu Virtuti Militari. Tym samym rozkazem za wykazane męstwo i bohaterstwo w wojnie polsko-bolszewickiej, w szczególności za śmiały atak, który na czele swej kompanii przeprowadził pod Garwolinem w dniu 16 sierpnia 1920 roku Hipolitowi Jazdonowi został przyznany Srebrny Krzyż Orderu Virtuti Militari 5 kl. (nr 4629). Ponadto trzykrotnie został odznaczony Krzyżem "Walecznym na polu chwały".
          28 lutego 1921 roku został awansowany do stopnia porucznika i przeszedł do rezerwy.


Hipolit Jazdon na ulubionej klaczy "Krewka".

Okres międzywojenny 1920-1939

          Dnia 3 sierpnia 1921 roku, za namową przyjaciela z wojska Szyftera, po 7 latach walk na różnych frontach Hipolit Jazdon przybył do Koszkowa k. Borku Wlkp., gdzie został administratorem majątku hr. Rogera Raczyńskiego - ambasadora RP w Rumunii, brata hr. Edwarda Raczyńskiego - ambasadora RP w Anglii, a następnie prezydenta RP w Londynie oraz wnuka hr. Edwarda Raczyńskiego - fundatora Biblioteki Raczyńskich w Poznaniu. Obok Koszkowa w skład dóbr hr. Rogera Raczyńskiego wchodziły także m.in. majątki w Jeżewie, Dąbrówce Wlkp., i Rogalinie.
          Majątkiem w Koszkowie administrował do wybuchu wojny w 1939 roku.


Janina Jazdon (żona Hipolita), Mieczysław Ofierzyński (szwagier Hipolita, brat Janiny - przedwojenny oficer kontrwywiadu), Hipolit Jazdon i brat Ludwik.

Mieczysław Ofierzyński (szwagier), Hipolit Jazdon i brat Ludwik.

Okoliczności poznania małżonki Janiny z d. Ofierzyńskiej

          W 1921 roku Hipolit Jazdon miał już 37 lat i wreszcie nastał czas na ustabilizowanie swojego prywatnego życia. Poznanie przyszłej żony Janiny Ofierzyńskiej nastąpiło za pośrednictwem Zbigniewa Śmiechowskiego - kolegi Hipolita z wojska, który był pierwszym synem małżeństwa Franciszka Śmiechowskiego (hotelarza i restauratora w Borku) i Marii Paprzyckiej. Po śmierci męża Maria Paprzycka wyszła po raz drugi za mąż za Jana Ofierzyńskiego, ojca Janiny, przyszłej żony Hipolita. Kolega Zbigniew Śmiechowski zaprosił Hipolita Jazdona na modną wówczas grę w karty do domu dziadka Jana, w Borku przy ul. Zdzieskiej 31. Tu Hipolit po raz pierwszy zobaczył swoją przyszłą żonę Janinę, 21 letnią wówczas nauczycielkę szkoły powszechnej w Borku i działaczkę harcerstwa polskiego (skautingu) oraz Katolickiego Koła Pań w Borku.
