Ryszard Jazdon: Moje wspomnienie z 28 czerwca 1956 roku


WSTĘP

          W Poznaniu jest obchodzona uroczyście rocznica wybuchu poznańskiego powstania z 28 czerwca 1956r. W radiu, telewizji i prasie przytaczane są liczne wypowiedzi uczestników tego zdarzenia. Jako Wielkopolanin i w dużym stopniu Poznaniak poczułem, że także na naszej stronie winna ukazać się jakaś informacja na temat tych historycznych wydarzeń. Obmyślałem z kim by tu zrobić wywiad lub poprosić o jego wspomnienia na temat Czerwca '56. I kiedy nie przychodziła mi do głowy żadna osoba, poprosiłem o pomoc mego Tatę, by mi kogoś podpowiedział. Mimo, że jestem już synem mego Ojca ponad trzydzieści lat, to poniższą historię usłyszałem pierwszy raz w życiu.
Karol Jazdon



Ryszard Jazdon

Moje wspomnienie z 28 czerwca 1956r.


          28 czerwca 1956 roku nocnym pociągiem przyjechałem do Poznania. Byłem wówczas 19-sto letnim studentem Wyższej Szkoły Rolniczej we Wrocławiu. Jadąc na wakacje do domu zahaczyłem o Poznań, by zwiedzić Międzynarodowe Targi Poznańskie. Najpierw jednak odwiedziłem moje Ciotki - Helenę i Kwirynę Nikel na ul. Jackowskiego 11. Naprzeciw ich kamienicy były Zakłady Komuny Paryskiej. Wczesnym przedpołudniem zauważyliśmy z okien tłum ludzi nawołujących: "Chodźcie z nami! Chodźcie z nami!". Byli to robotnicy z różnych, poznańskich zakładów, którzy angażowali do czynnej demonstracji innych robotników - w tym wypadku Zakładów Szwalniczych im. Komuny Paryskiej. Za chwilę byłem już w tym tłumie.
          Maszerowaliśmy ul. Kraszewskiego w kierunku Dąbrowskiego, a stamtąd na Plac Stalina (dz. Mickiewicza od red.). Pamiętam gęstniejący z każdą minutą pochód. Po drodze robotnicy wchodzili do okolicznych sklepów, warsztatów wywołując: "Chodźcie z nami! Chodźcie z nami!". Ludzie spontanicznie przyłączali się do naszego przemarszu.
          Znaleźliśmy się na Placu Stalina. Tłum ludzi cały czas się powiększał. Robotnicy z biało czerwonymi opaskami na rękach pilnowali, by nikt nie nadepnął na trawnik, albo nie zrobił jakiejś innej szkody. Ulicą Armii Czerwonej przejeżdżały samochody na zagranicznych rejestracjach, prawdopodobnie z goszczącymi na targach obcokrajowcami, którzy przez szyby robili nam zdjęcia. W pewnym momencie nadjechały od strony kaponiery ciężarówki bez plandek, pełne milicjantów. Przyległy tłum zakrzyknął: "Milicja z nami! Milicja z nami!". I milicjanci zeszli. Niektórych pościągano. Nie padł żaden strzał. Po jakimś czasie nadjechał samochód z megafonami, który stanął na środku placu i zaczęły się przemówienia. Domagano się wypuszczenia delegacji z Zakładów Cegielskiego, która udała się na negocjacje do Warszawy, a którą to zaaresztowano. Widać było tablice "My chcemy Boga", "Żądamy chleba".
          Zapamiętałem ciekawy incydent. Obok mnie stał wojskowy. Wszyscy śpiewaliśmy patriotyczno-religijne pieśni, m.in. "Rotę" i "My chcemy Boga". Wojskowy stał w czapce. Oburzeni ludzie zaczęli się domagać by ją zdjął. On stanowczo, z ubecką zaciętością odpowiedział: "Jestem w mundurze i czapki nie zdejmę!".
          Po przemowach ruszyliśmy w stronę Komitetu Wojewódzkiego na ul. Kościuszki. Stamtąd na ul. Młyńską. Znalazłem się przed gmachem sądowym, z którego przez okna wyrzucano akta i je podpalano. Między kamienicami było małe wejście z ulicy do stróżówki (?). Powstało zagrożenie zapalenia się drewnianych drzwi budynku. Wraz z kilkoma osobami rozgarnialiśmy miotłami i odrzucaliśmy płonące papiery. Idąc ulicą Młyńską w kierunku Solnej spotkaliśmy gromadę więźniów wypuszczonych przez demonstrantów z aresztu. Pamiętam jednego wypuszczonego więźnia, który był kompletnie oszołomiony faktem, że znalazł się na ulicy w takim tłumie. Dwie osoby wyszły z karabinami odebranymi strażnikom więziennym. Na rogu ul. Poznańskiej i Mickiewicza obserwowałem dym unoszący się z okien komendy UB na ul. Kochanowskiego. Uświadamiali nam to starsi poznaniacy. Stamtąd padały strzały. Przy szpitalu Raszei uczestnicy zajść strzelali do ubeków z dwóch karabinów. Namawiali kolejnych mężczyzn. Również mnie. Oddałem jeden strzał.
          Chyba na ulicy Mickiewicza zauważyłem przez bramę leżących na ziemi rannych, zakrwawionych ludzi, może były to ciała. Doszedłem do ul. Zwierzynieckiej. Na wysokości obecnych "Akumulatorów" przede mną szło dwóch tramwajarzy w mundurach w stronę kaponiery. Nagle z dachu od strony Mickiewicza padły w naszym kierunku strzały z pepechy. Dwaj starsi tramwajarze ani drgnęli. Ja także wyprostowany, wręcz zesztywniały szedłem twardo za nimi. Tutaj pierwszy i jedyny raz w życiu usłyszałem kule świstające obok mego ucha. W głowie przypominałem sobie opisy bohaterów książkowych, którzy znajdowali się w takich sytuacjach.
          Znalazłem się na ul. Roosvelta, gdzie był znacznie większy tłum. Nadjechały czołgi. Jeden z nich zatrzymano. Czołgista dołączył do demonstrantów. Znalazłem się na Moście Dworcowym. Stamtąd widziałem jak ludzie bili milicjanta. Potem w prasie szeroko o tym pisano.
          W końcu udałem się na ulicę Gąsiorowskich do mieszkania kolegi, gdzie po nieprzespanej nocy szybko usnąłem. Wieczorem doszedłem do Dworca Zachodniego. Pociągi były wstrzymane. Ulicą Głogowską jechały czołgi.
POZNAŃSKI CZERWIEC'56 POZNAŃSKI CZERWIEC'56 POZNAŃSKI CZERWIEC'56 POZNAŃSKI CZERWIEC'56 POZNAŃSKI CZERWIEC'56 POZNAŃSKI CZERWIEC'56 POZNAŃSKI CZERWIEC'56