Karol Jazdon: Ulubione filmy Jazdonów


Wujek Andrzej Jazdon wymienił jako jeden z ulubionych filmów "W samo południe" (1952) - nazywany westernem dla tych, którzy nie lubią westernów. Podobnie jak bohater filmu Will Kane, który samotnie musiał stawić czoło przeciwnościom również wujkowi udało się jak stwierdził w "Kwestionariuszu Jazdona" stworzyć z dala od krewnych odłam rodziny w Bydgoszczy.

Główna rola w filmie proponowana była Charltonowi Hestonowi, Marlonowi Brando, Kirkowi Douglasowi, Montgomeremu Cliftowi oraz Gregoremu Peckowi. Ten ostatni po latach stwierdził, że odrzucenie tej roli było największym błędem w jego karierze, ale dodał, że nie zagrałby głównego bohatera tak dobrze jak Gary Cooper. Dzięki tej wybitnej kreacji Cooper po 25 latach pracy w filmie w wieku 51 lat znalazł się na szczycie listy najbardziej popularnych aktorów w Ameryce.

Reżyser filmu Fred Zinnemann walczył przed śmiercią o to, aby nie doszło do pokolorowania jego filmu, argumentując, że czarno biała faktura zdjęć była precyzyjnie przemyślana i zrealizowana wraz z operatorem. Niestety w latach osiemdziesiątych Ted Turner podjął decyzję o koloryzacji arcydzieła sztuki filmowej i taka wersja była wielokrotnie emitowana w telewizji.



Adaptacja ulubionego musicalu Andrzeja Jazdona "Hair" miała już swój scenariusz przygotowany przez Milosa Formana w 1967 roku. Jednakże w czasie spotkania w Ameryce znajomy reżysera wyjął kolorową talię kart do tarota i zaczął ją kilkakrotnie rozkładać. Zainteresowanemu otoczeniu po chwili oznajmił: "Niestety, konstelacja nie jest sprzyjająca". Forman zrealizował film dopiero 12 lat później, w 1979 roku. Na szczęście takie obrzędy czarnej magii to miejmy nadzieję dla każdego Jazdona czarna magia i prosta droga do wpędzenia się w kabałę.



Artur Jazdon stwierdził w "Kwestionariuszu Jazdona", że nie ma ulubionego filmu, ale jako zwolennik książek na pewno nie odmówi sympatii "Potopowi" (1974) Jerzego Hoffmana. Gdyby nie miłość reżysera do trylogii Sienkiewicza, której i Arturowi Jazdonowi na pewno nie brakuje mogłyby powstać adaptacje francuskiej i rosyjskiej literatury zamiast polskiej, pisanej ku pokrzepieniu serc.

Jerzy Hoffman w jednym z wywiadów cofa się do 1968 roku: "Pana Wołodyjowskiego" zakupił do dystrybucji pewien włoski producent filmowy. Był to zresztą Żyd polskiego pochodzenia, nazywał się Fryd i zrobił potem z Kawalerowiczem film "Maddalena". Ściągnął mnie do siebie, do Cinnecita i zaproponował zrobienie któregoś z dwóch tematów: albo "Kuriera carskiego" według Verne'a, albo "Kapitana" według Puszkina. Miał już gotowy kontrakt z honorarium, dla mnie na owe czasy bajkowym. Powiedziałem: "Nie!". Wziął papier, skreślił sumę i napisał dwa razy większą. Ponownie powiedziałem: "Nie!". On wziął mnie za rękę i zapytał: "Chłopcze czego ty chcesz?". "Ja chcę robić filmy w Polsce" - odpowiedziałem".



Stanisław Jazdon podobnie jak jego brat Roman odbył służbę w wojsku polskim. Niektórzy z grających w "Parszywej dwunastce" (1967) byli weteranami Drugiej Wojny Światowej: Lee Marvin (piechota morska), Telly Savalas (piechota), Charles Bronson (lotnictwo), Ernest Borgnine (marynarka wojenna), Clint Walker (marynarka wojenna).