          Następne spotkanie miało miejsce 30 listopada 1921 roku na uroczystym przedstawieniu z okazji wybuchu powstania listopadowego. Tata ubrany w mundur porucznika zasiadł w pierwszym rzędzie. Na tym przedstawieniu jak twierdziła Mama Janina, po raz pierwszy zwróciła uwagę na przystojnego porucznika. Kolejne spotkanie Hipolita i Janiny nastąpiło na zabawie w drugi dzień Świąt Bożego Narodzenia 1921 roku. Kilkanaście dni później Hipolit Jazdon napisał oficjalny list do Jana Ofierzyńskiego ojca Janiny, w którym wyraził chęć poślubienia jego najmłodszej córki. Jan Ofierzyński pierwotnie nie zgadza się. Wpływ na to miała na pewno duża różnica wieku (16 lat), fakt, że nie poślubione były jeszcze starsze córki, a także osoba "wprowadzającego" - Zbigniewa Śmiechowskiego, który choć był przyrodnim synem Ojca Janiny to nie cieszył się u Jana większą sympatią i poważaniem. Hipolit był jednak uparty (ach ta cecha Jazdonów), nadal nalegał i do oficjalnych oświadczyn, a zarazem zgody Ojca Janiny, Jana doszło dopiero po świętach wielkanocnych, dokładnie po rodzinnej naradzie Jana Ofierzyńskiego w Toruniu u wujostwa Niemczyków.
          Ostatecznie Mama Janina wyraziła zgodę na wyjście za mąż za Hipolita w dniu 16 maja 1922 roku. Zaręczyny nastąpiły w dniu 2 lipca w odpust Matki Boskiej Pocieszenia na Zdzieżu (w Borku).
          Ślub odbył się 18 października 1922 roku w Borku przed ołtarzem Matki Boskiej Pocieszenia (Uwaga! W tym samym kościele ślub brało troje dzieci Hipolita i Janiny - Włodzimierz, Irena (1951) oraz Andrzej (1962r.).
          W tym samym dniu odbył się także ślub drugiej córki Jana Ofierzyńskiego Bronisławy z Chmarą. Uroczystość weselna (wspólna) odbyła się w Borku w domu przy Zdzieskiej 31. Gości było niewielu. Ze strony Hipolita przyjechał tylko jego ukochany brat Ludwik.
          Na drugi dzień po ślubie Janina Jazdon wyprowadziła się z domu rodzinnego w Borku do Koszkowa. Odbyło się to bardzo uroczyście. Powóz zaprzęgnięty w cztery konie wiózł Parę Młodą z Borku do Koszkowa (ok. 7 km). Przed lasem w Koszkowie witała ich orkiestra i trąbki myśliwskie. Przed bramą majątku Koszkowo pracownicy wyprzągneli konie i sami zaciągnęli powóz przed dom.




Janina Ofierzyńska z Hipolitem Jazdonem

Ślub Janiny Ofierzyńskiej z Hipolitem Jazdonem oraz Bronisławy Ofierzyńskiej z Chmarą. Zdjęcie zrobione w domu od strony ogrodu. Rozpoznane osoby - za Hipolitem stoi Mieczysław Ofierzyński (brat Janiny); w środku między parami - Jan Ofierzyński. W rzędzie górnym - pierwszy z lewej Ludwik Jazdon, a pierwszy z prawej Jan Niemczyk. II rząd od góry - pierwszy z prawej (łysy) Stefan Koller (mąż Joanny Śmiechowskiej - przyrodniej i ukochanej siostry Janiny). Poniżej Ludwika J. - nad Chmarą stoi Maria Niemczyk (starsza siostra Janiny).

          W ten sposób Janina i Hipolit rozpoczęli najszczęśliwsze 17 lat ich małżeństwa, aż do wybuchu II wojny światowej. W Koszkowie urodziły się ich kolejne dzieci: Maria (24.07.1923- umiera 28.10.1924), Włodzimierz (29.08.1925), Irena (16.06.1927), Aleksander (15.03.1929), Ewa (1.12.1932- umiera przy porodzie) oraz Andrzej (15.10.1938).
          W Koszkowie Hipolit i Janina zamieszkali w bardzo wygodnym (11 pokoi) domu. Ojciec administrował majątkiem (ok.600ha), na którym stale pracowało ok. 20 rodzin. Janina prowadziła gospodarstwo domowe (dom, ogród ok.5000m2 oraz inwentarz domowy) przy pomocy kucharki, dwóch pokojówek i bony do dzieci. Hipolit zarabiał 250 zł. miesięcznie+ deputat (zboże, ziemniaki, 18 l mleka dziennie, oraz na rok 2 świnie a' 100 kg). Hipolit dostawał też miesięczny dodatek za Krzyż Orderu VM. Ponadto Hipolit był zamiłowanym myśliwym (miał 12 rodzajów broni myśliwskiej), tak że nigdy nie brakowało zwierzyny z polowań - kuropatwy, bażanty, zające (a za zezwoleniem hrabiego Rogera Raczyńskiego otrzymywał także zgodę na odstrzał grubego zwierza - sarny, dziki).
          Janina prowadziła bardzo intensywne gospodarstwo ogrodnicze (6 inspektów, szparagarnia, truskawki, itp., hodowała także bardzo liczny inwentarz - ok. 200 kur, 30 indyków, 50 kaczek, 20 gęsi, perliczki).
          W ten sposób żyjąc bardzo gospodarnie mogli rocznie odłożyć ok. 3000,00 zł. Pieniądze odkładali na upragnione przez Hipolita własne gospodarstwo. Zakupili je w końcu w dniu 29 sierpnia 1929 roku, w dzień imienin Janiny. Było to 70ha gospodarstwo położone w Porębie na pograniczu powiatów jarocińskiego i gostyńskiego, wzdłuż linii kolejowej Jarocin - Gostyń - Leszno, pomiędzy stacjami Wojciechowo (pow. Jarocin), a Borek Wlkp. (pow. Gostyń). Gospodarstwo zostało zakupione od Niemca Gotfrida za sumę 117 000 złotych. Swoich odłożonych pieniędzy mieli 36 000,00. Z Banku Ziemskiego w Borku uzyskali pożyczkę, a ponadto Dziadek Jan (ojciec Janiny) sprzedał w Borku dom z drogerią (drogerzyście Wentlandowi) i kwotę 50 000,00 też przeznaczył na Porębę. Gospodarstwo było dość zaniedbane. Zabudowania obejmowały dom mieszkalny, świniarnię ze spichrzem, stajnię z szopą i magazynem oraz kurnik i szopę warsztat. W Porębie pierwotnie gospodarzyli krewni Hipolita (Napieralscy - staruszkowie), a po dwóch latach Hipolit osiedlił w Porębie swojego włodarza z Koszkowa (nadzorca robotników) Kubiaka. Sam, co najmniej raz w tygodniu dojeżdżał z Koszkowa do Poręby (ok. 10km) i z Kubiakiem ustalał zadania na kolejny tydzień.
          Hipolit planował przeprowadzkę do Poręby w 1940 roku pracując do tego czasu w Koszkowie. Krewny, architekt Edmund Rajewski z Jarocina opracował już projekt nowego domu mieszkalnego (piętrowego).
          W okresie międzywojennym w Koszkowie Hipolit z żoną Janiną prowadził bardzo bogate życie towarzyskie. Odwiedziny wzajemne w sąsiednich majątkach (Dąbrówka, Jeżewo, Strzelce Wlkp., Grodnica) z okazji imienin, chrzcin, a także uroczystości państwowych i religijnych - 3 maja, 11 listopada, 15 sierpnia, Wielkanoc, itp. W okresie zimy Rodzice wyjeżdżali też do rodziny, np. do Krzywinia do Stefanii Ofierzyńskiej, do Jarocina - wujek Rajewski, do Międzychodu (brat Ludwik), do Pinki do Niklów, itp. W okresie lata, a szczególnie wakacji do Koszkowa przyjeżdżali liczni goście z rodziny z dziećmi.
          Ten szczęśliwy i owocny okres pobytu w Koszkowie przerwał wybuch II wojny światowej w dniu 1 września 1939 roku.


Siedzą: Jan Ofierzyński i Jan Niemczyk (?) Stoją od prawej: Kazimierz Ofierzyński z żoną Stefanią, Ludwik Jazdon, Witold Koller, Janina i Hipolit Jazdon, Joanna Koller z mężem Stefanem oraz Zychu Koller.

Koszkowo. Hipolit Jazdon w dokarcie przed wyjazdem na przegląd pól.