W filmie bohater grany przez Charlesa Bronsona ("Józef Władysław") opowiada o swym ojcu, który pracował jako górnik na Śląsku. Bronson był rzeczywiście synem górnika, a dokładnie Tatara Lipkowskiego - litewskiego (Lipka to turecka nazwa Litwy). Wszyscy pamiętamy odkopaną prawie w górniczych warunkach belkę z wyrytym nazwiskiem naszego pradziada Wojciecha w stodole Stanisław Jazdona.



Roman Jazdon lubi filmy przygodowe. Niewątpliwie do tego gatunku można zaliczyć "Jak rozpętałem drugą wojnę światową" (1969). Swoją rzeźbiarską pasję Roman rozpoczął po odbyciu służby wojskowej, z której powrócił do rodzinnego Wijewa w wieku 20 lat. Na szczęście służbę odbywał w warunkach pokojowych, w przeciwieństwie do Franka Dolasa bohatera filmu Tadeusza Chmielewskiego.

Oto jak reżyser wspomina genezę powstania scenariusza: "Pamiętam jak latem, bardzo wczesnym rankiem przyjechałem do miasteczka w pobliżu zamku, gdzie robiliśmy zdjęcia do filmu "Gdzie jest generał". Było pusto, spotkałem tylko jednego pana. Zaczęliśmy rozmawiać i on zaczął mi niepostrzeżenie opowiadać swój życiorys. Okazało się, że został zmobilizowany we wrześniu 1939 roku jako kierowca motocykla, miał być kurierem przewożącym meldunki i rozkazy wojskowe. Musiał więc ciągle poruszać się po drogach ostrzeliwanych przez Niemców. Tymczasem straszliwie bał się zginąć. Cała jego pomysłowość skierowana była na to, żeby nie walczyć, żeby nie być żołnierzem, żeby się nie narazić, żeby nie być bohaterem. W końcu przestrzelił bak z benzyną; motocykl był do niczego, on już nie musiał jeździć. To mi się bardzo spodobało jako pomysł na film - żołnierz, który robi wszystko, aby nie być żołnierzem, by nie walczyć. Pomysł jednak zmieniłem. Mój bohater chce walczyć, ale ta okazja ucieka mu sprzed nosa. Tak powstał film "Jak rozpętałem drugą wojnę światową".



"Waleczne serce" (1995) Mela Gibsona to jeden z ulubionych filmów Wojciecha Jazdona. Rodzinny podróżnik i polarnik do każdej wyprawy przygotowuje się z taką starannością jak wojska alianckie do desantu w Normandii w 1944 roku. Właśnie 6 czerwca 1994 roku w 50-tą rocznicę D-Day rozpoczęły się zdjęcia do filmu "Braveheart". Wojciech Jazdon wie, że sukces nie przychodzi bez walki z własnymi słabościami, a często z poważnymi dolegliwościami organizmu. Zanim Mel Gibson odebrał dwie statuetki Oskara za najlepszy film i reżyserię to dwa tygodnie wcześniej spędził czas w szpitalu z powodu wycięcia wyrostka robaczkowego.



Nieprzypadkowo Maciej Jazdon wysoko ceni sobie film Briana G. Huttona "Tylko dla orłów" (1969). Gdyby stał się jednym z bohaterów filmu to jako lekarzowi pracy by mu nie zabrakło. Łącznie w filmie zostaje zabitych 100 osób, a bohater grany przez Clinta Eastwooda przeniósł na drugi świat więcej osób niż jakakolwiek inna grana przez niego postać.

W scenie gdzie Richard Burton i Clint Eastwood wspinają się na skalne mury fortecy wyraźnie widać, że Burtonowi przychodzi to z łatwością natomiast Eastwoodowi z ogromnym wysiłkiem. Wynikało to z faktu, iż lubiący alkohol i niehigieniczny tryb życia Burton musiał skorzystać z efektów specjalnych, a silny i wysportowany Eastwood wspinał się naprawdę. Kontrola lekarska Macieja Jazdona w przypadku obydwu aktorów byłaby więc na planie filmu nieodzowna.