Okres II wojny światowej 1 września 1939 - marzec 1945

          Pod koniec listopada 1939 roku Hipolit Jazdon otrzymał od władz niemieckich polecenie opuszczenia Koszkowa w ciągu jednego dnia. Spodziewając się takiej decyzji okupanta Hipolit od początku wojny poczynił już pewne starania w celu zabezpieczenia mienia. Część rzeczy przewieziono do Poręby, część do dziadka Jana w Borku. Po otrzymaniu polecenia Hipolit z rodziną (po całonocnym pakowaniu dobytku) przeniósł się do Borku, na ulicę Zdzińską 31 do Dziadka Jana).
          W dniu 15 marca 1940 roku Niemcy zabrali naszą rodzinę i zostaliśmy wywiezieni (pociągiem: Wojciechowo - Jarocin - Poznań) do obozu przesiedleńczego w Poznaniu przy ul. Głównej. Na osobę mogliśmy zabrać jedynie 25kg bagażu. W Poznaniu zostaliśmy ulokowani w nie ogrzewanym baraku magazynowym. Wyglądał on w ten sposób, że w środku baraku był tor kolejowy, po którym wjeżdżał pociąg, a po bokach rampy rozładowczo- magazynowe, na której przydzielono nam skrawek miejsca.
          15 maja zostaliśmy wywiezieni do Generalnej Guberni, wpierw do wsi Biardy k. Lublina, gdzie u gospodarza otrzymaliśmy jeden zawszony pokój. W listopadzie 1940 roku Hipolit otrzymał od administracji niemieckiej nakaz przeprowadzki do Charlejowa, gdzie miał prowadzić gospodarstwo rolnicze o pow. 150ha.
          W 1942 roku otrzymał kolejne polecenie przeprowadzki do Świdna k. Kraśnika, gdzie miał administrować kolejnym gospodarstwem rolnym ok. 500ha, przejętym przez Niemców od właściciela polskiego. Tak w jednym, jak i drugim przypadku o takiej decyzji administracji niemieckiej decydował fakt posiadania przez Hipolita wykształcenia i doświadczenia rolniczego, a nade wszystko pierwszorzędna znajomość języka niemieckiego. W tym czasie Hipolit nawiązał ścisłe kontakty z partyzantami z oddziałów Armii Krajowej, Batalionów Chłopskich, NSZ. Po pseudonimem "Perkun" dzielił się z nimi swoją bogatą wiedzą wojskową i prowadził szkolenie. Z racji tych kontaktów po wkroczeniu w lipcu 1944 roku wojsk rosyjskich został dwukrotnie przesłuchiwany przez NKWD. Uprzedzony o zamiarze aresztowania w dniu 29 sierpnia 1944 roku (dzień imienin żony Janiny i syna Włodzimierza) uciekł ze Świdna (tak jak stał), wpierw do Lublina do znajomych p.p. Patyków (aptekarze ze Wrześni), a następnie do Mielca do bratowej żony, Stefanii Ofierzyńskiej. Rodzina została w sierpniu 1944 roku wysiedlona ze Świdna do Bęczyna, gdzie bardzo prawy rolnik Bronisław Gajewski udostępnił nam (4 osoby) jedną izbę w swoim skromnym dwu izbowym domu.
          W lutym 1945 roku Hipolit wrócił z Mielca, zorganizował transport i w marcu 1945 roku w wagonie towarowym wrócił z rodziną (bez syna Włodzimierza wywiezionego przez NKWD na Ural) do swojego gospodarstwa w Porębie (po pięcioletniej tułaczce wojennej).


Od lewej: Aleksander Jazdon (syn), Janina (żona), Andrzej (syn), Hipolit, Irena (córka)


Od lewej: Krysia Chmarzanka, Janina Jazdon (żona), Aleksander Jazdon (syn), Hipolit Jazdon, Irena Jazdon (córka), Andrzej Jazdon (syn), Włodzimierz Jazdon (syn).

Pobyt w Porębie marzec 1945 - sierpień 1952r.

          Po przybyciu do Poręby Hipolit bardzo energicznie przystąpił do odbudowy podupadłego gospodarstwa. Wybudował dużą (ok.2000m2) oboro-stodołę oraz uzupełnił pogłowie inwentarza, przetrzebione przez wojska niemieckie, a później rosyjskie. W 1950 roku stan inwentarza wynosił 7 koni, ok. 20 krów i ok. 35 tuczników.
          Niestety od 1947 roku rozpoczyna się znany ogólnie, potworny okres agresywnego stalinizmu, który na wsi wyraża się bezwzględną walką z kułactwem. Różne ataki i naciski na Ojca Hipolita, nieustanne tzw. domiary w podatkach i przymusowe dostawy inwentarza spowodowały, że organizm tego nie wytrzymał. W upalny lipcowy dzień 1950 roku w okresie żniw Hipolit stracił przytomność w wyniku wylewu krwi do mózgu, co z kolei spowodowało rozległy paraliż. Nie mogąc podołać ciężarom i narastającemu (celowo wywołanemu przez administrację) zadłużeniu gospodarstwa, żona Hipolita Janina podjęła dramatyczną decyzję i w sierpniu 1952 roku opuściła Porębę i przeprowadziła się z chorym mężem i synem Andrzejem do Borku na ul. Zdzińską 31 do domu swojego ojca Jana Ofierzyńskiego. Gospodarstwo zostało częściowo sprzedane (zabudowania i ok. 20ha), a pozostała część przekazana na rzecz skarbu państwa z tytułu zadłużenia oraz na rzecz bardzo skromnej renty dla Janiny.


Zdjęcie zrobione w Borku w ogrodzie Jana Ofierzyńskiego (ul. Zdzieska 31). Mógł to być 1953 rok. Od lewej: Maria Niemczyk z d. Ofierzyński, Janina Jazdon (z d. Ofierzyński), Jerzy Niemczyk, Jan Ofierzyński (87 lat), Hipolit Jazdon (69 lat), Andrzej Jazdon, Mirosława Jazdon (żona Włodzimierza) z córką Hanią, Włodzimierz Jazdon.

Jedno z ostatnich zdjęć Hipolita Jazdona z wnukiem Andrzejem

Ostatni okres życia Hipolita Jazdona

          Pomimo leczenia stan zdrowia Hipolita poprawił się w niewielkim stopniu. Mógł jedynie powoli chodzić i jako tako samodzielnie egzystować. Mówił już niewyraźnie, był bardzo wrażliwy na wszelkie wspomnienia i bardzo łatwo się rozczulał. W takim stanie, żyjąc bardzo skromnie i spokojnie w Borku pod stałą, troskliwą opieką swojej żony Janiny, Hipolit dożył do 73 roku życia. Okoliczności śmierci były następujące.
          10 lipca 1957 roku około godziny 14.00 syn Andrzej otrzymał od kolegi Zdzisława Stachury wiadomość z Poznania, że został przyjęty na Politechnikę Poznańską. Ojciec Hipolit bardzo ucieszył się tą wiadomością. Tak jak robili to codziennie, wraz z żoną Janiną udał się do kościoła na Zdzieżu (ok. 200m od domu) na mszę św. na godz. 19.00. Do idących nieco później na tą mszę św. syna Andrzeja z kolegą Tadeuszem Dopierałą dobiegła z kościoła Maryla Wierachowska (daleka krewna) z informacją, że Ojciec Hipolit zasłabł. Gdy Andrzej popędził do kościoła zobaczył czterech mężczyzn wynoszących nieprzytomnego, lecz dającego jeszcze oznaki życia Ojca. Ułożyli Go na trawniku przed kościołem, a głowę podtrzymywał, a następnie ułożył na swych nogach syna Andrzej. W takiej półleżącej pozycji Hipolit Jazdona zmarł 10 lipca 1957 roku ok. godziny 19.20.


          Został pochowany na cmentarzu parafialnym w Borku, w grobowcu rodzinnym Ofierzyńskich, gdzie spoczywa wraz z żoną Janiną (zmarła 27 lipca 1988 roku) oraz córkami : Marią i Ewą. *

Czy Hipolit wspominał swego ojca Wojciecha?

Andrzej Jazdon: O Wojciechu Jazdonie mam jedynie skromne relacje od Matki Janiny - żony Hipolita. Wg tych informacji Wojciech był mężczyzną bardzo przystojnym, lubiącym się podobno procesować.

Irena Kordzińska: Z opowiadania Ojca pamiętam, że Dziadek Wojciech był bardzo surowy. Opowiadał też Ojciec często o jadłospisie, który obowiązywał w czasie Wielkiego Postu. Podstawą był suchy chleb i czarna kawa, śledzie, a także ziemniak w mundurkach z olejem lnianym, z solą i drobno krojoną cebulką.

Czy spotykał się z rodzeństwem?