Ulubionym filmem Tomasza Jazdona jest "Ben Hur" z roku 1959 w reżyserii Williama Wylera. Był to również ulubiony film wujka Adama Jazdona - ojca Tomasza. Tomasz Jazdon znany jest w okolicy szczególnie w okresie zimy z tego, że swym terenowym autem lub ciągnikiem wyciąga z rowów lub zamokniętych pól zakopane pojazdy.

Podobna historia związana jest z filmem "Ben Hur". Otóż w 1970 roku restaurator z miejscowości Sacramento zakupił na aukcji rekwizytów filmowych za 4.000 dolarów jeden z rydwanów (na potrzeby filmy wykonano ich 18, a użyto połowę). Trzy lata później policja zmusiła go do zjechania na pobocze i oddania się w ręce sprawiedliwości, gdyż poruszał się nietypowym pojazdem z końmi po autostradzie.

W filmie wykorzystano 78 specjalnie wytresowanych koni, a scena wyścigu rydwanów kręcona była przez pięć tygodni. Przeszła do historii kina i stała się niezapomnianą sekwencją filmową m.in. dzięki temu, że reżyser William Wyler 34 lata wcześniej pracował przy realizacji wyścigu w niemej wersji filmu z 1925 roku.



Wielkie kinowe widowiska historyczne to ulubiony gatunek filmowy Andrzeja Jazdona. Niewątpliwie można do niego zaliczyć "Gladiatora" (2000) Ridleya Scotta. Andrzej od wczesnego dzieciństwa łapał liczne kontuzje. Po prześwietleniu rentgenem jego konstrukcji szkieletowej zobaczylibyśmy liczne zrosty połamanych kości.

Również Russell Crowe w scenie otwierającej bitwy ma widoczną ranę na twarzy. Powstała ona w trakcie kręcenia zdjęć kiedy to spłoszone konie poniosły go prosto na drzewa obijając o wystające gałęzie. Blizny na policzku wyraźnie widoczne są w scenie rozmowy Maximusa z Commodusem o jego powrocie do domu. W czasie walk gladiatorów Crowe złamał kość w stopie oraz biodro. Poważnie nadwyrężył też ścięgna bicepsów.


Jakub Jazdon jest fanem filmu "Misja" (1986) Rolanda Joffe. Posiada autograf Ennio Morricone, autora chyba najwybitniejszej w historii kina muzyki skomponowanej specjalnie do tego filmu oraz jego producenta sir Davida Puttnama.

Nie życzylibyśmy mu jednak uczestniczenia w realizacji tego niezapomnianego dzieła Dziesiątej Muzy. W trakcie kręcenia zdjęć większość ekipy zachorowała na amebozę - pasożytniczą chorobę inwazyjną przewodu pokarmowego. Jednym z nielicznych, którzy nie zachorowali był Rober de Niro. Takiej odporności zdrowotnej życzymy Jakubowi.



Mikołaj Jazdon jest wielbicielem filmów, których tematyka obejmuje okres drugiej wojny światowej. Z sentymentem wspomina czas kiedy z rodzicami i bratem oglądali w kinie Apollo w Poznaniu film Davida Leana "Most na rzece Kwai" (1957). Jako wykładowca Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu szczególną uwagę zwraca na problematykę własności intelektualnej w pracy naukowej. Kontrowersyjny incydent związany z tą kwestią dotyczy właśnie filmu "Most na rzece Kwai" z pamiętną rolą Aleca Guinnesa.

Scenarzyści filmu Michael Wilson i Carl Foreman znaleźli się w okresie realizacji filmu na czarnej liście amerykańskiej komisji senackiej osób oskarżonych o sympatie komunistyczne. Z tego względu ich nazwiska nie znalazły się w napisach czołówki filmu. Kiedy w 1957 roku przyznano nagrodę Oskara za scenariusz filmowi "Most na rzece Kwai" to powędrował on do nie znającego języka angielskiego Pierre'a Boullea, francuskiego autora powieści, która była podstawą adaptacji. Dopiero w 1984 roku, czyli 27 lat później Amerykańska Akademia Filmowa uhonorowała właściwych autorów scenariusza. Jednakże Michael Wilson już nie żył, a Carl Foreman zmarł na drugi dzień po ogłoszeniu decyzji o przyznaniu nagrody. Po odrestaurowaniu kopii filmu w latach osiemdziesiątych nazwiska scenarzystów pojawiły się w napisach początkowych filmu.