Andrzej Jazdon: Kontakty Hipolita z rodzeństwem miały głównie miejsce w Koszkowie oraz w pierwszych latach po II-giej wojnie światowej. Nie były to kontakty zbyt częste (obowiązki). Bez wątpienia Hipolit najbliższe kontakty (dwustronne) utrzymywał z najmłodszym bratem Ludwikiem, a także z gospodarującym na ojcowiźnie bratem Franciszkiem. Osobiście pamiętam tych dwóch braci, którzy odwiedzili nas w Porębie, a i Tata do nich jeździł.

Irena Kordzińska: Najczęstsze kontakty mieli z wujkiem Ludwikiem, którego jako dzieci bardzo lubiliśmy. W okresie letnim jeździliśmy w niedzielę do Międzychodu, do Donatowa, a także do Pinki. Pamiętam także Komorowo i Karnę, gdzie jeździliśmy przy okazji odwiedzin u Cioci Maryli Niemczykowej w Żodyniu. Z opowiadań wiem, że przyjeżdżały do nas Adela i Helena. Pamiętam natomiast Janka Nowaka, który był na praktyce w Koszkowie. Rodzice jeździli też na śluby i I Komunie święte. Na mojej I Komunii świętej był Wujek Franek z Janinką - on także był chrzestnym Andrzeja.

Czy był osobą pobożną?

Andrzej Jazdon: Był osobą głęboko wierzącą i praktykującą. Wspierał też różne działania Kościoła, m.in. poprzez działalność w kole parafialnym, a także w komitecie budowy kościoła parafialnego w Cerekwicy pow. Jarocin (po II wojnie światowej). Szczególną pobożność ojca przypominam sobie w ostatnich latach jego życia w Borku, gdzie codziennie chodził z Mamą na mszę św.

Irena Kordzińska: Ojciec był głęboko wierzący. Normalną praktyką w naszym domu był codzienny pacierz i litania do Serca Jezusowego, do którego Ojciec miał wielkie nabożeństwo.

Czy był patriotą?

Andrzej Jazdon: Patriotyzm Hipolita to nade wszystko Jego mężna i ofiarna walka z najęźdźcą bolszewickim, a następnie wspieranie (szkolenie i pomoc żywnościowa) partyzantów (AK, BCh, NSZ) walczących z okupantem hitlerowskim. W okresie pokoju patriotyzm Hipolita Jazdona wyrażał się przede wszystkim w patriotycznym wychowaniu dzieci, czynnym udziale w patriotycznych rocznicach, a także w solidnym, perfekcyjnym wykonywaniu swoich obowiązków.

Irena Kordzińska: Rodzice brali udział w różnych stowarzyszeniach, wykonywali społeczne prace, np. działalność w Towarzystwie Czytelni Ludowych. Zimą Ojciec pomagał w rozprowadzaniu skrzyni z książkami po wsiach, a latem te skrzynie przywożono do Koszkowa, gdzie były od nowa okładane papierem, sklejane i w miarę możliwości doprowadzane do porządku, aby później w zimie mogły służyć ludziom. Ojciec był też prezesem kółka rolniczego, gdzie na zebraniach przekazywał wszystkie swoje wiadomości dotyczące rolnictwa (te kółka rolnicze były organizowane przy parafiach).
          Kochał wojsko. Często w okolicy Koszkowa odbywały się manewry. Wtedy Mama z nami wyjeżdżała do Dziadka do Borku, a nasz dom był do dyspozycji wojska. Ojciec brał udział we wszystkich uroczystościach pułkowych, a raz w roku Rodzice jeździli na bal organizowany w kasynie oficerskim w Poznaniu.

Jakie miał pasje?