Jednym z ulubionych filmów Karola Jazdona jest "Okno na podwórze" Alfreda Hitchcocka z 1953r. Podobnie jak główny bohater filmu Karol często wykorzystuje aparat fotograficzny do obserwacji i uwieczniania rodziny, a dzięki programowi Windows (pol. "okna") umieszcza zdjęcia na stronie www.jazdon.pl.

Akcja filmu przeważnie toczy się w mieszkaniu James Stewarta w Greenwich Village. Aby bohater mógł obserwować sąsiadów musiano zbudować dekorację zawierającą trzydzieści jeden mieszkań widzianych z jego okna. Było to największe jednopokojowe mieszkanie jakie kiedykolwiek zbudowano w halach wytwórni Paramount Pictures. Umeblowano kompletnie dwanaście takich mieszkań. W realnej lokalizacji nigdy nie udałoby się ich odpowiednio oświetlić, aby tocząca się w nich akcja była wyraźnie widzialna.

Wybitny francuski reżyser filmowy Francois Truffaut zapytał Alfreda Hitchcocka, dlaczego po wybudowaniu tak ogromnej dekoracji reżyser pokazał w całości podwórze tylko raz w kluczowym dramatycznym momencie filmu.

Hitchcock odpowiedział: "Realizowałem kiedyś godzinne widowisko telewizyjne, w którym miałem pokazać człowieka wchodzącego do komisariatu, żeby oddać się w ręce sprawiedliwości. Na początku sceny sfilmowałem z dość bliska człowieka, który wchodzi, i zamykające się za nim drzwi. Skierował się w stronę biura, ale nie pokazałem całej dekoracji. Ktoś mnie zagadnął: - Nie chciałby pan tu całego komisariatu, żeby ludzie zorientowali się, że jesteśmy na policji? Odpowiedziałem: - Po co? Na początku sceny widać sierżanta z trzema belkami na naszywce, to powinno podpowiedzieć, że jesteśmy na komisariacie. Plan ogólny może być użyteczny w momencie bardziej dramatycznym. Po co go marnować już teraz?



Grzegorz Jazdon jest wielbicielem twórczości Brunona Schulza a w "Kwestionariuszu Jazdona" stwierdził, iż największym dla niego nieszczęściem byłoby zapomnieć własną przeszłość. Podobne obawy towarzyszyły Brunonowi Schulzowi, gdy ratował od zapomnienia poznany przez niego świat w "Sanatorium pod klepsydrą": "Dalekie i smutne miasteczka o białym jak papier niebie, stwardniałe od prozy i codzienności. Były to zapomniane w głębi czasu miasta, gdzie ludzie byli przywiązani do swych małych losów, od których nie odrywali się ani na chwilę. Szewc był do cna szewcem, pachniał skórą, miał twarz małą i zbiedzoną, krótkowzroczne, blade oczy nad bezbarwnym, węszącym wąsem i czuł się na wskroś szewcem. I jeżeli nie bolały ich wrzody, nie łamały kości, puchlina nie kładła na barłóg, byli szczęśliwi bezbarwnym, szarym szczęściem, palili tani tytoń, żółty tytoń cesarsko-królewski, lub marzyli tępo przed kolekturą loterii".

Ekranizacja Wojciecha Hasa z 1973 roku zawierała również wątki opowieści i opowiadań: "Wiosna", "Ptaki", "Noc wielkiego sezonu", "Księga", Genialna epoka" i "Mój ojciec wstępuje do strażaków". Film został potajemnie bez zgody władz wysłany na festiwal w Cannes, gdzie zdobył prestiżową nagrodę specjalną jury. Za to niepodporządkowanie się dyrektywom dygnitarzy państwowych przez prawie dziewięć lat odrzucano wybitnemu polskiemu reżyserowi filmowemu wszystkie projekty. Dzięki jego adaptacji prozy Schulza twórczość pisarza zaczęła zdobywać Amerykę i Europę.