Andrzej Jazdon: Pasje Hipolita to bez wątpienia wojskowość i wojaczka, myślistwo i rolnictwo (kolejność może nieco inna).
          O wojsku i swoich przygodach z nim, a szczególnie o wojowaniu opowiadał bardzo chętnie. Ogromnie żałuję, że jako dziecko i młody chłopak nie umiałem tego docenić i niewiele pamiętam (np. o morderczych marszach "do przodu i do tyłu" jakie odbywał ze swoją kompanią w czasie wojny bolszewickiej, do 70km dziennie, o bezpośrednich walkach "gdy kule gwizdały", a Ojciec uspokajał żołnierzy mówiąc, że "żołnierz strzela, a Pan Bóg kule nosi" oraz "nie każda kula rani i zabija, bo gdyby tak było to już ludzi na ziemi by zabrakło".
          Niezmiernie kochał myślistwo i to nie tylko polowanie, lecz nade wszystko dbałość i ochronę (dokarmianie) zwierzyny. Chętnie też opowiadał o przygodach myśliwskich. Był stałym abonentem "Łowcy polskiego" oraz działaczem koła myśliwskiego.
Rolnikiem był z wykształcenia i zamiłowania. Otwarty na nowinki, stale czytał literaturę rolniczą. Działacz "Gromady Rolnik Polski". Był osobą towarzyską. W Koszkowie Rodzice mieli grono przyjaciół i często wzajemnie się odwiedzali. W okresie wakacji i różnych świąt religijnych i państwowych przyjeżdżało do Koszkowa wielu gości rodzinnych.

Irena Kordzińska: Ojciec kolekcjonował broń. W szafie bibliotecznej jedna część była wyłożona zielonym suknem i miała specjalne uchwyty na różnego rodzaju broń: karabiny, szable i bagnety. Tato opowiadał o każdej sztuce, a najbardziej chwalił się jakimś starym karabinem austriackim. Wszystko to zaraz po wejściu zabrali Niemcy.
          Pamiętam dobrze Ojca mundur. W pamięci utkwił mi Ojciec w tym mundurze, gdy wyjeżdżał na wojnę w 1939r. i żegnał się z nami.
          Bardzo lubił polowania. Miał świetny wzrok i z daleka wypatrywał zwierzynę. Równocześnie dbał o zwierzęta. W parku były wydzielone miejsca, na które wysypywano poślad po młócce. Ojciec w szarówce stawał w oknie i liczył bażanty, które tam przychodziły. One nocowały na świerkach w parku.

Czy miał swoje powiedzonka?

Andrzej Jazdon: Zapamiętałem kilka: "holipa", "ty bolszewiku" - najbardziej negatywna ocena oraz w stosunku do Mamy "moja pupa" od niemieckiego "die puppe" - lalka, często źle interpretowane : ?

Czy miał ulubione zwierzęta?

Andrzej Jazdon: Na pierwszym miejscu konie w ich podwójnej roli, jako pociągowe i pod siodło. Na drugim miejscu psy, a na trzecim gruba zwierzyna leśna - sarny, jelenie, łosie. Nie darzył sympatią ptactwa domowego, szczególnie kaczek (nieustanne obżartuchy) oraz indyków (b.głupie).

Irena Kordzińska: Na pierwszym miejscu konie - młode, krewkie klacze. Miał przed wojną właśnie takiego konia, który zwał się Krewka, a to imię odpowiadało jej charakterowi. Z daleka było słychać jak Ojciec wraca z pola.

Jakich miał przyjaciół?

Andrzej Jazdon: Z tego co wiem to w Koszkowie przyjaźnił się głównie z osobami tej samej profesji, a więc zarządcami innych majątków, a także takimi osobami, jak np. aptekarz z Borku, ksiądz proboszcz ze Strzelec Wlkp., no i oczywiście starzy towarzysze broni i myśliwi.

Co lubił jeść?

Irena Kordzińska: Jedzenie w Koszkowie było urozmaicone, ale proste. Ojciec bardzo lubił polewkę i ziemniaki z twarogiem (pyry z gzikiem) i to właśnie często było na kolację. W Wielkim Poście, w każdą środę i piątek na obiad były ziemniaki w mundurkach z olejem lnianym, a Ojciec zawsze wspominał, że takie jedzenie w jego rodzinnym domu było przez cały post.

Co czytał?

Andrzej Jazdon: Na pewno prasę fachową (rolniczą) i łowiecką. Jakie książki? Niestety nie wiem. W domu widziałem jak ojciec czytał "Żywoty Świętych" i "Pismo Święte".

Irena Kordzińska: Bardzo lubił czytać. Jakie powieści? Nie wiem. Jeśli któraś książka bardzo mu się podobał to potrafił czytać całą noc.