Największy rodzinny kibic "Lecha" w rodzinie Mateusz Jazdon stwierdził w "Kwestionariuszu Jazdona", że nadużywane przez niego słowo w życiu codziennym to "kolejorz". Gdyby zagrał w swym ulubionym filmie, pt. "Święci z Bostonu" (1999) to w czasie oglądania zmontowanego materiału na premierze w jakimś renomowanym kinie angielskim zorientowałby się, że towarzyszące ekranowym perypetiom bohaterów słowo "fuck" występuje we wszelkich odmianach w nim aż 246 razy. Zapewne z tego powodu żaden z katolickich kościołów nie zezwolił realizatorom na kręcenie sceny uczestniczenia bohaterów we mszy świętej. Realizatorzy musieli więc skorzystać z protestanckiej świątyni.


W "Kwestionariuszu Jazdona" Miłosz Jazdon potwierdził, iż otrzymał go ponieważ jest "synem Andrzeja, syna Włodzimierza". W jego ulubionym filmie "Wszystkie poranki świata" (1991) Alaina Corneau jedną z ról zagrał syn słynnego Gerarda Depardieu - Guillaume. Podszedł do roli równie poważnie co Miłosz do swej praktyki lekarskiej i specjalnie dla potrzeb filmu nauczył się grać na violi da gamba. Aktor sam wykonał także zamieszczony na ścieżce dźwiękowej utwór "Marzyciele" Marina Marais.


"Harry Angel" (1987) Alana Parkera to ulubiony film Przemysława Jazdona. Autorowi zamieszczonego opracowania ulubionych filmów Jazdonów nie udało się poznać osobiście syna Romana Jazdona, choć nie kierował się taką samą motywacją jak reżyser filmu w trakcie pracy z grającym jedną z głównych ról Robertem de Niro. Otóż odtwarzający postać Louisa Cyphre'a de Niro był na planie filmu tak przekonujący i przerażający, że Alan Parker omijał go w trakcie kręcenia zdjęć.


Xawery Jazdon w "Kwestionariuszu Jazdona" z 2004 roku wyznał, że w przyszłości chciałby zostać informatykiem. Może dlatego jego ulubioną trylogią filmową jest "Matrix" braci Wachowskich. W części pt. "Matrix Rewolucje" (2003) kluczowa scena filmu toczy się wśród rzęsistego opadu deszczu. Ekipa od efektów specjalnych przez dwa miesiące pracowała nad skonstruowaniem odpowiedniej aparatury, która jak najdoskonalej imitowałaby ulewę. Informatycy przy pracy nad tym filmem nie mogli narzekać na brak zleceń. Zrealizowali 804 ujęcia zawierające skomplikowane efekty specjalne.


Jedenastoletni Adam Jazdon w "Kwestionariuszu Jazdona" podał, iż cechą charakterystyczną Jazdona jest bogactwo. Wymienił, też iż jednym z jego ulubionych filmów jest "Władca pierścieni" (2001). Gdyby Adam mógł zamienić się w państwo między Morzem Tasmana, a Oceanem Spokojnym to stałby się Nową Zelandią. Dzięki trylogii Petera Jacksona budżet tego kraju wzbogacił się o 200 milionów dolarów. Stworzono nawet ministerstwo do spraw związanych z produkcją filmu "Władca pierścieni", które zajęło się ekonomicznymi aspektami powstawania filmu. Jeśli Adam jak inni fani chciałby figurować w napisach końcowych filmu to kosztowałoby go to 39,95 dolarów.


Umiłowanie techniki i mechaniki ośmioletniego Filipa Jazdona zaowocowało stwierdzeniem w "Kwestionariuszu Jazdona", iż gdyby nie był tym kim jest to chciałby być operatorem dźwigu. Stąd zapewne jego sympatia do filmu Michaela Baya "Transformers" (2007). Pojazdów mechanicznych w tym filmie nie brakuje, a odgrywający główną rolę w filmie wykonany został na potrzeby filmu w trzech egzemplarzach. Dzięki koprodukcji z General Motors producenci mogli sobie pozwolić na wysadzenie 200 samochodów w jednej z bardziej spektakularnych scen filmu. Współpraca z renomowanym producentem aut pozwoliła zaoszczędzić realizatorom 3 miliony dolarów.