Jakim był ojcem i człowiekiem?

Andrzej Jazdon: Był bardzo odpowiedzialnym ojcem, wymagającym, raczej o surowych zasadach, choć lubił młodzież. Razem z żoną Janiną bardzo dbali o edukację dzieci. Pomimo niezmiernie trudnych warunków w latach 40-tych wszystkie dzieci ukończyły wyższe uczelnie.
Chciałbym jeszcze wymienić główne cechy charakteru Hipolita, jego zalety i wady. Na pierwszym miejscu to nieprzeciętna odwaga, a na polu bitwy męstwo. Druga cecha to wielka pracowitość i perfekcjonizm w działaniu oraz rzetelność w postępowaniu. Nie znosił fałszu i obłudy. Był konsekwentny w działaniu i uparty. Z racji długiej służby wojskowej i wojaczki był dość apodyktyczny, żądał aby jego polecenia wykonywać bez dyskusji. Był niekiedy szorstki w kontaktach. Myśli precyzował jasno i wyrażał "prosto z mostu" co niekiedy nie przyswajało mu przyjaciół. Wielki patriota. Dżentelmen w stosunku do kobiet, co nie przeszkadzało mu mieć raczej niską ich ocenę.

Irena Kordzińska: Był surowym ojcem, a równocześnie dbał o nasz rozwój, tak fizyczny, jak umysłowy. Zawsze mieliśmy dostęp do książek i czasopisma dla młodzieży. Jak tylko mógł organizował dla nas różne miejsca do zabawy. Najpierw jak byliśmy mali, to przygotowywał dla nas górę piasku, później karuzelę, huśtawkę, grę w krykieta i siatkówkę. Nie znosił wywyższania się nad innych. Wymagał posłuchu i często powtarzał: "Tak jak ja każę, tak musi być". Nie było mowy o grymaszeniu w czasie jedzenia. Wszystko musiało zniknąć z talerza, bo w innym przypadku słyszeliśmy: "Płacz, a jedz".

Co lubił robić?

Andrzej Jazdon: Utkwiło mi w pamięci zamiłowanie Ojca do fajki, z którą się prawie nie rozstawał. W zakresie alkoholi to był prawie abstynentem.

Irena Kordzińska: Po wojnie palił fajkę z konieczności, bo przed wojną palił cygara. Wieczorem po pracy i kolacji siadał przy radiu z gazetą i zapalał cygaro. Alkohol, o ile pamiętam, podawany był gościom - wino do obiadu, a później do kart jakaś wódka i papierosy. Panie piły likiery.
Jakie miał marzenia?

Andrzej Jazdon: Marzył o swoim pięknym gospodarstwie i gdy zaczął je urzeczywistniać to przyszła wojna, a resztę złudzeń i marzeń rozwiał PRL.

Irena Kordzińska: Marzenia miał ściśle sprecyzowane. Własny kawałek ziemi - to realizował. Dom w Porębie, samochód i w wieku 55 lat emerytura - te marzenia zniszczyła wojna.


 

Krzyż srebrny orderu wojennego VM
 

Krzyż "Walecznym na Polu Chwały" z 3 okuciami (nadany trzykrotnie)
 

Medal pamiątkowy za wojnę 1918-1921
 

"Medal za długoletnią służbę" ustanowiony 8 stycznia 1938r.

Krzyż za front litewsko-białoruski
 

"Medal dziesięciolecia odzyskanej niepodległości" ustanowiony 27 września 1928 r.

"Odznaka Wojsk Wielkopolskich"

"Brązowa odznaka za ofiarną pracę 9.XII.1931"

ZA PRAWO I WOLNOŚĆ OJCZYZNY **



* Uwaga: Podane powyżej informacje, spisane przez syna Hipolita, Andrzeja Jazdona, zostały opracowane w zasadniczym stopniu na podstawie danych uzyskanych (i spisanych w latach 1982-1987) od żony Hipolita-Janiny, część od Siostry Ireny, część z innych źródeł rodzinnych i wojskowych, a część na podstawie własnych przeżyć.

** Odznaka 57 Pułku Piechoty Wielkopolskiej